SIVE
Siedziałem na gałęzi obserwując jak mężczyzna próbuje poderwać jakąś dziewczynę. Skrzywiłem się, bo była ona od niego dużo młodsza, a on urodą specjalną nie grzeszył. Machałem ze znudzenia nogami.
Rozglądałem się spodziewając się kogoś kto ostrzeże mój cel o niebezpieczeństwie.
Chciałem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zabić cel i dowiedzieć się kto tak bardzo stara się wydobyć informacje o zabójcach i czy mają jeszcze jakieś wtyki u nas.
Zdziwiłem się widząc, że mężczyzna wstaje i wychodzi z baru. Prawie się roześmiałem, gdy stanął pod drzewem, na którym siedziałem. Postanowiłem to zakończyć. Zeskoczyłem zwinnie lądując na ugiętych nogach. Wyprostowałem się i przyłożyłem sztylet do szyi mężczyzny, który wydał z siebie zduszony pisk.
Chciałem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zabić cel i dowiedzieć się kto tak bardzo stara się wydobyć informacje o zabójcach i czy mają jeszcze jakieś wtyki u nas.
Zdziwiłem się widząc, że mężczyzna wstaje i wychodzi z baru. Prawie się roześmiałem, gdy stanął pod drzewem, na którym siedziałem. Postanowiłem to zakończyć. Zeskoczyłem zwinnie lądując na ugiętych nogach. Wyprostowałem się i przyłożyłem sztylet do szyi mężczyzny, który wydał z siebie zduszony pisk.
-A więc to prawda...Naprawdę ktoś zapłacił tobie byś mnie zabił -wyszeptał. Prychnąłem.
-Twoja śmierć nie będzie wielką stratą.
-A twoja Ruka? -odezwał się nowy głos i zobaczyłem nad ramieniem mężczyzny zbliżającą się kobietę w ciemnych ubraniach.
-Moja śmierć będzie dla większości ulgą -oznajmiłem rozglądając się ukradkiem.
Po obu stronach stało dwóch mężczyzn.
Skupiłem się i wysłałem w nich lodowe ostrza. Gdy kobieta strzeliła, podciąłem gardło mężczyzny i puściłem się biegiem. Wyciągnąłem swój własny pistolet i próbowałem w biegu wymierzyć tak, by nie zabić kobiety.
Dopiero za którymś razem mi się udało. Usłyszałem jej krzyk i odgłos ciała upadającego na ziemie. Odwróciłem się i zobaczyłem lecące w moją stronę kamienie. Podniosłem ścianę lodu, która rozprysła się raniąc ją i mnie małymi odłamkami. Podszedłem do niej i wycelowałem w nią pistolet.
Po obu stronach stało dwóch mężczyzn.
Skupiłem się i wysłałem w nich lodowe ostrza. Gdy kobieta strzeliła, podciąłem gardło mężczyzny i puściłem się biegiem. Wyciągnąłem swój własny pistolet i próbowałem w biegu wymierzyć tak, by nie zabić kobiety.
Dopiero za którymś razem mi się udało. Usłyszałem jej krzyk i odgłos ciała upadającego na ziemie. Odwróciłem się i zobaczyłem lecące w moją stronę kamienie. Podniosłem ścianę lodu, która rozprysła się raniąc ją i mnie małymi odłamkami. Podszedłem do niej i wycelowałem w nią pistolet.
-Nie próbuj niczego, bo zginiesz -warknąłem, czując spływającą mi po policzku krew.
-Jak to możliwe, że korzystasz z lodu? Nikt tego nie potrafi! -posłałem jej znudzone spojrzenie.
-Wyjątek od reguły. A teraz odpowiesz na parę pytań...
*
Minąłem kolejnego strażnika już trochę zirytowany łatwością z jaką szło ich ominąć.
Oparty o ścianę zamku czekałem na jakąś reakcję. Spojrzałem na wciąż ciemne niebo i ziewnąłem.
Oparty o ścianę zamku czekałem na jakąś reakcję. Spojrzałem na wciąż ciemne niebo i ziewnąłem.
-Ciężka noc morderco?
-Woow stoję tu od pięciu minut, a wy mnie dopiero teraz widzicie? Z taką ochroną to król może spać spokojnie -zakpiłem. Widziałem wściekłość na twarzy mężczyzny. A następnie płomienie pojawiające się na jego dłoniach.
-Teraz nikt cię nie obroni...
-Mnie nie trzeba bronić. Nie jestem tobą.
W moją stronę pomknęła kula ognia. Zrobiłem szybki unik i osłoniłem się barierą wody. Następnie zaatakowałem go małymi kryształkami lodu modląc się, by jego głupota nie zauważyła moich mieszanych mocy.
ALAHIS
Gdy wróciłem do zamku myślałem, że ojciec mnie zabije. Był wściekły. Nauczyciel powiedział mu, że nie byłem na zajęciach. Połączył fakty i powiedział, że mam zakaz wychodzenia z zamku. Jakoś się to załatwi.
Siedziałem już od dwóch godzin w komnacie i przeglądałem akta. Dowiedziałem się jednego. Wszyscy zaginieni byli przydzieleni do naszego królestwa, a jednak nigdzie w aktach nie pisało o ich żywiole. Podejrzane. Jakby ktoś chciał ukryć ich moc. Włożyłem wszystko do jednej teczki i schowałem do biurka. Myślę, że tyle wystarczy Siv'owi.
Nagle usłyszałem jakieś głosy na dworze. Było już po dziesiątej, więc wyjrzałem za okno. Był to jeden ze strażników i jakiś chłopak. Czemu miałem myśli, że to może być Sive? Nagle otworzyłem szeroko oczy. On użył dwóch mocy. Wody i lodu. Widać, że strażnik tego nie zauważył. Coraz więcej bezmózgich ludzi tu jest.
Ze złośliwym uśmiechem wyszedłem na balkon i rozpędzając się skoczyłem. Z moich dłoni wydobył się ogień, płomienie pojawiły się również na moich stopach. Robiąc efektowne salto w powietrzu płomienie wyglądały jak smugi światła. Wylądowałem po między nimi rzucając od razu sztyletem przy nodze strażnika.
Siedziałem już od dwóch godzin w komnacie i przeglądałem akta. Dowiedziałem się jednego. Wszyscy zaginieni byli przydzieleni do naszego królestwa, a jednak nigdzie w aktach nie pisało o ich żywiole. Podejrzane. Jakby ktoś chciał ukryć ich moc. Włożyłem wszystko do jednej teczki i schowałem do biurka. Myślę, że tyle wystarczy Siv'owi.
Nagle usłyszałem jakieś głosy na dworze. Było już po dziesiątej, więc wyjrzałem za okno. Był to jeden ze strażników i jakiś chłopak. Czemu miałem myśli, że to może być Sive? Nagle otworzyłem szeroko oczy. On użył dwóch mocy. Wody i lodu. Widać, że strażnik tego nie zauważył. Coraz więcej bezmózgich ludzi tu jest.
