czwartek, 31 marca 2016

Rozdział 2

SIVE

Siedziałem na gałęzi obserwując jak mężczyzna próbuje poderwać jakąś dziewczynę. Skrzywiłem się, bo była ona od niego dużo młodsza, a on urodą specjalną nie grzeszył. Machałem ze znudzenia nogami.
Rozglądałem się spodziewając się kogoś kto ostrzeże mój cel o niebezpieczeństwie.
Chciałem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zabić cel i dowiedzieć się kto tak bardzo stara się wydobyć informacje o zabójcach i czy mają jeszcze jakieś wtyki u nas.

Zdziwiłem się widząc, że mężczyzna wstaje i wychodzi z baru. Prawie się roześmiałem, gdy stanął pod drzewem, na którym siedziałem. Postanowiłem to zakończyć. Zeskoczyłem zwinnie lądując na ugiętych nogach.  Wyprostowałem się i przyłożyłem sztylet do szyi mężczyzny, który wydał z siebie zduszony pisk.
-A więc to prawda...Naprawdę ktoś zapłacił tobie byś mnie zabił -wyszeptał. Prychnąłem.
-Twoja śmierć nie będzie wielką stratą.
-A twoja Ruka? -odezwał się nowy głos i zobaczyłem nad ramieniem mężczyzny zbliżającą się kobietę w ciemnych ubraniach.
-Moja śmierć będzie dla większości ulgą -oznajmiłem rozglądając się ukradkiem.

Po obu stronach stało dwóch mężczyzn.
Skupiłem się i wysłałem w nich lodowe ostrza. Gdy kobieta strzeliła, podciąłem gardło mężczyzny i puściłem się biegiem. Wyciągnąłem swój własny pistolet i próbowałem w biegu wymierzyć tak, by nie zabić kobiety.

Dopiero za którymś razem mi się udało. Usłyszałem jej krzyk i odgłos ciała upadającego na ziemie. Odwróciłem się i zobaczyłem lecące w moją stronę kamienie. Podniosłem ścianę lodu, która rozprysła się raniąc ją i mnie małymi odłamkami. Podszedłem do niej i wycelowałem w nią pistolet.
-Nie próbuj niczego, bo zginiesz -warknąłem, czując spływającą mi po policzku krew.
-Jak to możliwe, że korzystasz z lodu? Nikt tego nie potrafi! -posłałem jej znudzone spojrzenie.
-Wyjątek od reguły. A teraz odpowiesz na parę pytań...
*
Minąłem kolejnego strażnika już trochę zirytowany łatwością z jaką szło ich ominąć.
Oparty o ścianę zamku czekałem na jakąś reakcję. Spojrzałem na wciąż ciemne niebo i ziewnąłem.
-Ciężka noc morderco?
-Woow stoję tu od pięciu minut, a wy mnie dopiero teraz widzicie? Z taką ochroną to król może spać spokojnie -zakpiłem. Widziałem wściekłość na twarzy mężczyzny. A następnie płomienie pojawiające się na jego dłoniach.
-Teraz nikt cię nie obroni...
-Mnie nie trzeba bronić. Nie jestem tobą.
W moją stronę pomknęła kula ognia. Zrobiłem szybki unik i osłoniłem się barierą wody. Następnie zaatakowałem go małymi kryształkami lodu modląc się, by jego głupota nie zauważyła moich mieszanych mocy.

ALAHIS

Gdy wróciłem do zamku myślałem, że ojciec mnie zabije. Był wściekły. Nauczyciel powiedział mu, że nie byłem na zajęciach. Połączył fakty i powiedział, że mam zakaz wychodzenia z zamku. Jakoś się to załatwi.

Siedziałem już od dwóch godzin w komnacie i przeglądałem akta. Dowiedziałem się jednego. Wszyscy zaginieni byli przydzieleni do naszego królestwa, a jednak nigdzie w aktach nie pisało o ich żywiole. Podejrzane. Jakby ktoś chciał ukryć ich moc. Włożyłem wszystko do jednej teczki i schowałem do biurka. Myślę, że tyle wystarczy Siv'owi.

Nagle usłyszałem jakieś głosy na dworze. Było już po dziesiątej, więc wyjrzałem za okno. Był to jeden ze strażników i jakiś chłopak. Czemu miałem myśli, że to może być Sive? Nagle otworzyłem szeroko oczy. On użył dwóch mocy. Wody i lodu. Widać, że strażnik tego nie zauważył. Coraz więcej bezmózgich ludzi tu jest.
 
Ze złośliwym uśmiechem wyszedłem na balkon i rozpędzając się skoczyłem. Z moich dłoni wydobył się ogień, płomienie pojawiły się również na moich stopach. Robiąc efektowne salto w powietrzu płomienie wyglądały jak smugi światła. Wylądowałem po między nimi rzucając od razu sztyletem przy nodze strażnika.
Moje oczy w ciemności iskrzyły się krwistym blaskiem.  

-Jak śmiesz atakować człowieka, który jest objęty wydanym przeze mnie azylem? - powiedziałem spokojnie w kierunku strażnika.

-K-książę...ja nie...wiedziałem- wyjąkał klękając na jedno kolano.

-Idź stąd puki nie mam ochoty cię zabić.

-T-tak książę...Dziękuję...- skłonił się nisko i szybkim krokiem, wręcz biegiem uciekł spod murów zamku.

-Musimy porozmawiać Sive.

SIVE

Ziewnąłem idąc za białowłosym. Korzystanie z mocy było męczące. Nocne zabawy również. Jakbym mógł to robić za dnia...to zostałbym złapany, pomyślałem. 
Weszliśmy do pomieszczenia, w którym stało duże biurko, na którym było mnóstwo papierów. A pod ścianami stały regały pełne książek i innych rzeczy. Usiałem na miękkim fotelu od razu podkurczając pod siebie nogi. Niech żyje moja krucha sylwetka w takich chwilach. Spojrzałem na przyglądającego mi się chłopaka.

-To o czym "musimy" porozmawiać? -zapytałem.

-Może ten strażnik był tępy, ale ja nie. Widziałem jak używasz dwóch mocy.

Skrzywiłem się nieznacznie. Powinienem być bardziej ostrożny. Szybkim ruchem wstałem i przyłożyłem nóż do gardła białowłosego. Był ode mnie o parę centymetrów wyższy. Ale to nie miało znaczenia. Próbowałem opanować emocje. Wiedząc, że pod ich wpływem mogę ujawnić jeszcze więcej. Wziąłem głęboki oddech i postawiłem na starą dobrą taktykę zaprzeczenia.

-Nie widziałeś. Przewidziało ci się. Używanie dwóch żywiołów jest niemożliwe, nikt tego nie potrafi.

-Yhym, a ja jestem z żywiołu wody - zakpił. -Nie jestem ślepy.

-Jesteś -powiedziałem z całkowitą powagą.

-Teraz to się zachowujesz jak dziecko - odparł spokojnie.

-No chyba ty -burknąłem. Zmiana taktyki... -Masz te akta?

-Zmieniasz temat. Mam.

-Nie wiem o czym mówisz -powiedziałem odsuwając się od niego i chowając nóż. Działałem pod wpływem emocji. Muszę się uspokoić. -Daj te papiery i znikam.

-Dokończymy tą rozmowę następnym razem Ruka. - powiedział podając mi dość grubą, czarną teczkę z aktami. -Wszystkich łączy jedno. Nie mają ukierunkowanych mocy. Są niby wpisani do królestwa, ale ktoś jakby chciał, by nie mieli widocznych żywiołów.

Ale to by oznaczało, że są tacy jak ja... Pytanie, które należy zadać to skąd ten ktoś to wiedział? Wszyscy nie mogli być nierozsądni i ujawnić swoją moc. Więc jak...
A jeśli ktoś to umie wyczuć? Czy ja też jestem na liście do odstrzału?

Wdech, wydech. Wszystko będzie w porządku. To wcale nie musi być prawda. To tylko moje domysły.

-W takim razie ja uciekam -mruknąłem.

-Dobranoc dziwnowłosy - powiedział chłopak. Nic nie odpowiedziałem tylko wyszedłem.