Ze złośliwym uśmiechem wyszedłem na balkon i rozpędzając się skoczyłem. Z moich dłoni wydobył się ogień, płomienie pojawiły się również na moich stopach. Robiąc efektowne salto w powietrzu płomienie wyglądały jak smugi światła. Wylądowałem po między nimi rzucając od razu sztyletem przy nodze strażnika.
Moje oczy w ciemności iskrzyły się krwistym blaskiem.
-Jak śmiesz atakować człowieka, który jest objęty wydanym przeze mnie azylem? - powiedziałem spokojnie w kierunku strażnika.
-K-książę...ja nie...wiedziałem- wyjąkał klękając na jedno kolano.
-Idź stąd puki nie mam ochoty cię zabić.
-T-tak książę...Dziękuję...- skłonił się nisko i szybkim krokiem, wręcz biegiem uciekł spod murów zamku.
-Musimy porozmawiać Sive.
SIVE
Ziewnąłem idąc za białowłosym. Korzystanie z mocy było męczące. Nocne zabawy również. Jakbym mógł to robić za dnia...to zostałbym złapany, pomyślałem.
Weszliśmy do pomieszczenia, w którym stało duże biurko, na którym było mnóstwo papierów. A pod ścianami stały regały pełne książek i innych rzeczy. Usiałem na miękkim fotelu od razu podkurczając pod siebie nogi. Niech żyje moja krucha sylwetka w takich chwilach. Spojrzałem na przyglądającego mi się chłopaka.
-To o czym "musimy" porozmawiać? -zapytałem.
-Może ten strażnik był tępy, ale ja nie. Widziałem jak używasz dwóch mocy.
Skrzywiłem się nieznacznie. Powinienem być bardziej ostrożny. Szybkim ruchem wstałem i przyłożyłem nóż do gardła białowłosego. Był ode mnie o parę centymetrów wyższy. Ale to nie miało znaczenia. Próbowałem opanować emocje. Wiedząc, że pod ich wpływem mogę ujawnić jeszcze więcej. Wziąłem głęboki oddech i postawiłem na starą dobrą taktykę zaprzeczenia.
-Nie widziałeś. Przewidziało ci się. Używanie dwóch żywiołów jest niemożliwe, nikt tego nie potrafi.
-Yhym, a ja jestem z żywiołu wody - zakpił. -Nie jestem ślepy.
-Jesteś -powiedziałem z całkowitą powagą.
-Teraz to się zachowujesz jak dziecko - odparł spokojnie.
-No chyba ty -burknąłem. Zmiana taktyki... -Masz te akta?
Skrzywiłem się nieznacznie. Powinienem być bardziej ostrożny. Szybkim ruchem wstałem i przyłożyłem nóż do gardła białowłosego. Był ode mnie o parę centymetrów wyższy. Ale to nie miało znaczenia. Próbowałem opanować emocje. Wiedząc, że pod ich wpływem mogę ujawnić jeszcze więcej. Wziąłem głęboki oddech i postawiłem na starą dobrą taktykę zaprzeczenia.
-Nie widziałeś. Przewidziało ci się. Używanie dwóch żywiołów jest niemożliwe, nikt tego nie potrafi.
-Yhym, a ja jestem z żywiołu wody - zakpił. -Nie jestem ślepy.
-Jesteś -powiedziałem z całkowitą powagą.
-Teraz to się zachowujesz jak dziecko - odparł spokojnie.
-No chyba ty -burknąłem. Zmiana taktyki... -Masz te akta?
-Zmieniasz temat. Mam.
-Nie wiem o czym mówisz -powiedziałem odsuwając się od niego i chowając nóż. Działałem pod wpływem emocji. Muszę się uspokoić. -Daj te papiery i znikam.
-Dokończymy tą rozmowę następnym razem Ruka. - powiedział podając mi dość grubą, czarną teczkę z aktami. -Wszystkich łączy jedno. Nie mają ukierunkowanych mocy. Są niby wpisani do królestwa, ale ktoś jakby chciał, by nie mieli widocznych żywiołów.
Ale to by oznaczało, że są tacy jak ja... Pytanie, które należy zadać to skąd ten ktoś to wiedział? Wszyscy nie mogli być nierozsądni i ujawnić swoją moc. Więc jak...
A jeśli ktoś to umie wyczuć? Czy ja też jestem na liście do odstrzału?
-Nie wiem o czym mówisz -powiedziałem odsuwając się od niego i chowając nóż. Działałem pod wpływem emocji. Muszę się uspokoić. -Daj te papiery i znikam.
-Dokończymy tą rozmowę następnym razem Ruka. - powiedział podając mi dość grubą, czarną teczkę z aktami. -Wszystkich łączy jedno. Nie mają ukierunkowanych mocy. Są niby wpisani do królestwa, ale ktoś jakby chciał, by nie mieli widocznych żywiołów.
Ale to by oznaczało, że są tacy jak ja... Pytanie, które należy zadać to skąd ten ktoś to wiedział? Wszyscy nie mogli być nierozsądni i ujawnić swoją moc. Więc jak...
A jeśli ktoś to umie wyczuć? Czy ja też jestem na liście do odstrzału?
Wdech, wydech. Wszystko będzie w porządku. To wcale nie musi być prawda. To tylko moje domysły.
-W takim razie ja uciekam -mruknąłem.
-Dobranoc dziwnowłosy - powiedział chłopak. Nic nie odpowiedziałem tylko wyszedłem.
Po powrocie do domu zrobiłem sobie dzbanek kawy i wziąłem jakieś przekąski. Następnie udałem się do pokoju. Po wykąpaniu się w samych spodniach dresowych położyłem się na łóżku z aktami w ręce, notatnikiem obok i życiodajną kawą na stoliku.
ALAHIS
-W takim razie ja uciekam -mruknąłem.
-Dobranoc dziwnowłosy - powiedział chłopak. Nic nie odpowiedziałem tylko wyszedłem.
Po powrocie do domu zrobiłem sobie dzbanek kawy i wziąłem jakieś przekąski. Następnie udałem się do pokoju. Po wykąpaniu się w samych spodniach dresowych położyłem się na łóżku z aktami w ręce, notatnikiem obok i życiodajną kawą na stoliku.
ALAHIS
-Alahis'ie! Alahis'ie! - obudziło mnie wołanie kogoś zza drzwi.
Nie do wiary. Wczorajszej nocy zasnąłem przy biurku. Skrzywiłem się na ból w plecach. Zaspany otworzyłem drzwi, a w nich stanęła starsza kobieta.
-Lauro, cóż się stało, że mnie tak wołasz? - spytałem się kobiety.
-Alahis'ie śniadanie już od godziny podane, a ty się nie zjawiasz. Zawsze jesteś punktualny, więc zaniepokojona zaczęłam cię szukać - powiedziała i złapała moją twarz w dłonie. -Jak ty wyglądasz?! Spałeś w ogóle?!
-Tak - mruknąłem.
-Choć natychmiast trzeba cię uczesać, musisz się przebrać i trzeba coś zrobić z twoimi oczami. Już dawno tak nie ciemniały.
-Nie chcę znów brać tych ohydnych leków... - zaprzeczyłem, choć Laura już ciągnęła mnie do mojej sypialni.
Posadziła mnie na krześle i zaczęła przeglądać moją szafę. Laura była kobietą niższą ode mnie, miała czterdzieści pięć lat i była tęgiej postury. Jej ciemno brązowe włosy były zawsze spięte w kok, a zielone oczy iskrzyły się radością. Opiekowała się mną odkąd pamiętam. Byłem do niej bardziej przywiązany niż do własnej matki. Kobieta jedna chyba w tym królestwie martwiła się o mnie.
-No już. Załóż to - podała mi strój królewski.
Skrzywiłem się. Nie lubiłem ich. Spodnie zawsze prasowane w kant, koszule dopasowane, przez co ograniczały ruch i marynarki wysadzane kamieniami szlachetnymi lub jakimiś drogimi pierdołami. W tym nie dało się poruszać, a co dopiero walczyć. Do tego najczęściej muszka lub krawat, który dusił niemiłosiernie.
Skarcony wzrokiem starszej kobiety poszedłem do łazienki wziąć prysznic i przebrać się. Gdy wróciłem gotowy Laura znów kazała mi siąść i wzięła grzebień do ręki. Przełknąłem ślinę. Moje włosy nigdy nie chciały się rozczesywać. Były często po kołtunione i sterczące w każdą stronę. Po długiej męczarni aka rozczesaniu moich niesfornych włosów, kobieta podała mi leki.
Od dziecka chorowałem na dziwny przypadek choroby żywiołu. Wytwarzałem za dużo hakry, czyli mocy ognia. Gdybym nie brał tych okropnych leków, wytworzyłbym za dużo mocy, co mogłoby doprowadzić do wybuchu. Lekarze kiedyś tłumaczyli to tym, że jestem młody. Lecz teraz, gdy moja hakra powinna się umiarkować, ona tego nie robiła. Kochałem czuć ogromną ilość mocy w sobie. Nigdy przez nią nie ucierpiałem, ale medycy się upierali na te lekarstwa-blokady.
-Ostatnio coraz częściej muszę to brać. Kiedy się to wreszcie skończy? - spytałem.
-Nie wiadomo Alahis. Twój ojciec to potężny człowiek, masz po nim moc. Ogromne ilości mocy. Dla tego oni się tak o ciebie martwią i nie pozwalają ci chodzić daleko. Gdyby ktoś się dowiedział o takich pokładach mocy, nie umiem sobie wyobrazić co mogliby ci zrobić!
-Dlatego trenuję cały czas, bym sobie w takich sytuacjach poradził - uśmiechnąłem się i na raz wypiłem ciecz w szklance.
SIVE
Następne dwa dni spędziłem prawie nie ruszając się z pokoju. Z akt wyłapałem parę przydatnych informacji oraz szczegółów, na które większość ludzi nie zwróciła by nawet uwagi. Wpadłem w jeden z moich humorków, w czasie którego nic nie mogło mnie oderwać od pracy. Posiłki jadłem nieregularnie bądź zapominałem o nich, ale na szczęście ktoś mi coś dostarczał, gdy długo nie ruszałem się z mojej sypialni.
Trzeciego dnia analizowałem czy jakiś przestępca bądź ktoś kogo spotkałem nie pasuje do osoby, która mogła być odpowiedzialna tym zaginięciom.
Były one bez ładu i składu. Mężczyźni jaki i kobiety. Różne grupy wiekowe. Inne odstępy czasowe.
Wszystkie te notatki były umieszczone w jakimś miejscu pokoju, który był teraz zawalony papierowymi informacjami.
Gdy nic nie znalazłem stwierdziłem, że czas poznać okolice, w których żyli zaginieni i może porozmawiam z kimś ze znajomych, rodziny. Z tą myślą spakowałem plecak i pisząc szybką informacje, że znikam na trochę wyszedłem z pokoju.
Przez głowę przemknęło mi by poinformować Alahis'a, że żyje lecz szybko zniknęła, gdy wyszedłem na ruchliwe ulice miasta. Czekała mnie przynajmniej tygodniowa podróż, różne cele na mapie. Z lekkim uśmiechem na ustach wyruszyłem.
ALAHIS
Ojciec z każdym dniem naciskał na mnie coraz mocniej w sprawie "podłego mordercy którego puściłem wolno". Nie miałem kontaktu z Sive'm przez co coraz bardziej się denerwowałem. Postanowiłem po tygodniu wreszcie uciec z zamku i odwiedzić dom w którym byłem z dziwnowłosym. Ubrałem się w odpowiedni strój i wziąłem broń.
Robiło się już w miarę ciemno więc zakładając czarną bluzę z kapturem i chustę na twarz wyskoczyłem przez balkon. Omijając wszystkich strażników wbiegłem do lasu i ruszyłem pamiętną drogą do domu "gangu". Gdy znalazłem dom lekko się uśmiechnąłem.
Oby był w nim Sive.
Z lekkim trudem otworzyłem drzwi wytrychem. Zdążyłem zrobić parę kroków nim poczułem chłodną lufę pistoletu przy skroni.
-Kim jesteś? -usłyszałem przy uchu. Kątem oka zobaczyłem długie srebrne włosy.
-Mam sprawę do Ruki - odparłem spokojnie.
W mojej dłoni pojawił się czerwony płomień odrzucając broń srebnowłosego.
-Nie lubię gdy ktoś przykłada mi broń do głowy - powiedziałem lekko się uśmiechając i oddając pistolet chłopakowi.
-Nie ma go. -odparł przyglądając mi się przenikliwymi zielonymi oczami.
-To gdzie jest? - spytałem.
-Nie twoja...
-Maro spokojnie -usłyszałem dziewczęcy głos. -Nie wiem, gdzie dokładnie jest. Zostawił wiadomość, że musi coś załatwić i byśmy się nie martwili. Wrócić ma ponoć jutro, ale wszystko zależy od tego co robi. -wytłumaczyła miodowooka dziewczyna. Posłała mi lekki uśmiech. -Witaj Hisa. Nie rozważnym było tu przychodzić samemu.
-Nierozważnym krokiem było przykładanie mi broni do głowy - powiedziałem w stronę srebrnowłosego.
-Jak dzieci -wymruczała szatynka karcąc nas wzrokiem. -Przekazać coś Sive'owi jak wróci?
-Nie... To sprawa między nami, ale możesz przekazać, że mój ojciec jest niecierpliwy - powiedziałem. -Narka Avis.
Wyszedłem z domu i wolnym krokiem odszedłem. Spojrzałem na niebo. Piękne migoczące gwiazdy układały poszczególne konstelacje.
SIVE
Spojrzałem na kobietę zaskoczony.
-Jest pani pewna? -zapytałem przez co zostałem skarcony wzrokiem przez brązowooką.
-Tak młodzieńcze! Ślepa jeszcze nie jestem, masz takie same oczy, identyczne jak on. A jakby się przyjrzeć to i rysy twarzy były by trochę podobne.
-Aham -mruknąłem -Czyli ten mężczyzna rozmawiał z pani córką przed zniknięciem?