Po powrocie do domu zrobiłem sobie dzbanek kawy i wziąłem jakieś przekąski. Następnie udałem się do pokoju. Po wykąpaniu się w samych spodniach dresowych położyłem się na łóżku  z aktami w ręce, notatnikiem obok i życiodajną kawą na stoliku.

ALAHIS

-Alahis'ie! Alahis'ie! - obudziło mnie wołanie kogoś zza drzwi.

Nie do wiary. Wczorajszej nocy zasnąłem przy biurku. Skrzywiłem się na ból w plecach. Zaspany otworzyłem drzwi, a w nich stanęła starsza kobieta.

-Lauro, cóż się stało, że mnie tak wołasz? - spytałem się kobiety.

-Alahis'ie śniadanie już od godziny podane, a ty się nie zjawiasz. Zawsze jesteś punktualny, więc zaniepokojona zaczęłam cię szukać - powiedziała i złapała moją twarz w dłonie. -Jak ty wyglądasz?! Spałeś w ogóle?!

-Tak - mruknąłem.

-Choć natychmiast trzeba cię uczesać, musisz się przebrać i trzeba coś zrobić z twoimi oczami. Już dawno tak nie ciemniały.

-Nie chcę znów brać tych ohydnych leków... - zaprzeczyłem, choć Laura już ciągnęła mnie do mojej sypialni.

Posadziła mnie na krześle i zaczęła przeglądać moją szafę. Laura była kobietą niższą ode mnie, miała czterdzieści pięć lat i była tęgiej postury. Jej ciemno brązowe włosy były zawsze spięte w kok, a zielone oczy iskrzyły się radością. Opiekowała się mną odkąd pamiętam. Byłem do niej bardziej przywiązany niż do własnej matki. Kobieta jedna chyba w tym królestwie martwiła się o mnie.

-No już. Załóż to - podała mi strój królewski.

Skrzywiłem się. Nie lubiłem ich. Spodnie zawsze prasowane w kant, koszule dopasowane, przez co ograniczały ruch i marynarki wysadzane kamieniami szlachetnymi lub jakimiś drogimi pierdołami. W tym nie dało się poruszać, a co dopiero walczyć. Do tego najczęściej muszka lub krawat, który dusił niemiłosiernie.

Skarcony wzrokiem starszej kobiety poszedłem do łazienki wziąć prysznic i przebrać się. Gdy wróciłem gotowy Laura znów kazała mi siąść i wzięła grzebień do ręki. Przełknąłem ślinę. Moje włosy nigdy nie chciały się rozczesywać. Były często po kołtunione i sterczące w każdą stronę. Po długiej męczarni aka rozczesaniu moich niesfornych włosów, kobieta podała mi leki.

Od dziecka chorowałem na dziwny przypadek choroby żywiołu. Wytwarzałem za dużo hakry, czyli mocy ognia. Gdybym nie brał tych okropnych leków, wytworzyłbym za dużo mocy, co mogłoby doprowadzić do wybuchu. Lekarze kiedyś tłumaczyli to tym, że jestem młody. Lecz teraz, gdy moja hakra powinna się umiarkować, ona tego nie robiła. Kochałem czuć ogromną ilość mocy w sobie. Nigdy przez nią nie ucierpiałem, ale medycy się upierali na te lekarstwa-blokady.

-Ostatnio coraz częściej muszę to brać. Kiedy się to wreszcie skończy? - spytałem.

-Nie wiadomo Alahis. Twój ojciec to potężny człowiek, masz po nim moc. Ogromne ilości mocy. Dla tego oni się tak o ciebie martwią i nie pozwalają ci chodzić daleko. Gdyby ktoś się dowiedział o takich pokładach mocy, nie umiem sobie wyobrazić co mogliby ci zrobić!

-Dlatego trenuję cały czas, bym sobie w takich sytuacjach poradził - uśmiechnąłem się i na raz wypiłem ciecz w szklance.

SIVE

Następne dwa dni spędziłem prawie nie ruszając się z pokoju. Z akt wyłapałem parę przydatnych informacji oraz szczegółów, na które większość ludzi nie zwróciła by nawet uwagi. Wpadłem w jeden z moich humorków, w czasie którego nic nie mogło mnie oderwać od pracy. Posiłki jadłem nieregularnie bądź zapominałem o nich, ale na szczęście ktoś mi coś dostarczał, gdy długo nie ruszałem się z mojej sypialni.

Trzeciego dnia analizowałem czy jakiś przestępca bądź ktoś kogo spotkałem nie pasuje do osoby, która mogła być odpowiedzialna tym zaginięciom.
Były one bez ładu i składu. Mężczyźni jaki i kobiety. Różne grupy wiekowe. Inne odstępy czasowe.
Wszystkie te notatki były umieszczone w jakimś miejscu pokoju, który był teraz zawalony papierowymi informacjami.

Gdy nic nie znalazłem stwierdziłem, że czas poznać okolice, w których żyli zaginieni i może porozmawiam z kimś ze znajomych, rodziny. Z tą myślą spakowałem plecak i pisząc szybką informacje, że znikam na trochę wyszedłem z pokoju.
Przez głowę przemknęło mi by poinformować Alahis'a, że żyje lecz szybko zniknęła, gdy wyszedłem na ruchliwe ulice miasta. Czekała mnie przynajmniej tygodniowa podróż, różne cele na mapie. Z lekkim uśmiechem na ustach wyruszyłem.

ALAHIS

Ojciec z każdym dniem naciskał na mnie coraz mocniej w sprawie "podłego mordercy którego puściłem wolno". Nie miałem kontaktu z Sive'm przez co coraz bardziej się denerwowałem. Postanowiłem po tygodniu wreszcie uciec z zamku i odwiedzić dom w którym byłem z dziwnowłosym. Ubrałem się w odpowiedni strój i wziąłem broń. 
Robiło się już w miarę ciemno więc zakładając czarną bluzę z kapturem i chustę na twarz wyskoczyłem przez balkon. Omijając wszystkich strażników wbiegłem do lasu i ruszyłem pamiętną drogą do domu "gangu". Gdy znalazłem dom lekko się uśmiechnąłem.



Oby był w nim Sive.

Z lekkim trudem otworzyłem drzwi wytrychem. Zdążyłem zrobić parę kroków nim poczułem chłodną lufę pistoletu przy skroni.

-Kim jesteś? -usłyszałem przy uchu. Kątem oka zobaczyłem długie srebrne włosy.

-Mam sprawę do Ruki - odparłem spokojnie.

W mojej dłoni pojawił się czerwony płomień odrzucając broń srebnowłosego.

-Nie lubię gdy ktoś przykłada mi broń do głowy - powiedziałem lekko się uśmiechając i oddając pistolet chłopakowi.

-Nie ma go. -odparł przyglądając mi się przenikliwymi zielonymi oczami. 

-To gdzie jest? - spytałem.

-Nie twoja...

-Maro spokojnie -usłyszałem dziewczęcy głos. -Nie wiem, gdzie dokładnie jest. Zostawił wiadomość, że musi coś załatwić i byśmy się nie martwili. Wrócić ma ponoć jutro, ale wszystko zależy od tego co robi. -wytłumaczyła miodowooka dziewczyna. Posłała mi lekki uśmiech. -Witaj Hisa. Nie rozważnym było tu przychodzić samemu.

-Nierozważnym krokiem było przykładanie mi broni do głowy - powiedziałem w stronę srebrnowłosego.

-Jak dzieci -wymruczała szatynka karcąc nas wzrokiem. -Przekazać coś Sive'owi jak wróci?

-Nie... To sprawa między nami, ale możesz przekazać, że mój ojciec jest niecierpliwy - powiedziałem. -Narka Avis.

Wyszedłem z domu i wolnym krokiem odszedłem. Spojrzałem na niebo. Piękne migoczące gwiazdy układały poszczególne konstelacje.

SIVE

Spojrzałem na kobietę zaskoczony.

-Jest pani pewna? -zapytałem przez co zostałem skarcony wzrokiem przez brązowooką.