-Tak. Miły pan... -dalej nie słuchałem. Nie tylko ona wspominała o tajemniczym mężczyźnie. Ale tylko ona stwierdziła, że wyglądam jak jego krewny. Miałem już jego rysopisy. Wysoki, przystojny, o miłym uśmiechu i pięknych oczach... bla, bla, bla...
-Dziękuję za rozmowę -przerwałem wywód kobiety. Posłałem jej przymilny uśmiech.
*
Dwa dni później postanowiłem wrócić. I tak przeciągnąłem ten wyjazd. Miałem już chyba wszystkie informacje i osobę, która najbardziej pasuje na podejrzaną.
Tajemniczy mężczyzna, który kontaktował się z pięcioma zaginionymi.
Pchnąłem drzwi kamienicy. Schyliłem się i wykonałem wykop w kierunku postaci, która chciała mnie zaatakować.
-Stęskniłeś się? -zapytałem odpychając go podmuchem powietrza i przyszpilając do ściany.
-Sive... Ty wiesz ile trwa tydzień?
-Siedem dni? -odparłem nie bardzo wiedząc o co chodzi Cass'owi.
-No właśnie! Siedem! Nie dziesięć -awanturował się chłopak. Opuściłem go na ziemię.
-Ruka twój kolega tu był. -odezwał się głos Maro z salonu. Z plecakiem na ramieniu ruszyłem do tamtego pokoju. Srebrnowłosy leżał na kanapie bawiąc się nożem.
-Coś chciał?
-Cytuję: "Mój ojciec się niecierpliwi" -oznajmił. Zakląłem. Zawróciłem by zanieść swoje rzeczy do pokoju.
*
Ubrany w elegancki strój strażnika w Vortice i plecakiem na ramieniu szedłem szybkim krokiem w stronę zamku. Uśmiechnąłem się na wspomnienie min wszystkich jak pięć lat temu wbiegłem do domu w stroju strażnika.

Żeby być kulturalnym podszedłem do jednego ze strażników.
-Ej, muszę porozmawiać z królem bądź jego synem. Sprawa wielkiej wagi -powiedziałem z powagą. Mina strażnika? Bezcenna. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem się śmiać.
ALAHIS
-Książę, zjawił się ten chłopak, którego objąłeś azylem - powiedział jeden strażnik wchodząc do biblioteki w której się znajdowałem. -Mam go tu przyprowadzić?
-Przyprowadź go tu - powiedziałem i odłożyłem książkę na stół poprawiając się.
Siedziałem cały dzień tu by Laura mnie nie znalazła. Wiem że nie rozsądnie postępuję, ale miałem dość ohydnych lekarstw.
Po chwili razem ze strażnikiem przyszedł dziwnowłosy chłopak. Uśmiechnąłem się do niego i ruchem ręki kazałem mu siąść.
-Znalazłeś coś ciekawego podczas tego dziesięciodniowego wypadu? Czy na marne słuchałem krzyków ojca?
-On też się za mną stęsknił? -zapytał z lekkim uśmiechem w kącikach ust.-Nie jest pierwszą osobą, która wypowiada się o mnie wrzeszcząc.
-To znalazłeś coś czy nie? - spytałem.
-Znalazłem. Bliscy nie są zaniepokojeni ich zniknięciem i są przekonani, że oni wrócą. Z pięcioma osobami kontaktował się pewien mężczyzna. Ostatnie rodziny sobie odpuściłem, ale jestem pewien, że usłyszałbym to samo. -mówił przy okazji wyciągając z plecaka plik kartek -Znajdziesz tu ciekawe informacje i moje spostrzeżenia. Opis mężczyzny również. Jako, że miałem tylko wskazać podejrzanego na tym zakończymy naszą...współpracę. Żegnam.
-Ruka. Pamiętam swoje słowa; Gdy uda ci się doprowadzić do złapania winnego zostaniesz ułaskawiony. Nawet nie mamy pewności, że to on.
-Ja nie łapię ludzi, ja ich zabijam -odparł patrząc mi prosto w oczy. -I jest on jedynym łącznikiem oprócz ich mocy.
-Więc przekażę wszystkie informację ojcu i wydam dekret o zabiciu człowieka z rysopisu. Wtedy ty go zabijesz i nie widzę w niczym problemu.
-Nie odczepisz się jak widać... -mruknął pod nosem przeczesując ręką swoje włosy. -Tak zbaczając z tematu. Jakie jest według ciebie prawdopodobieństwo, że obca, niespokrewniona osoba ma podobne do ciebie rysy twarzy i oczy?
-Paro procentowe. Podobność oczu, jest możliwa, tak samo rys twarzy. Ale to jest tak minimalne, że musiałby ktoś z nim być spokrewniony choćby przez bardzo dalekiego krewnego. Coś się stało, że o to pytasz?
-Em...nieważne -mruknął. -Nie będę ci przeszkadzał. Wpadnę na dniach jak coś znajdę.
-Dobrze. Odprowadzę cię, by strażnicy się nie czepiali - powiedziałem i wstałem idąc przed dziwnowłosym.
SIVE
Byliśmy już na dziedzińcu, gdy zauważyłem strażnika, który w celi mnie bardzo miło potraktował. Zmieniłem kierunek, w którym szedłem. Usłyszałem swoje imię lecz zignorowałem księcia podchodząc do piorunującego mnie wzrokiem mężczyzny.
Wziąłem zamach i uderzyłem go pięścią w twarz. Uśmiechnąłem się z satysfakcją na widok krwi.
-Robienie sobie ze mnie wroga nie jest rozsądnym działaniem -powiedziałem patrząc na niego. Ten nic nie odpowiadając rzucił we mnie ognisty płomień. Nie zastanawiając się sam wzniosłem barierę z ognia. -Nie działaj pod wpływem emocji bo zginiesz.
-Siv... - usłyszałem sapnięcie księcia. -Teraz ja to widzę i już się nie wykręcisz.
Zamarłem. Miał racje. Przez moje lekkomyślne zachowanie zdradziłem się.
Przełknąłem ślinę i nie odzywając się ruszyłem przed siebie. Nie pierwszy raz starałem się zignorować swoją inność. Myśląc, że jeśli ja o tym zapomnę, to inni też.
-Sive! - krzyknął, a ja nie odwracając się przyspieszyłem.
Chciałem uniknąć tej rozmowy. Możliwe, że po prostu się bałem co chłopak powie.
Moja moc nie była taka jak wszystkich. Rządziła się własnymi prawami. Do piątego roku życia każdy myślał, że w ogóle nie posiadam mocy. Pierwszy wybuch sprawił, że straciłem przytomność, a gdy się ocknąłem słyszałem tylko pytania. Byłem przerażony, ale oni tego nawet nie zauważyli.
-Ruka! Masz stanąć! - wydarł się zniecierpliwiony białowłosy chłopak i wokół mnie pojawiła się ognista bariera.
Pierwszy raz widziałem tak bardzo krwiste płomienie, tak ogromną moc. Odwróciłem się do niego, a jego oczy świeciły nie naturalnym blaskiem.
-Co chcesz?
-Masz mi wreszcie wyjaśnić o co chodzi?!
-Nie mam zamiaru się komukolwiek tłumaczyć. Tobie tym bardziej -warknąłem.
-A ja nie mam zamiaru słyszeć odmowy. - odpowiedział, a płomienie wzrosły na sile.
-I co zrobisz? Zabijesz mnie? -zakpiłem nie przejmując się jego wybuchem.
-Myślałem tylko o daniu nauczki, ale jeśli tak stawiasz sprawę - uśmiechnął się dość wrednie i zza pasa wyciągnął dwa czarne pistolety. Westchnąłem zirytowany. Stanąłem na lekko rozstawionych nogach i wpatrywałem się ze spokojem w chłopaka. Gdy on nacisnął spust, ja wzniosłem ścianę z ziemi.
Normalnie wybuchy mocy zdarzały się w latach dziecięcych, gdy się poznawało swoje moce. Potem to się uspokajało. To że białowłosy stracił kontrole lekko mnie zdziwiło.
Opuściłem ścianę, gdy strzały się uspokoiły. Jako, że byliśmy obserwowani musiałem trzymać się jak najbardziej jednego żywiołu. Małe kamyczki zaczęły raz po raz uderzały w chłopaka. W czasie, gdy on próbował się przed nimi obronić ja podbiegłem do niego i wykonałem zgrabny wyskok, by go powalić. Wyrwałem mu pistolety i unieruchomiłem ręce. Jego ciało było strasznie ciepłe.
-Uspokój się bo przyciągasz... -nie dokończyłem, bo zostałem odrzucony przez jego moc. A następnie wąska wić ognia uderzyła w mój brzuch. Wydałem z siebie bolesny krzyk i przycisnąłem rękę do rany czując spływającą z niej krew. Podniosłem jedną rękę i uderzyłem ledwo przytomnego chłopaka podmuchem powietrza. Wziąłem kilka głębokich wdechów i spojrzałem na nieprzytomnego białowłosego.
*
Położyłem chłopaka na łóżku i spojrzałem na Marshall'a stojącego w drzwiach mojego pokoju.
-Chodź trzeba cie opatrzyć -mruknął odwracając się. Ruszyłem za nim do otwartych drzwi obok moich. Znalazłem się w jego prywatnym biurze. Pokazał mi bym usiadł na sofie stojącej pod oknem. Ściągnąłem koszulkę w czasie, gdy on wyciągnął apteczkę. Skrzywiłem się na widok środku odkażającego.
-Wierzę, że obędzie się bez tego -powiedziałem. Miodowooki uśmiechnął się z rozbawieniem.
-Bądź dużym chłopcem i nie wierć się za bardzo. Wrzaski też najlepiej ogranicz do minimum.
ALAHIS
Z krzykiem obudziłem się w jakimś pokoju. Po chwili rozglądania się zauważyłem, że to pokój Siv'a. Próbowałem wstać, ale ciało mnie piekło. A jednak takie są skutki za dużej mocy. Nie panowałem nad nią i ona mną zawładnęła. Dotknąłem swojej szyi. Była na niej obroża blokująca żywioł. Westchnąłem. Musze znaleźć dziwnowłosego by mi to cholerstwo zdjął. Moja kolejna próba podniesienia się skończyła się powodzeniem. Powoli wstałem i wszedłem do łazienki. Opłukałem twarz chłodną woda i spojrzałem na siebie w lustrze.
Nie do wiary. Wczorajszej nocy zasnąłem przy biurku. Skrzywiłem się na ból w plecach. Zaspany otworzyłem drzwi, a w nich stanęła starsza kobieta.
-Lauro, cóż się stało, że mnie tak wołasz? - spytałem się kobiety.
-Alahis'ie śniadanie już od godziny podane, a ty się nie zjawiasz. Zawsze jesteś punktualny, więc zaniepokojona zaczęłam cię szukać - powiedziała i złapała moją twarz w dłonie. -Jak ty wyglądasz?! Spałeś w ogóle?!
-Tak - mruknąłem.
-Choć natychmiast trzeba cię uczesać, musisz się przebrać i trzeba coś zrobić z twoimi oczami. Już dawno tak nie ciemniały.
-Nie chcę znów brać tych ohydnych leków... - zaprzeczyłem, choć Laura już ciągnęła mnie do mojej sypialni.
Posadziła mnie na krześle i zaczęła przeglądać moją szafę. Laura była kobietą niższą ode mnie, miała czterdzieści pięć lat i była tęgiej postury. Jej ciemno brązowe włosy były zawsze spięte w kok, a zielone oczy iskrzyły się radością. Opiekowała się mną odkąd pamiętam. Byłem do niej bardziej przywiązany niż do własnej matki. Kobieta jedna chyba w tym królestwie martwiła się o mnie.
-No już. Załóż to - podała mi strój królewski.
Skrzywiłem się. Nie lubiłem ich. Spodnie zawsze prasowane w kant, koszule dopasowane, przez co ograniczały ruch i marynarki wysadzane kamieniami szlachetnymi lub jakimiś drogimi pierdołami. W tym nie dało się poruszać, a co dopiero walczyć. Do tego najczęściej muszka lub krawat, który dusił niemiłosiernie.
Skarcony wzrokiem starszej kobiety poszedłem do łazienki wziąć prysznic i przebrać się. Gdy wróciłem gotowy Laura znów kazała mi siąść i wzięła grzebień do ręki. Przełknąłem ślinę. Moje włosy nigdy nie chciały się rozczesywać. Były często po kołtunione i sterczące w każdą stronę. Po długiej męczarni aka rozczesaniu moich niesfornych włosów, kobieta podała mi leki.
Od dziecka chorowałem na dziwny przypadek choroby żywiołu. Wytwarzałem za dużo hakry, czyli mocy ognia. Gdybym nie brał tych okropnych leków, wytworzyłbym za dużo mocy, co mogłoby doprowadzić do wybuchu. Lekarze kiedyś tłumaczyli to tym, że jestem młody. Lecz teraz, gdy moja hakra powinna się umiarkować, ona tego nie robiła. Kochałem czuć ogromną ilość mocy w sobie. Nigdy przez nią nie ucierpiałem, ale medycy się upierali na te lekarstwa-blokady.
-Ostatnio coraz częściej muszę to brać. Kiedy się to wreszcie skończy? - spytałem.
-Nie wiadomo Alahis. Twój ojciec to potężny człowiek, masz po nim moc. Ogromne ilości mocy. Dla tego oni się tak o ciebie martwią i nie pozwalają ci chodzić daleko. Gdyby ktoś się dowiedział o takich pokładach mocy, nie umiem sobie wyobrazić co mogliby ci zrobić!
-Dlatego trenuję cały czas, bym sobie w takich sytuacjach poradził - uśmiechnąłem się i na raz wypiłem ciecz w szklance.