-Tak młodzieńcze! Ślepa jeszcze nie jestem, masz takie same oczy, identyczne jak on. A jakby się przyjrzeć to i rysy twarzy były by trochę podobne.

-Aham -mruknąłem -Czyli ten mężczyzna rozmawiał z pani córką przed zniknięciem?

-Tak. Miły pan... -dalej nie słuchałem. Nie tylko ona wspominała o tajemniczym mężczyźnie. Ale tylko ona stwierdziła, że wyglądam jak jego krewny. Miałem już jego rysopisy. Wysoki, przystojny, o miłym uśmiechu i pięknych oczach... bla, bla, bla...

-Dziękuję za rozmowę -przerwałem wywód kobiety. Posłałem jej przymilny uśmiech.

*

Dwa dni później postanowiłem wrócić. I tak przeciągnąłem ten wyjazd. Miałem już chyba wszystkie informacje i osobę, która najbardziej pasuje na podejrzaną.
Tajemniczy mężczyzna, który kontaktował się z pięcioma zaginionymi.

Pchnąłem drzwi kamienicy. Schyliłem się i wykonałem wykop w kierunku postaci, która chciała mnie zaatakować.

-Stęskniłeś się? -zapytałem odpychając go podmuchem powietrza i przyszpilając do ściany.

-Sive... Ty wiesz ile trwa tydzień?

-Siedem dni? -odparłem nie bardzo wiedząc o co chodzi Cass'owi.

-No właśnie! Siedem! Nie dziesięć -awanturował się chłopak. Opuściłem go na ziemię.

-Ruka twój kolega tu był. -odezwał się głos Maro z salonu. Z plecakiem na ramieniu ruszyłem do tamtego pokoju. Srebrnowłosy leżał na kanapie bawiąc się nożem.

-Coś chciał?

-Cytuję: "Mój ojciec się niecierpliwi" -oznajmił. Zakląłem. Zawróciłem by zanieść swoje rzeczy do pokoju.

*

Ubrany w elegancki strój strażnika w Vortice i plecakiem na ramieniu szedłem szybkim krokiem w stronę zamku. Uśmiechnąłem się na wspomnienie min wszystkich jak pięć lat temu wbiegłem do domu w stroju strażnika.



Żeby być kulturalnym podszedłem do jednego ze strażników.

-Ej, muszę porozmawiać z królem bądź jego synem. Sprawa wielkiej wagi -powiedziałem z powagą. Mina strażnika? Bezcenna. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem się śmiać.

ALAHIS

-Książę, zjawił się ten chłopak, którego objąłeś azylem - powiedział jeden strażnik wchodząc do biblioteki w której się znajdowałem. -Mam go tu przyprowadzić?

-Przyprowadź go tu - powiedziałem i odłożyłem książkę na stół poprawiając się.

Siedziałem cały dzień tu by Laura mnie nie znalazła. Wiem że nie rozsądnie postępuję, ale miałem dość ohydnych lekarstw.

Po chwili razem ze strażnikiem przyszedł dziwnowłosy  chłopak. Uśmiechnąłem się do niego i ruchem ręki kazałem mu siąść.

-Znalazłeś coś ciekawego podczas tego dziesięciodniowego wypadu? Czy na marne słuchałem krzyków ojca?

-On też się za mną stęsknił? -zapytał z lekkim uśmiechem w kącikach ust.-Nie jest pierwszą osobą, która wypowiada się o mnie wrzeszcząc.

-To znalazłeś coś czy nie? - spytałem.

-Znalazłem. Bliscy nie są zaniepokojeni ich zniknięciem i są przekonani, że oni wrócą. Z pięcioma osobami kontaktował się pewien mężczyzna. Ostatnie rodziny sobie odpuściłem, ale jestem pewien, że usłyszałbym to samo. -mówił przy okazji wyciągając z plecaka plik kartek -Znajdziesz tu ciekawe informacje i moje spostrzeżenia. Opis mężczyzny również. Jako, że miałem tylko wskazać podejrzanego na tym zakończymy naszą...współpracę. Żegnam.

-Ruka. Pamiętam swoje słowa; Gdy uda ci się doprowadzić do złapania winnego zostaniesz ułaskawiony. Nawet nie mamy pewności, że to on.

-Ja nie łapię ludzi, ja ich zabijam -odparł patrząc mi prosto w oczy. -I jest on jedynym łącznikiem oprócz ich mocy.

-Więc przekażę wszystkie informację ojcu i wydam dekret o zabiciu człowieka z rysopisu. Wtedy ty go zabijesz i nie widzę w niczym problemu.

-Nie odczepisz się jak widać... -mruknął pod nosem przeczesując ręką swoje włosy. -Tak zbaczając z tematu. Jakie jest według ciebie prawdopodobieństwo, że obca, niespokrewniona osoba ma podobne do ciebie rysy twarzy i oczy?

-Paro procentowe. Podobność oczu, jest możliwa, tak samo rys twarzy. Ale to jest tak minimalne, że musiałby ktoś z nim być spokrewniony choćby przez bardzo dalekiego krewnego. Coś się stało, że o to pytasz?

-Em...nieważne -mruknął. -Nie będę ci przeszkadzał. Wpadnę na dniach jak coś znajdę.

-Dobrze. Odprowadzę cię, by strażnicy się nie czepiali - powiedziałem i wstałem idąc przed dziwnowłosym.

SIVE

Byliśmy już na dziedzińcu, gdy zauważyłem strażnika, który w celi mnie bardzo miło potraktował. Zmieniłem kierunek, w którym szedłem. Usłyszałem swoje imię lecz zignorowałem księcia podchodząc do piorunującego mnie wzrokiem mężczyzny.
Wziąłem zamach i uderzyłem go pięścią w twarz. Uśmiechnąłem się z satysfakcją na widok krwi.

-Robienie sobie ze mnie wroga nie jest rozsądnym działaniem -powiedziałem patrząc na niego. Ten nic nie odpowiadając rzucił we mnie ognisty płomień. Nie zastanawiając się sam wzniosłem barierę z ognia. -Nie działaj pod wpływem emocji bo zginiesz.

-Siv... - usłyszałem sapnięcie księcia. -Teraz  ja to widzę i  już się nie wykręcisz.

Zamarłem. Miał racje. Przez moje lekkomyślne zachowanie zdradziłem się.
Przełknąłem ślinę i nie odzywając się ruszyłem przed siebie. Nie pierwszy raz starałem się zignorować swoją inność. Myśląc, że jeśli ja o tym zapomnę, to inni też.

-Sive! - krzyknął, a ja nie odwracając się przyspieszyłem.

Chciałem uniknąć tej rozmowy. Możliwe, że po prostu się bałem co chłopak powie.
Moja moc nie była taka jak wszystkich. Rządziła się własnymi prawami. Do piątego roku życia każdy myślał, że w ogóle nie posiadam mocy. Pierwszy wybuch sprawił, że straciłem przytomność, a gdy się ocknąłem słyszałem tylko pytania. Byłem przerażony, ale oni tego nawet nie zauważyli.

-Ruka! Masz stanąć! - wydarł się zniecierpliwiony białowłosy chłopak i wokół mnie pojawiła się ognista bariera.

Pierwszy raz widziałem tak bardzo krwiste płomienie, tak ogromną moc. Odwróciłem się do niego, a jego oczy świeciły nie naturalnym blaskiem.

-Co chcesz?

-Masz mi wreszcie wyjaśnić o co chodzi?!

-Nie mam zamiaru się komukolwiek tłumaczyć. Tobie tym bardziej -warknąłem.

-A ja nie mam zamiaru słyszeć odmowy. - odpowiedział, a płomienie wzrosły na sile.

-I co zrobisz? Zabijesz mnie? -zakpiłem nie przejmując się jego wybuchem.

-Myślałem tylko o daniu nauczki, ale jeśli tak stawiasz sprawę - uśmiechnął się dość wrednie i zza pasa wyciągnął dwa czarne pistolety. Westchnąłem zirytowany. Stanąłem na lekko rozstawionych nogach i wpatrywałem się ze spokojem w chłopaka. Gdy on nacisnął spust, ja wzniosłem ścianę z ziemi.