SIVE
Następne dwa dni spędziłem prawie nie ruszając się z pokoju. Z akt wyłapałem parę przydatnych informacji oraz szczegółów, na które większość ludzi nie zwróciła by nawet uwagi. Wpadłem w jeden z moich humorków, w czasie którego nic nie mogło mnie oderwać od pracy. Posiłki jadłem nieregularnie bądź zapominałem o nich, ale na szczęście ktoś mi coś dostarczał, gdy długo nie ruszałem się z mojej sypialni.
Trzeciego dnia analizowałem czy jakiś przestępca bądź ktoś kogo spotkałem nie pasuje do osoby, która mogła być odpowiedzialna tym zaginięciom.
Były one bez ładu i składu. Mężczyźni jaki i kobiety. Różne grupy wiekowe. Inne odstępy czasowe.
Wszystkie te notatki były umieszczone w jakimś miejscu pokoju, który był teraz zawalony papierowymi informacjami.
Gdy nic nie znalazłem stwierdziłem, że czas poznać okolice, w których żyli zaginieni i może porozmawiam z kimś ze znajomych, rodziny. Z tą myślą spakowałem plecak i pisząc szybką informacje, że znikam na trochę wyszedłem z pokoju.
Przez głowę przemknęło mi by poinformować Alahis'a, że żyje lecz szybko zniknęła, gdy wyszedłem na ruchliwe ulice miasta. Czekała mnie przynajmniej tygodniowa podróż, różne cele na mapie. Z lekkim uśmiechem na ustach wyruszyłem.
ALAHIS
Ojciec z każdym dniem naciskał na mnie coraz mocniej w sprawie "podłego mordercy którego puściłem wolno". Nie miałem kontaktu z Sive'm przez co coraz bardziej się denerwowałem. Postanowiłem po tygodniu wreszcie uciec z zamku i odwiedzić dom w którym byłem z dziwnowłosym. Ubrałem się w odpowiedni strój i wziąłem broń.
Robiło się już w miarę ciemno więc zakładając czarną bluzę z kapturem i chustę na twarz wyskoczyłem przez balkon. Omijając wszystkich strażników wbiegłem do lasu i ruszyłem pamiętną drogą do domu "gangu". Gdy znalazłem dom lekko się uśmiechnąłem.
Oby był w nim Sive.
Z lekkim trudem otworzyłem drzwi wytrychem. Zdążyłem zrobić parę kroków nim poczułem chłodną lufę pistoletu przy skroni.
-Kim jesteś? -usłyszałem przy uchu. Kątem oka zobaczyłem długie srebrne włosy.
-Mam sprawę do Ruki - odparłem spokojnie.
W mojej dłoni pojawił się czerwony płomień odrzucając broń srebnowłosego.
-Nie lubię gdy ktoś przykłada mi broń do głowy - powiedziałem lekko się uśmiechając i oddając pistolet chłopakowi.
-Nie ma go. -odparł przyglądając mi się przenikliwymi zielonymi oczami.
-To gdzie jest? - spytałem.
-Nie twoja...
-Maro spokojnie -usłyszałem dziewczęcy głos. -Nie wiem, gdzie dokładnie jest. Zostawił wiadomość, że musi coś załatwić i byśmy się nie martwili. Wrócić ma ponoć jutro, ale wszystko zależy od tego co robi. -wytłumaczyła miodowooka dziewczyna. Posłała mi lekki uśmiech. -Witaj Hisa. Nie rozważnym było tu przychodzić samemu.
-Nierozważnym krokiem było przykładanie mi broni do głowy - powiedziałem w stronę srebrnowłosego.
-Jak dzieci -wymruczała szatynka karcąc nas wzrokiem. -Przekazać coś Sive'owi jak wróci?
-Nie... To sprawa między nami, ale możesz przekazać, że mój ojciec jest niecierpliwy - powiedziałem. -Narka Avis.
Wyszedłem z domu i wolnym krokiem odszedłem. Spojrzałem na niebo. Piękne migoczące gwiazdy układały poszczególne konstelacje.
SIVE
Spojrzałem na kobietę zaskoczony.
-Jest pani pewna? -zapytałem przez co zostałem skarcony wzrokiem przez brązowooką.
-Tak młodzieńcze! Ślepa jeszcze nie jestem, masz takie same oczy, identyczne jak on. A jakby się przyjrzeć to i rysy twarzy były by trochę podobne.
-Aham -mruknąłem -Czyli ten mężczyzna rozmawiał z pani córką przed zniknięciem?
-Tak. Miły pan... -dalej nie słuchałem. Nie tylko ona wspominała o tajemniczym mężczyźnie. Ale tylko ona stwierdziła, że wyglądam jak jego krewny. Miałem już jego rysopisy. Wysoki, przystojny, o miłym uśmiechu i pięknych oczach... bla, bla, bla...
-Dziękuję za rozmowę -przerwałem wywód kobiety. Posłałem jej przymilny uśmiech.
*
Dwa dni później postanowiłem wrócić. I tak przeciągnąłem ten wyjazd. Miałem już chyba wszystkie informacje i osobę, która najbardziej pasuje na podejrzaną.
Tajemniczy mężczyzna, który kontaktował się z pięcioma zaginionymi.
Pchnąłem drzwi kamienicy. Schyliłem się i wykonałem wykop w kierunku postaci, która chciała mnie zaatakować.
-Stęskniłeś się? -zapytałem odpychając go podmuchem powietrza i przyszpilając do ściany.
-Sive... Ty wiesz ile trwa tydzień?
-Siedem dni? -odparłem nie bardzo wiedząc o co chodzi Cass'owi.
-No właśnie! Siedem! Nie dziesięć -awanturował się chłopak. Opuściłem go na ziemię.
-Ruka twój kolega tu był. -odezwał się głos Maro z salonu. Z plecakiem na ramieniu ruszyłem do tamtego pokoju. Srebrnowłosy leżał na kanapie bawiąc się nożem.
-Coś chciał?
-Cytuję: "Mój ojciec się niecierpliwi" -oznajmił. Zakląłem. Zawróciłem by zanieść swoje rzeczy do pokoju.
*
Ubrany w elegancki strój strażnika w Vortice i plecakiem na ramieniu szedłem szybkim krokiem w stronę zamku. Uśmiechnąłem się na wspomnienie min wszystkich jak pięć lat temu wbiegłem do domu w stroju strażnika.
Żeby być kulturalnym podszedłem do jednego ze strażników.
-Ej, muszę porozmawiać z królem bądź jego synem. Sprawa wielkiej wagi -powiedziałem z powagą. Mina strażnika? Bezcenna. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem się śmiać.
ALAHIS
-Książę, zjawił się ten chłopak, którego objąłeś azylem - powiedział jeden strażnik wchodząc do biblioteki w której się znajdowałem. -Mam go tu przyprowadzić?
-Przyprowadź go tu - powiedziałem i odłożyłem książkę na stół poprawiając się.
Siedziałem cały dzień tu by Laura mnie nie znalazła. Wiem że nie rozsądnie postępuję, ale miałem dość ohydnych lekarstw.
Po chwili razem ze strażnikiem przyszedł dziwnowłosy chłopak. Uśmiechnąłem się do niego i ruchem ręki kazałem mu siąść.
-Znalazłeś coś ciekawego podczas tego dziesięciodniowego wypadu? Czy na marne słuchałem krzyków ojca?
-On też się za mną stęsknił? -zapytał z lekkim uśmiechem w kącikach ust.-Nie jest pierwszą osobą, która wypowiada się o mnie wrzeszcząc.
-To znalazłeś coś czy nie? - spytałem.
-Znalazłem. Bliscy nie są zaniepokojeni ich zniknięciem i są przekonani, że oni wrócą. Z pięcioma osobami kontaktował się pewien mężczyzna. Ostatnie rodziny sobie odpuściłem, ale jestem pewien, że usłyszałbym to samo. -mówił przy okazji wyciągając z plecaka plik kartek -Znajdziesz tu ciekawe informacje i moje spostrzeżenia. Opis mężczyzny również. Jako, że miałem tylko wskazać podejrzanego na tym zakończymy naszą...współpracę. Żegnam.
-Ruka. Pamiętam swoje słowa; Gdy uda ci się doprowadzić do złapania winnego zostaniesz ułaskawiony. Nawet nie mamy pewności, że to on.
-Ja nie łapię ludzi, ja ich zabijam -odparł patrząc mi prosto w oczy. -I jest on jedynym łącznikiem oprócz ich mocy.
-Więc przekażę wszystkie informację ojcu i wydam dekret o zabiciu człowieka z rysopisu. Wtedy ty go zabijesz i nie widzę w niczym problemu.
-Nie odczepisz się jak widać... -mruknął pod nosem przeczesując ręką swoje włosy. -Tak zbaczając z tematu. Jakie jest według ciebie prawdopodobieństwo, że obca, niespokrewniona osoba ma podobne do ciebie rysy twarzy i oczy?
-Paro procentowe. Podobność oczu, jest możliwa, tak samo rys twarzy. Ale to jest tak minimalne, że musiałby ktoś z nim być spokrewniony choćby przez bardzo dalekiego krewnego. Coś się stało, że o to pytasz?
-Em...nieważne -mruknął. -Nie będę ci przeszkadzał. Wpadnę na dniach jak coś znajdę.
-Dobrze. Odprowadzę cię, by strażnicy się nie czepiali - powiedziałem i wstałem idąc przed dziwnowłosym.
SIVE
Byliśmy już na dziedzińcu, gdy zauważyłem strażnika, który w celi mnie bardzo miło potraktował. Zmieniłem kierunek, w którym szedłem. Usłyszałem swoje imię lecz zignorowałem księcia podchodząc do piorunującego mnie wzrokiem mężczyzny.
Wziąłem zamach i uderzyłem go pięścią w twarz. Uśmiechnąłem się z satysfakcją na widok krwi.
-Robienie sobie ze mnie wroga nie jest rozsądnym działaniem -powiedziałem patrząc na niego. Ten nic nie odpowiadając rzucił we mnie ognisty płomień. Nie zastanawiając się sam wzniosłem barierę z ognia. -Nie działaj pod wpływem emocji bo zginiesz.
-Siv... - usłyszałem sapnięcie księcia. -Teraz ja to widzę i już się nie wykręcisz.
Zamarłem. Miał racje. Przez moje lekkomyślne zachowanie zdradziłem się.
Przełknąłem ślinę i nie odzywając się ruszyłem przed siebie. Nie pierwszy raz starałem się zignorować swoją inność. Myśląc, że jeśli ja o tym zapomnę, to inni też.
-Sive! - krzyknął, a ja nie odwracając się przyspieszyłem.
Chciałem uniknąć tej rozmowy. Możliwe, że po prostu się bałem co chłopak powie.
Moja moc nie była taka jak wszystkich. Rządziła się własnymi prawami. Do piątego roku życia każdy myślał, że w ogóle nie posiadam mocy. Pierwszy wybuch sprawił, że straciłem przytomność, a gdy się ocknąłem słyszałem tylko pytania. Byłem przerażony, ale oni tego nawet nie zauważyli.
-Ruka! Masz stanąć! - wydarł się zniecierpliwiony białowłosy chłopak i wokół mnie pojawiła się ognista bariera.
Pierwszy raz widziałem tak bardzo krwiste płomienie, tak ogromną moc. Odwróciłem się do niego, a jego oczy świeciły nie naturalnym blaskiem.-Co chcesz?
-Masz mi wreszcie wyjaśnić o co chodzi?!
-Nie mam zamiaru się komukolwiek tłumaczyć. Tobie tym bardziej -warknąłem.
-A ja nie mam zamiaru słyszeć odmowy. - odpowiedział, a płomienie wzrosły na sile.
-I co zrobisz? Zabijesz mnie? -zakpiłem nie przejmując się jego wybuchem.
-Myślałem tylko o daniu nauczki, ale jeśli tak stawiasz sprawę - uśmiechnął się dość wrednie i zza pasa wyciągnął dwa czarne pistolety. Westchnąłem zirytowany. Stanąłem na lekko rozstawionych nogach i wpatrywałem się ze spokojem w chłopaka. Gdy on nacisnął spust, ja wzniosłem ścianę z ziemi.
Normalnie wybuchy mocy zdarzały się w latach dziecięcych, gdy się poznawało swoje moce. Potem to się uspokajało. To że białowłosy stracił kontrole lekko mnie zdziwiło.
Opuściłem ścianę, gdy strzały się uspokoiły. Jako, że byliśmy obserwowani musiałem trzymać się jak najbardziej jednego żywiołu. Małe kamyczki zaczęły raz po raz uderzały w chłopaka. W czasie, gdy on próbował się przed nimi obronić ja podbiegłem do niego i wykonałem zgrabny wyskok, by go powalić. Wyrwałem mu pistolety i unieruchomiłem ręce. Jego ciało było strasznie ciepłe.
-Uspokój się bo przyciągasz... -nie dokończyłem, bo zostałem odrzucony przez jego moc. A następnie wąska wić ognia uderzyła w mój brzuch. Wydałem z siebie bolesny krzyk i przycisnąłem rękę do rany czując spływającą z niej krew. Podniosłem jedną rękę i uderzyłem ledwo przytomnego chłopaka podmuchem powietrza. Wziąłem kilka głębokich wdechów i spojrzałem na nieprzytomnego białowłosego.
*
Położyłem chłopaka na łóżku i spojrzałem na Marshall'a stojącego w drzwiach mojego pokoju.
-Chodź trzeba cie opatrzyć -mruknął odwracając się. Ruszyłem za nim do otwartych drzwi obok moich. Znalazłem się w jego prywatnym biurze. Pokazał mi bym usiadł na sofie stojącej pod oknem. Ściągnąłem koszulkę w czasie, gdy on wyciągnął apteczkę. Skrzywiłem się na widok środku odkażającego.
-Wierzę, że obędzie się bez tego -powiedziałem. Miodowooki uśmiechnął się z rozbawieniem.
-Bądź dużym chłopcem i nie wierć się za bardzo. Wrzaski też najlepiej ogranicz do minimum.