Normalnie wybuchy mocy zdarzały się w latach dziecięcych, gdy się poznawało swoje moce. Potem to się uspokajało. To że białowłosy stracił kontrole lekko mnie zdziwiło.

Opuściłem ścianę, gdy strzały się uspokoiły. Jako, że byliśmy obserwowani musiałem trzymać się jak najbardziej jednego żywiołu. Małe kamyczki zaczęły raz po raz uderzały w chłopaka. W czasie, gdy on próbował się przed nimi obronić ja podbiegłem do niego i wykonałem zgrabny wyskok, by go powalić. Wyrwałem mu pistolety i unieruchomiłem ręce. Jego ciało było strasznie ciepłe.

-Uspokój się bo przyciągasz... -nie dokończyłem, bo zostałem odrzucony przez jego moc. A następnie wąska wić ognia uderzyła w mój brzuch. Wydałem z siebie bolesny krzyk i przycisnąłem rękę do rany czując spływającą z niej krew. Podniosłem jedną rękę i uderzyłem ledwo przytomnego chłopaka podmuchem powietrza. Wziąłem kilka głębokich wdechów i spojrzałem na nieprzytomnego białowłosego.

*

Położyłem chłopaka na łóżku i spojrzałem na Marshall'a stojącego w drzwiach mojego pokoju.

-Chodź trzeba cie opatrzyć -mruknął odwracając się. Ruszyłem za nim do otwartych drzwi obok moich. Znalazłem się w jego prywatnym biurze. Pokazał mi bym usiadł na sofie stojącej pod oknem. Ściągnąłem koszulkę w czasie, gdy on wyciągnął apteczkę. Skrzywiłem się na widok środku odkażającego.

-Wierzę, że obędzie się bez tego -powiedziałem. Miodowooki uśmiechnął się z rozbawieniem.

-Bądź dużym chłopcem i nie wierć się za bardzo. Wrzaski też najlepiej ogranicz do minimum.

ALAHIS

Z krzykiem obudziłem się w jakimś pokoju. Po chwili rozglądania się zauważyłem, że to pokój Siv'a. Próbowałem wstać, ale ciało mnie piekło. A jednak takie są skutki za dużej mocy. Nie panowałem nad nią i ona mną zawładnęła. Dotknąłem swojej szyi. Była na niej obroża blokująca żywioł. Westchnąłem. Musze znaleźć dziwnowłosego by mi to cholerstwo zdjął. Moja kolejna próba podniesienia się skończyła się powodzeniem. Powoli wstałem i wszedłem do łazienki. Opłukałem twarz chłodną woda i spojrzałem na siebie w lustrze. 

-Moje...oczy... - wyszeptałem do siebie zdziwiony. Były one koloru szarego z delikatnym prześwitem czerwieni. Czyli tak wyglądają moje oczy bez dostępu do mocy. Poprawiłem włosy i wyszedłem z pokoju chłopaka. Idąc po korytarzu usłyszałem jego głos i mężczyzny, który był jego opiekunem. Zapukałem do odpowiednich drzwi i gdy usłyszałem ciche  "proszę" wszedłem.

Sive siedział na kanapie w samych spodniach, a Marshall bandażował mu brzuch. Czy to przeze mnie?

-Przepraszam... - powiedziałem skruszony widokiem rannego chłopaka.

W jakiś pokręcony sposób było mi go żal. Spojrzenie koloru burzowego nieba skupiło się na mnie.

-Nieważne -mruknął. Marshall korzystając z jego rozkojarzenia poprawiał bandaż. W którymś momencie chłopak sycząc odskoczył w tył. -Jest dobrze.

-Właśnie widzę. A co tej obrożny...Mógłbyś mi ją zdjąć? - spytałem cicho.

-Mógłbym -odparł ziewając.

-Idź się położyć młody -powiedział czarnowłosy. Chłopak wstał ze skrzywieniem i trzymając się za brzuch ruszył do drzwi.
Przywołał mnie gestem. Wróciliśmy do jego pokoju, gdzie chłopak zamiast się położyć według zalecenia podszedł do mnie i ze skupieniem spojrzał na otaczającą moją szyję obrożę. Poczułem przenikliwe zimno i zauważyłem błękitny błysk w oczach dziwnowłosego, następnie ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Poczułem jak Sive delikatnie zdejmuje obroże, a następnie podchodzi do komody, na którą odłożył urządzenie. 

-Naprawdę Sive przepraszam. Myślałem, że nie biorąc leków zapanuje nad mocą, ale myliłem się.

-Blokowanie mocy zwiększa ryzyko, to co robiłeś...branie leków mogło doprowadzić do twojego końca. W dzieciństwie przeżywamy właśnie takie wyładowania mocy, bo ona się kształtuje i próbuje z nami połączyć. Ja i żywioł to jedność. Twoje leki to zaburzyły. -powiedział spokojnie nie zwracając uwagi na moje przeprosiny. -Dziwie się, że nikt ci tego nie wyjaśnił...

Zacisnąłem pięści. To był pomysł matki. Najwidoczniej w dzieciństwie wiedząc, że będę mieć dużą moc kazała mi ją blokować. Teraz rozumiałem. Ona zbierała się we mnie przez cały ten czas. Nie miała ujścia. Przez co w końcu by wybuchła. 

-Nikt mi tego nie powiedział. Od dzieciństwa wpychali mi to świństwo.

-Albo nie wiedzieli, że może to doprowadzić do wybuchu, który cię zabije bądź wyczerpie twoją moc w łagodniejszym wypadku. Albo właśnie tego chcieli. Chociaż twój ojciec musi mieć dziedzica, bo inaczej tron przejmie ktoś z dalszej rodziny. Eh... -chłopak przetarł ze zmęczeniem twarz -Idziemy po kawę, tak by mnie nikt nie widział, a potem pogadamy jak możesz sobie pomóc.

Kiwnąłem głową myśląc o tym co chłopak mi powiedział. Mój ojciec nigdy za mną nie przepadał. W dzieciństwie traktował mnie jak powietrze, a teraz gdy dowiaduje się o tym mam tylko jedna myśl. Chce się mnie pozbyć, bym nie zrzucił go z tronu. Wie, że mam już za parę miesięcy mieć koronacje. Poczuje się wtedy zagrożony, że pozbawię go całkowitej władzy, będzie byłym, starym królem.

Nawet nie zauważyłem, gdy wyszliśmy z domu. Stanąłem na chwile.

-Nie mogę pokazać się we wiosce. Nie w tym stroju - powiedziałem wskazując mu na królewskie odzienie.

-Same z tobą problemy księciuniu. Ściągnij górę -powiedział i wrócił się do środka chwilę potem wracając z niebieską bluzą. Podał mi ją, a ja podałem mu górną część stroju. Czarne spodnie ze srebrnymi obszyciami nie wyróżniały się na szczęście aż tak bardzo.

*

Siedzieliśmy w kawiarence na obrzeżach miasta. Sive pił już drugą kawę, wpatrując się w las, który był w lekkim oddaleniu. Miałem teraz świetny widok na jego profil. Podziwiałem jego rysy twarzy, które w jakiś sposób z kimś mi się kojarzyły, gdy chłopak odwrócił się do mnie i posłał mi lekki uśmiech. Speszyłem się lekko.

-Coś jeszcze? -zapytała młoda kelnerka patrząc z zainteresowaniem na dziwnowłosego. Albo mi się zdawało, albo podchodziła do naszego stolika częściej niż do innych.

-Mam ochotę na coś...słodkiego -powiedział z seksownym uśmiechem Sive. Brunetka zarumieniła się lekko. -Macie może ciasto czekoladowe? Albo lody?

-I to, i to.

-To poproszę dwa razy lody z karmelem i po kawałku ciasta -odparł chłopak. Dziewczyna zanotowała to i odeszła.

-Ładna nawet. Widać, że jej się podobasz - powiedziałem patrząc na tą samą kelnerkę, która zebrała od nas zamówienie. Miała średniej długości, brązowe włosy i piwne oczy. Nie wyróżniała się jakoś specjalnie urodą, lecz nie można było powiedzieć, że jest brzydka. Mi zdecydowanie bardziej podobał się dziwnowłosy. Miał piękne, tajemnicze oczy. Oryginalny kolor włosów. Ładną sylwetkę i ciekawy charakter. Ona w porównaniu z nim była szarą myszką w koncie, nie zauważalną przez nikogo.

-Wiem -odpowiedział z rozbawieniem patrząc na spoglądającą w jego kierunku dziewczynę. Puścił jej oczko, na co dziewczyna zarumieniła się. -A teraz powinniśmy chyba porozmawiać. Jeśli odłożysz leki, wyładowania się powtórzą. Będą mniejsze bądź większe, ale w końcu się unormują. 

-Pewnie zauważyłeś, że moja moc jest silniejsza od innych osób. Tu nie chodzi o to, że miałem wybuch, ani o moje geny. Po prostu mam taki "dar". Jest ona o wiele silniejsza, mogę z ognia tworzyć wszystko co mi do głowy wpadnie. Z mojego doświadczenia i wiedzy. W żywiole ognia ludzie tylko potrafili z niego zrobić broń, tarczę. Ja umiem stworzyć z niego nawet zwierzę, które będzie normalnie żyło - powiedziałem. -Gdy byłem mały lekarze przekazali mojej matce, "że mam za dużo mocy w sobie". Możliwe, że w tym wypadku podawali mi te "lekarstwa". Choć gdy wspomniałeś o moim ojcu mam trochę inne domysły. Za nie długo moja koronacja. On nie odda tak łatwo tronu, ale będzie do tego zmuszony. Poczuje się zagrożony, gdyż odbiorę jego miejsce, tytuł i cząstkę mocy*. Jeśli moje myśli są słuszne, chciał się mnie pozbyć...

-Czyli mu w tym przeszkodziłem? -zapytał konspiracyjnym szeptem. -Oj ja zły nie dobry! Myślisz, że przekreśliłem szanse na przyjaźń z nim? Może wyśle mu czekoladki...tak w ramach dobrej woli z dodatkiem cyjankuuu...

Zaśmiałem się cicho.

-Świetny pomysł. Nie zapomnij się podpisać na nich - powiedziałem nadal chichocząc.

-Chociaż szkoda czekolady. I jak kiedyś wspominałem, nie tykam władców...-Sive przerwał bo wróciła dziewczyna z jego zamówieniem. Zobaczyłem dziwny błysk w jego oczach, a potem tajemniczy uśmiech na ustach. Wziął kęsa ciasta z polewą czekoladową i zmrużył zadowolony oczy -Pycha! Spróbuj.

Przysunął mi widelczyk pod same usta. Otworzyłem je i poczułem na języku słodki smak czekolady. Spojrzałem na wyraźnie zadowoloną postać chłopaka, który wyciągnął rękę i kciukiem przejechał po mojej dolnej wardze. Następnie go oblizał. Patrzyłem na niego oszołomiony.

-Słodko -mruknął po czym pochylił się i przyciągnął mnie do siebie. Poczułem jego usta na swoich wargach. Automatycznie odpowiedziałem na pocałunek nie do końca pojmując co się dzieje. Tak szybko jak się zaczęło, tak i się skończyło. Błękitnooki nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem wpatrując się w stojącą niedaleko kelnerkę.

Widziałem jak w jej oczach pojawiają się malutkie łezki, choć emocje wskazywały na to by była zła. Wywróciłem oczami i spojrzałem na dziwnowłosego.

-Nie, że mi się nie podobało, ale czemu to zrobiłeś? - spytałem.

-Jej mina -odparł z rozbawieniem i wziął się do jedzenia ciasta. -Mogę się założyć, że udałoby mi się ją uwieść mimo to. -powiedział machając na mnie widelczykiem.

-Zbyt łatwe zadanie sobie wybrałeś - powiedziałem podkradając mu kawałek ciasta.

-Ah tak? -zapytał z lekkim śmiechem -A co było by według ciebie wyzwaniem? I nie tycaj mojego kawałka skoro masz swój, złodzieju...

-Twój jest słodszy... Na pewno nie dziewczyna, która jest na ciebie napalona od samego zobaczenia cię.

-To kto? - spytał zajadają się ciastem.

-Ja. -chłopak roześmiał się radośnie. Pierwszy raz słyszałem jego prawdziwy wesoły śmiech. Aż się uśmiechnąłem, że udało mi się wydobyć szczerą emocję od błękitnookiego.

-Nie zabiłeś mnie za pocałunkopodobne coś, więc mogę podejrzewać, że w jakiś sposób moja osoba cię zainteresowała. Uwiedzenie cię było by niezwykłym zajęciem lecz będziesz się zapierał chcąc pokazać, że mój urok na ciebie nie działa. -powiedział między kęsami. Gdy skończył swój kawałek z miną zwycięscy zabrał się za mój.

-Pf. Po prostu nie dasz rady - powiedziałem i odgoniłem jego rękę z widelczykiem od mojego ciacha.

-Przecież go nie chciałeś! -fuknął z miną zranionego szczeniaczka -Zależy czego oczekujesz. Nie mówię, że jestem 100% hetero, ale nie jestem gejem. Nigdy nie byłem właściwie nawet w związku...hmm...

- Twoje słówka były następujące "Mogę się założyć, że udałoby mi się uwieść". Po tym twierdzę, że wiesz co oznacza słowo "uwieść".

-Według znanej definicji oznacza to: wzbudzić w kimś zachwyt, pożądanie. Zalotami skłonić kogoś do współżycia seksualnego, najczęściej mamiąc obietnicami, pochlebstwami. -odparł

-No widzisz, odpowiedziałeś sobie na pytanie - mruknąłem i przysunąłem talerzyk z małym kawałkiem cista w stronę Siv'a. Ten z dziecięcym entuzjazmem go zjadł.

-Kusząca propozycja, ale ja zamierzam jak najszybciej stąd zniknąć -mruknął układając się wygodnie w krześle i wystawiając twarz w kierunku nieba.

-Jak to? Czemu? - jakoś mi zrobiło się smutno, choć to ukryłem. Jakoś przywiązałem się w dziwny sposób do niego. On odrywał mnie od tego nudnego, dworskiego życia. Zmieniał je na ciekawsze.

-Złapaliście mnie. Moja prawdziwa osobowość nie jest już dla was tajemnicą. Widziałeś moje umiejętności, a po za tym lubię podróżować. Marshall znalazł mnie w Vortice lecz często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Wracaliśmy tam czasami, ale nie na długo. Podróże są częścią mojego życia, tą lepszą częścią. -mówił spokojnym głosem.

-A co do twoich umiejętności...Powiesz mi wreszcie o co chodzi...? Widzę, że potrafisz używać różnych żywiołów, co nie jest normalne. Nigdy takiej osoby nie spotkałem. Czemu to ukrywasz?  To jest cudowny "dar".

-Różnych? Raczej wszystkich z różnymi ich odmianami...-westchnął i wstał -Chodź.

-Huh? Gdzie?


--------------
*koronacja - gdy prawowity dziedzic zostaje ukoronowany, stary król (w tym wypadku ojciec) na kształt posłuszeństwa nowemu władcy oddaję minimalną część mocy; stary król nie ucierpi na tym, ale w jakimś procencie osłabnie.

sobota, 26 marca 2016

WSTĘP

Cztery miasta odpowiadające czterem żywiołom;
*ogień <Fiamma> wł. tł.płomień
*woda <Cadere> tł.kropla
*ziemia <Roccia> tł.skała
*powietrze <Vortice> tł.wir

 Czterech władców o odmiennych charakterach, mocach i sposobach rządzenia.

Na granicach Fiamma i Cadere dochodzi do tajemniczych zaginięć, pewien młodzieniec znany jako Ruka przestępca, który podróżuje między miastami, okazuje się mieć moce, których nikt nie miał. Zostaje złapany i siłą wysłany do Fiammy, gdzie dochodzi do rozmowy z królem. Chłopak dostaje ultimatum pomóc bądź zostać skazanym za zbrodnie, których się dopuścił. Decyduje się pomóc w odnalezieniu zaginionych i jak się później okazuje odkryciu prawdy o sobie. Czy syn króla okaże się jego sprzymierzeńcem?

Rozdział 1

SIVE

 To miała być prosta akcja. Ale coś poszło nie tak. Oni wiedzieli, że ja i Avie przyjdziemy. Byli przygotowani. To oznaczało, że ktoś zdradził...

Wspiąłem się zwinnie na drzewo, a następnie przez półotwarte okno wszedłem do rezydencji jakiejś bogatej rodziny. Nie widząc nikogo dałem znak Avie, która chwile później stała obok mnie. Upewniając się, że maski zasłaniają nasze twarze ruszyliśmy. 

Czułem, że coś jest nie tak lecz nie przejąłem się tym aż do momentu, gdy weszliśmy do sypialni, gdzie miał być nasz cel z kochanką. Byli tam, a wraz z nimi chyba dziesięciu strażników.
 Płomienie poleciały w naszym kierunku, więc szybko zasłoniłem nas ścianą wody. 

-Biegnij -szepnąłem i popchnąłem Avie w stronę korytarza. Wywołałem podmuch wiatru, który zwalił wszystkich z nóg. 

Ruszyłem. Po chwili za mną rozległy się szybkie kroki. Zakląłem. 
Skręciłem widząc wymykającą się Avie. Musiałem zapewnić jej czas na ucieczkę. 

Ześlizgnąłem się po poręczy zgrabnie lądując na końcu schodów. Chciałem biec dalej, gdy otoczył mnie krąg ognia. Uśmiechnąłem się z rozbawieniem i przebiegłem. Niestety moje chwilowe zawahanie w kręgu wykorzystali strażnicy. Otoczyli mnie.

Jeden za dziesięciu...wynik był przesądzony od początku. Mimo to walczyłem o swoją wolność. I przegrałem...

Oblizałem spierzchnięte usta. Poczułem swoją krew.

Chłód metalu na nadgarstkach i opaska na szyi blokująca moje moce. Spuściłem głowę słysząc kroki, a następnie zgrzyt otwieranych drzwi celi.

-Król chce z tobą rozmawiać morderco -oznajmił strażnik.

-A może ja nie chcę z nim rozmawiać, o tym nie pomyśleliście hm? -mężczyzna zamachnął się i uderzył mnie w twarz.

-Nikt nie pyta o zdanie takich jak ty -syknął.

*

Wolnym krokiem szedłem za dwoma strażnikami, po moich bokach i za mną również szli umundurowani mężczyźni. Nie śpieszyłem się. Ich to irytowało, a mi dawało parę gramów radości.

Ręce miałem skute za plecami. Spojrzałem na swoje stopy, gdy stanęliśmy przed bogato zdobionymi drzwiami.

Zostałem wprowadzony do dużej sali urządzonej z przepychem, smakiem i elegancją. Ciemne marmurowe kafelki i ściany w szkarłatnym odcieniu, a na nich piękne arrasy. Na końcu sali stały trzy trony lecz tylko dwa z nich były zajęte. Jeden przez mężczyznę o czerwonych oczach i ciemnych, już lekko siwych blond włosach ,a drugi przez chłopaka gdzieś w moim wieku. Białe włosy i ciemne oczy w kolorze krwi. Na ich głowach oczywiście widniały korony, bo jakby inaczej.

-To on? -zapytał blondwłosy mężczyzna. Strażnicy oddali mu pokłon, a ja stałem prosto nawet na niego nie patrząc.

-Tak panie. Ruka, płatny zabójca. -wyrecytował z pogardą. Chyba mnie nie lubi, jak mi przykro z tego powodu -Ukłoń się władcy.

-Nie. -odparłem i po chwili zostałem powalony na ziemie. Jęknąłem cicho od uderzenia głową w posadzkę.


ALAHIS


Co za głupki. Niech traktują go jeszcze gorzej, to w ogóle nie będzie współpracować.
Chłopak mógł być w moim wieku, miał granatowo-błękitno-fioletowe włosy i szaroniebieskie oczy. Był dość przystojny, nie patrząc na rozciętą wargę, z której ciekła powoli krew. Może uda mi się go uratować. Szkoda by go było.

-Czemu traktujecie go gorzej od śmieci? - spytałem.

Strażnicy spojrzeli na mnie jak wilki. Zawsze mnie nie postrzegali za zagrożenie, choć przy królu musieli zachowywać się.

-Książę to morderca, nie zasługuje na nic więcej - powiedział ich dowódca.

-Nic nie zrobił...No chyba, że zabił kogoś na naszym terenie? Hm?

-Nie, ale...

-No właśnie. Więc nie chcę widzieć traktowania w tak odrażający sposób nawet więźniów - powiedziałem wstając i podchodząc do chłopaka. Czułem na swoich plecach wzrok ojca. Lekko się schyliłem i złapałem go za brodę, by spojrzał mi się w oczy.

-Jak się naprawdę nazywasz? - spytałem.

-A co cię to obchodzi? -zapytał z chłodem w głosie. 

-Oj no człowieku współpracuj jeśli chcesz żyć - wyszeptałem mu do ucha.

Już czułem, że będę miał rozmowę z ojcem. Dłuugą.


-Sive. -mruknął ze słyszalną niechęcią.

-No więc Sive, z pewnością chcesz sobie jeszcze pożyć, a mi nie chce się patrzeć na osobę w moim wieku, która ma zginąć. Może ułożymy jakieś ultimatum byś ty przeżył, a my nie musieli cię zabijać... - zacząłem, a ojciec od razu przerwał mi.

-Alahis. To morderca. Nie zasługuje na życie. Chciał nas zabić - odezwał się szorstkim głosem.

-Dobrze powiedziane. Was. Nie mnie, a ja mam zamiar dać mu szanse na poprawę - odpowiedziałem mu stając na przeciw swojego tronu. -Ty nam pomożesz w rozwiązaniu sprawy kto doprowadza do zaginięć naszych ludzi, a ja dam ci tymczasowy azyl. Gdy uda ci się doprowadzić do złapania winnego zostaniesz ułaskawiony - powiedziałem i spojrzałem na niego. -Masz prawo odmówić, ale wtedy nic nie poradzę na to, jaki wyrok da mój ojciec.

-Nie "was" tylko twojego zastępce i...jeszcze kogoś -powiedział niebieskooki w stronę mojego ojca. Wpatrywał się w niego przez chwilę -Nie zabijam władców. Nie jesteście idealni, ale za dużo problemu z tym, z wami.

-Ty...

-A co do twojej propozycji to... czego oczekujesz? -tym razem skierował swoje chłodne spojrzenie na mnie.

-O doprowadzenie nas do winnego zaginięć. Powiedzenie kto to. Cokolwiek byśmy mogli go złapać - powiedziałem trochę już wypranym z emocji głosem. Zacząłem się nudzić, więc założyłem nogi na oparcie tronu i zacząłem nimi machać.

Wiem nie przystoi to księciu, no ale ile można ciągnąć taką sprawę. Zaraz mam lekcje żywioły, które, a pro po lubię, a nie chcę chłopaka zostawiać samego z moim ojcem. Nie jest on zbyt miłym człowiekiem.

-A jeśli się nie zgodzę to jaka śmierć mnie czeka? -spojrzałem na niego zdziwiony obojętnością z jaką to mówił. -Oh nie patrz tak na mnie księciuniu. Każdego dnia byłem narażony na stratę życia.

-Za tego księciunia oberwie ci się. Znając życie ścięcie przed mieszkańcami - odpowiedziałem. Widziałem w jego oczach kalkulacje.

-Niech będzie. Pomogę wam, ale jeśli nie dotrzymacie umowy to zemsta was dosięgnie -powiedział po czym wstał. Spojrzał znacząco na jednego ze strażników, a następnie na swoje skute ręce -Panie dowódco to mi będzie przeszkadzać i wzbudzi podejrzenia...Z obroży też zrezygnuje. I chce moją broń wy kradzieje jedne.

-Zgodzę się na wszystko prócz obroży i broni - odrzekł mój ojciec na co wywróciłem oczami.

Zdecydowanie jest przewrażliwiony na takie osoby. Widziałem już że jest zły na mnie za to co zaproponowałem chłopakowi, no ale co ja poradzę. Nie potrafię patrzeć na śmierć tak młodych osób.

-Odpiąć mu kajdany i obrożę - powiedziałem. Nie ma to jak dodać oliwy do ognia!

-Alahis'ie... - warknął król.

-Jak ty byś się czuł w zamku wroga bez jakiejkolwiek broni? - mruknąłem do niego.

-I, i tak zaraz stąd zniknę, więc uspokój się -mruknął chłopak masując zaczerwienione nadgarstki. Po zdjęciu obroży wzdrygnął się widocznie.

-Jak śmiesz się tak odzywać do władcy ty...

-Morderco? Śmieciu? Nic nie warty gówniarzu? -dopytywał z jedną brwią w górze. -No dalej, wysil się na jakąś kreatywną obelgę. I on nie jest moim władcą. Nikt nim nie jest. A teraz wybaczcie moi drodzy, ale czekają na mnie albo na wieść o mojej egzekucji. Tak czy siak muszę znikać odezwę się w najbliższym czasie. 

-Skąd mamy mieć pewność, że wrócisz? - spytał mężczyzna. Chłopak będący już koło drzwi odwrócił się.

-Nie masz żadnej -odparł z prostotą po czym otworzył drzwi i wyszedł.

Uśmiechnąłem się. Zdecydowanie chłopak miał genialny charakter, szczególnie wkurzający. Przeciągnąłem się i wstałem.

-Gdzie idziesz? - spytał czerwonooki mężczyzna.

-Mam zaraz lekcje - odpowiedziałem i szybkim krokiem opuściłem salę.

*

Gdzie on do cholery idzie...?

Szedłem już od godziny za dziwnowłosym i śledziłem go z ukrycia. Dobrze, że umiałem się tak skradać. Miałem na sobie czarne, przylegające spodnie, tego samego koloru koszulkę i bluzę z kapturem. Nie mogę sobie pozwolić na to by ktoś mnie rozpoznał. Przy pasie miałem moje kochane dwa pistolety Combat Zone P-920.

Nagle chłopak się zatrzymał na środku placu. Następnie odwrócił się i zaczął się rozglądać. Chciałem się ukryć lecz ten już się uśmiechał zwycięsko.
Gestem pokazał mi bym podszedł.

-Nudziło ci się w zamczysku? -zapytał opierając się z nonszalancją o ścianę.

-Tak troszeczkę - odparłem. -I coś mam twojego.

Zza pasa wyciągnąłem jego nóż w futerale i pistolet.

SIVE

Wziąłem swoje rzeczy.

-Po co za mną idziesz? -zapytałem chowając pistolet i przymocowując futerał do pasa. 

-Bo mi się nudzi - odparł. -A ty jesteś ciekawą osóbką...

Prychnąłem na jego słowa. Odepchnąłem się od ściany i wznowiłem wędrówkę.

-Jeśli zdradzisz coś co tu usłyszysz bądź zobaczysz, to osobiście cię dopadnę -powiedziałem, gdy stanęliśmy przed szarą kamienicą, w której obecnie mieszkałem z resztą. Otworzyłem drzwi puszczając go przodem.

Chłopak cały czas milczał, ale za to uważnie wszystko analizował wzrokiem. Dało się od niego wyczuć bijącą moc.

Szybkie kroki na schodach przyciągnęły moją uwagę. Ujrzałem zbiegającą po nich szatynkę o miodowych oczach. Jej ruchy mimo czarnej sukienki były pełne gracji. Z szybkością, której nikt by się nie spodziewał znalazła się przede mną i rzuciła mi się na szyję.

Avis

-Sive ty dupku -szeptała wtulając się we mnie. Ta drobna szatynka była moją najlepszą przyjaciółką, którą traktowałem jak siostrę. To jej ojciec mnie znalazł i wychował. Nasza dwójka od zawsze była ze sobą mocno związana, więc wiedziałem że słowa dziewczyny nie są obraźliwe.
Objąłem ją ciasno ramionami.

-Spokojnie jest okej. Żyje...

-Wywlekli cię nieprzytomnego z tego domu. Nie wiedziałam co robić...Bałam się, że tym razem to już koniec...

-Miałbym cię zostawić łamiąc obietnicę? Nigdy. -odparłem i odsunąłem ją na odległość ramion. -Porozmawiamy później. Zawołaj wszystkich do salonu. Nie mów, że wróciłem.

-A kto to? -zapytała obracając się w kierunku księcia.

-Jak bym ci powiedział nie uwierzyłabyś mi -odparłem z lekkim uśmiechem. Gdy szatynka zniknęła ruszyłem do salonu urządzonego w brązach. Ściany koloru kawy i czarnym paskiem na jednej z nich, podłogi z ciemnego drewna, a na nich białe puszyste dywany. Czarne kanapy i fotele. Zająłem jeden z foteli przy kominku.

-...coś się stało? Jakieś wieści? -usłyszałem zanim do pokoju weszła grupa osób. Przystanęli zaskoczeni na mój widok.

-RUKA!

-Ty żyjesz...

-Tak się martwiliśmy ty dupku...

-Jak zawsze w humorkach widzę. Usiądźcie mamy do omówienia parę kwestii. -gdy wszyscy zajęli miejsca zaczęli się wpatrywać to we mnie, to w Alahis'a. -Jakieś pytania może macie?

-Chyba każdy ma parę, ale aktualnie to chyba chcemy wiedzieć kto to jest? -odezwał się blondyn o orzechowych oczach. Posłałem mu lekki uśmiech.

-To niespodzianka, którą zdradzę zaraz po tym jak odkryję kto zdradził.

-CO? Sive przecież jesteśmy rodziną, nikt z nas...

-Ezra chciałbym w to wierzyć, ale o wczorajszej akcji wiedziała tylko nasza szóstka. A oni czekali na nas. Byli przygotowani na to, że my tam będziemy.

-A ten kto zlecił? -dopytywał blondyn nie chcąc uwierzyć, że ktoś się wygadał. Przyglądałem się ich mimice twarzy.

-Klientka chciała śmierci męża i jego kochanki. Nie zdradziła by w obawie przed naszą zemstą.

Rozmowa trwała długo. Zaczęliśmy skomplikowaną i męczącą dyskusję. Pozwalałem się całej piątce wypowiadać od czasu do czasu coś dopowiadając bądź odpowiadając na ich pytanie czy domysły. Wreszcie postanowiłem im przerwać. Spojrzałem na białowłosą postać, która cały czas się nam przyglądała.

-Nie znasz ich, ale powiedz mi kto ci się rzucił w oczy. Kogo słowa wydają się podejrzane? Może ktoś zdradził się mową ciała? -popatrzyłem na niego przez moment, po czym wróciłem do przyglądania się moim ludziom. Osobą, które miałem za rodzinę.
Swoje własne spostrzeżenia zostawiam na koniec. Chciałem usłyszeć zdanie osoby z zewnątrz.

-Nie jestem jakimś specjalnym wykrywaczem podejrzanych ludzi, ale jedna osoba z nich to zdrajca. - powiedział opierając się o ścianę. -Nawet teraz pokazuje to...Oh cóż za niedoświadczony człowiek. Trzeba się rozluźnić, jeśli dobrze wysłuchałem z rozmowy Tobias'ie.

-Ruka chyba mu nie wierzysz...-zaczął czarnowłosy nerwowo przeczesując włosy. Wstałem.

-Chciałbym Tobby, ale ja również zauważyłem twoje poddenerwowanie odkąd zobaczyłeś mnie w salonie. Musimy chyba porozmawiać...

-Ale...J-ja nic nie zrobiłem!

-To się jeszcze okaże -mruknąłem podchodząc do niego. Gdy chciał uciec złapałem go boleśnie za ramie. Ruszyłem do wyjścia z salonu. -Porozmawiajcie sobie spokojnie, a my musimy poważnie porozmawiać...

Ruszyłem korytarzem do drzwi piwnicy.

ALAHIS

-Powiesz wreszcie kim jesteś? - spytał blondyn o orzechowych oczach.

-Nie ma tak w życiu prosto. Jeśli chcecie wiedzieć przed przyjściem Sive'sa to zgadujcie, mogę wam pomagać i mówić jeśli będziecie blisko - powiedziałem z uśmiechem i usiadłem starannie na fotelu dając im już do myślenia.

-Prosta sylweta, elegancja w ruchach... -zaczęła jedna z dziewczyn.

-Uzyskał szacunek Sive -dodał chłopak o zielonych oczach.

-I on się go słuchał -patrzyłem z zainteresowaniem jak dodają coraz to nowe punkty o mojej osobie. Cała czwórka idealnie się rozumiała.

-Stawiam na wysoko urodzonego. -podsumowała szatynka, która przywitała Sive. Nagle usłyszeliśmy stłumiony krzyk. Oni wymienili smutne spojrzenia. Ja zastanawiałem się co się tam dzieje.

-Arystokrata -powiedział chłopak o blond włosach.

-Blisko jesteście - powiedziałem zadowolony z ich szybkich obserwacji. -Mówcie mi Hisa.

-Hej młodzieży! -odezwał się nowy głos i do pokoju wszedł wysoki mężczyzna o opalonej cerze. Miodowe oczy skupiły się na mnie. Zabłysło w nich zrozumienie. -Gdzie młody?

-Tobias zdradził -odezwał się głos poszukiwanego. Stał on oparty o framugę. Przód jego stroju był pokryty krwią.  -Wszystkie akcje w tym miesiącu należy odwołać albo zmienić plany.

-Już się nim zająłeś? - uśmiechnął się kręcąc głową. -A ten młodzieniec to kto? - spojrzał się na mnie na co ja spojrzałem na niego.

-Mój nowy znajomy, z którym mam sprawę do załatwienia...Powiedział bym więcej, ale ostatnia sytuacja pokazała, że nawet ktoś ci bliski może cię zdradzić.

-Za co?

-Pieniądze. Zawsze chciał mieć więcej i to doprowadziło do tego.  -wytłumaczył z pochmurnym spojrzeniem. -Hisa poznaj mojego opiekuna i ojca Avie, Marshall'a. Na kanapie siedzą Ezra blondyn z orzechowymi oczami. Obok niego piękna Emilie; brunetka, szare oczy oraz Avie. To ona nas przywitała. Zielonooki chłopak to Castiel. 

-Witam. Już się przedstawiłem, ale powiem jeszcze raz. Jestem Hisa. Powiedziałbym wam moje prawdziwe imię i nazwisko, ale jak to powiedział Sive, ostatnia sytuacja pokazała że nawet ktoś bliski może cię zdradzić.

-Idę się przebrać i znikam. Czerwonooki za mną -powiedział i odwrócił się by odejść.

-Pf. Mam imię dziwnowłosy... - mruknąłem cicho, ale idealnie by on usłyszał.

SIVE

-Jesteś pewien, że chcesz bym go użył przy ludziach, którzy połączą fakty? -zapytałem  idąc w kierunku schodów. Chłopak szedł za mną. Minęliśmy dwa piętra i weszliśmy na ostatnie, gdzie pokój miał Marshall, Avie i ja. Otworzyłem zablokowane drzwi do mojej sypialni. Średniej wielkości pokój o ciemnych ścianach w kolorze granatowym. Meble z jasnego drewna ładnie z nimi kontrastowały. Duże łóżko z biało-czarną pościelą. Obok szafka nocna, w której miałem zapasową broń.  Podszedłem do szafy i wyciągnąłem z nich specjalny strój.

-Niczego nie ruszaj -powiedziałem i wszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Założyłem czarne lekko obcisłe spodnie i białą koszulę, a na to czarny płaszcz. Za paskiem schowałem pistolet, sztylety wylądowały w specjalnych kieszonkach. Wróciłem do pokoju, gdzie na moim łóżeczku rozłożył się białowłosy książę.

-Nie za dobrze ci? -zapytałem z kpiną. Wyjąłem z komody srebrną maskę na pół twarzy i założyłem ją.

-Jest w sam raz. Co do tego imienia, chodziło mi bardziej o "Hisa" niż "Alahis". Gdzie to się tak wystroiłeś? - chłopak wyglądał tak beztrosko w tym momencie. Na jego twarzy był lekki uśmiech, a oczy były przymknięte przez świecące promienie słoneczne.

-Nie tylko ty korzystasz z moich usług. Mam do zamknięcia jedną sprawę. Ty za to wrócisz do zamczyska i przygotujesz wszystko co wiecie o zaginionych.

-Zrozumiano - chłopak zasalutował i wstał z mojego łóżka. -Kiedy przejdziesz po informacje?

-W bliżej nieokreślonym czasie. Będziesz wiedział, że przyszedłem -powiedziałem z tajemniczym uśmiechem.

  

Alahis Farnese


Alahis <Hisa> Eraryk Farnese

 uro.  24 kwietnia

wiek. 18lat

wygląd. Hisa to wysoki chłopak o śnieżnobiałych włosach średniej długości i jasnej cerze. Jego ciemno czerwone oczy wyróżniały się na jego twarzy. Po matce miał delikatne rysy twarzy. Na jego ciele widać było delikatne zarysy mięśni. Od ramienia do dołu pleców ciągnął mu się wąski tatuaż w kształcie ognistego płomienia. Gdy używał żywiołu, tatuaż zmieniał kolor z czarnego na krwisto czerwony.

charakter. Chłopak od najmłodszych lat był wychowywany przez służbę, przez co nie miał dobrego kontaktu z matką, jak i z ojcem. Był zamkniętym w sobie co zmieniło się z późniejszym czasem. Trudno było nakłonić do założenia korony. Każdy prawie dzień spędzał na nauce i wykładach prywatnych nauczycieli. W trudnych sytuacjach  zachowywał najwięcej rozsądku z rodziny. Jego charakter można nazwać krótkim tytułem: "idealny księciunio". Starał wykonywać wszystko idealnie, by ojciec nie był na niego zły. Nie chciał sprawić zawodu rodzicom, choć prawie ich nie znał. Jego charakter diametralnie zmienił się gdy poznał pewną grupę nastolatków.

umiejętności. Alahis odziedziczył po ojcu - królu Fiamma; żywioł ognia. Król zadbał o to by jego syn potrafił się bronić i już od paru lat Hisa chodzi na lekcje żywiołu. Potrafił całkowicie nad nim zapanować i tworzyć go. Formował z niego wszystko o czym pomyśli.
Potrafił także świetnie walczyć i posługiwać się prawie każdą bronią.

inne: 






Sive Arins


  
SIVE <RUKA> ARINS

 uro.  --data urodzenia nieznana--

wiek. 18-19lat

wygląd. Wysoki chłopak o ciemnych szaro-niebieskich oczach i włosach koloru pochmurnego nieba z lekkim fioletowym przebarwieniem i błękitnymi końcówkami. Wydatne kości policzkowe, alabastrowa karnacja. Szczupły, nieraz określany kruchym i delikatnym czego nienawidził i zawsze prostował takie stwierdzenia. 
Jego niewinna budowa ciała ułatwia mu unikanie podejrzeń kim tak naprawdę jest.
Na piersi ma tatuaż, miecz ze skrzydłami i nad tym korona. 

charakter. Czasami trudny w obyciu. Chłodny, zdarza się być sarkastyczny i odpychający dla ludzi. Cierpliwością to on w większości sytuacji nie grzeszy. Sprytny. Nie raz to i chłodna kalkulacja ratowała mu życie. 
Charyzmatyczny i mający pewien urok osobisty, który przyciągał innych. 
Za maską obojętności ukrywa prawdziwe emocje. 

umiejętności. Wychowany w Vortice jednak nie wykazał żadnych umiejętności z żywiołem powietrza. Z czasem odkrywa swoje nie typowe talenty, które stara się ukryć przed innymi, a czasem nawet przed sobą.
Uczony walki wręcz, mieczem, łucznictwa, a nawet strzelania z broni palnej. 
Dzięki zwinności i giętkości w walce jest niebezpiecznym przeciwnikiem. 


inne zdj.




Obserwatorzy