ALAHIS
Z krzykiem obudziłem się w jakimś pokoju. Po chwili rozglądania się zauważyłem, że to pokój Siv'a. Próbowałem wstać, ale ciało mnie piekło. A jednak takie są skutki za dużej mocy. Nie panowałem nad nią i ona mną zawładnęła. Dotknąłem swojej szyi. Była na niej obroża blokująca żywioł. Westchnąłem. Musze znaleźć dziwnowłosego by mi to cholerstwo zdjął. Moja kolejna próba podniesienia się skończyła się powodzeniem. Powoli wstałem i wszedłem do łazienki. Opłukałem twarz chłodną woda i spojrzałem na siebie w lustrze.
-Moje...oczy... - wyszeptałem do siebie zdziwiony. Były one koloru szarego z delikatnym prześwitem czerwieni. Czyli tak wyglądają moje oczy bez dostępu do mocy. Poprawiłem włosy i wyszedłem z pokoju chłopaka. Idąc po korytarzu usłyszałem jego głos i mężczyzny, który był jego opiekunem. Zapukałem do odpowiednich drzwi i gdy usłyszałem ciche "proszę" wszedłem.
Sive siedział na kanapie w samych spodniach, a Marshall bandażował mu brzuch. Czy to przeze mnie?
-Przepraszam... - powiedziałem skruszony widokiem rannego chłopaka.
W jakiś pokręcony sposób było mi go żal. Spojrzenie koloru burzowego nieba skupiło się na mnie.
-Nieważne -mruknął. Marshall korzystając z jego rozkojarzenia poprawiał bandaż. W którymś momencie chłopak sycząc odskoczył w tył. -Jest dobrze.
-Nieważne -mruknął. Marshall korzystając z jego rozkojarzenia poprawiał bandaż. W którymś momencie chłopak sycząc odskoczył w tył. -Jest dobrze.
-Właśnie widzę. A co tej obrożny...Mógłbyś mi ją zdjąć? - spytałem cicho.
-Mógłbym -odparł ziewając.
-Idź się położyć młody -powiedział czarnowłosy. Chłopak wstał ze skrzywieniem i trzymając się za brzuch ruszył do drzwi.
Przywołał mnie gestem. Wróciliśmy do jego pokoju, gdzie chłopak zamiast się położyć według zalecenia podszedł do mnie i ze skupieniem spojrzał na otaczającą moją szyję obrożę. Poczułem przenikliwe zimno i zauważyłem błękitny błysk w oczach dziwnowłosego, następnie ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Poczułem jak Sive delikatnie zdejmuje obroże, a następnie podchodzi do komody, na którą odłożył urządzenie.
-Mógłbym -odparł ziewając.
-Idź się położyć młody -powiedział czarnowłosy. Chłopak wstał ze skrzywieniem i trzymając się za brzuch ruszył do drzwi.
Przywołał mnie gestem. Wróciliśmy do jego pokoju, gdzie chłopak zamiast się położyć według zalecenia podszedł do mnie i ze skupieniem spojrzał na otaczającą moją szyję obrożę. Poczułem przenikliwe zimno i zauważyłem błękitny błysk w oczach dziwnowłosego, następnie ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Poczułem jak Sive delikatnie zdejmuje obroże, a następnie podchodzi do komody, na którą odłożył urządzenie.
-Naprawdę Sive przepraszam. Myślałem, że nie biorąc leków zapanuje nad mocą, ale myliłem się.
-Blokowanie mocy zwiększa ryzyko, to co robiłeś...branie leków mogło doprowadzić do twojego końca. W dzieciństwie przeżywamy właśnie takie wyładowania mocy, bo ona się kształtuje i próbuje z nami połączyć. Ja i żywioł to jedność. Twoje leki to zaburzyły. -powiedział spokojnie nie zwracając uwagi na moje przeprosiny. -Dziwie się, że nikt ci tego nie wyjaśnił...
-Blokowanie mocy zwiększa ryzyko, to co robiłeś...branie leków mogło doprowadzić do twojego końca. W dzieciństwie przeżywamy właśnie takie wyładowania mocy, bo ona się kształtuje i próbuje z nami połączyć. Ja i żywioł to jedność. Twoje leki to zaburzyły. -powiedział spokojnie nie zwracając uwagi na moje przeprosiny. -Dziwie się, że nikt ci tego nie wyjaśnił...
Zacisnąłem pięści. To był pomysł matki. Najwidoczniej w dzieciństwie wiedząc, że będę mieć dużą moc kazała mi ją blokować. Teraz rozumiałem. Ona zbierała się we mnie przez cały ten czas. Nie miała ujścia. Przez co w końcu by wybuchła.
-Nikt mi tego nie powiedział. Od dzieciństwa wpychali mi to świństwo.
-Albo nie wiedzieli, że może to doprowadzić do wybuchu, który cię zabije bądź wyczerpie twoją moc w łagodniejszym wypadku. Albo właśnie tego chcieli. Chociaż twój ojciec musi mieć dziedzica, bo inaczej tron przejmie ktoś z dalszej rodziny. Eh... -chłopak przetarł ze zmęczeniem twarz -Idziemy po kawę, tak by mnie nikt nie widział, a potem pogadamy jak możesz sobie pomóc.
-Albo nie wiedzieli, że może to doprowadzić do wybuchu, który cię zabije bądź wyczerpie twoją moc w łagodniejszym wypadku. Albo właśnie tego chcieli. Chociaż twój ojciec musi mieć dziedzica, bo inaczej tron przejmie ktoś z dalszej rodziny. Eh... -chłopak przetarł ze zmęczeniem twarz -Idziemy po kawę, tak by mnie nikt nie widział, a potem pogadamy jak możesz sobie pomóc.
Kiwnąłem głową myśląc o tym co chłopak mi powiedział. Mój ojciec nigdy za mną nie przepadał. W dzieciństwie traktował mnie jak powietrze, a teraz gdy dowiaduje się o tym mam tylko jedna myśl. Chce się mnie pozbyć, bym nie zrzucił go z tronu. Wie, że mam już za parę miesięcy mieć koronacje. Poczuje się wtedy zagrożony, że pozbawię go całkowitej władzy, będzie byłym, starym królem.
Nawet nie zauważyłem, gdy wyszliśmy z domu. Stanąłem na chwile.
-Nie mogę pokazać się we wiosce. Nie w tym stroju - powiedziałem wskazując mu na królewskie odzienie.
-Same z tobą problemy księciuniu. Ściągnij górę -powiedział i wrócił się do środka chwilę potem wracając z niebieską bluzą. Podał mi ją, a ja podałem mu górną część stroju. Czarne spodnie ze srebrnymi obszyciami nie wyróżniały się na szczęście aż tak bardzo.
*
Siedzieliśmy w kawiarence na obrzeżach miasta. Sive pił już drugą kawę, wpatrując się w las, który był w lekkim oddaleniu. Miałem teraz świetny widok na jego profil. Podziwiałem jego rysy twarzy, które w jakiś sposób z kimś mi się kojarzyły, gdy chłopak odwrócił się do mnie i posłał mi lekki uśmiech. Speszyłem się lekko.
-Coś jeszcze? -zapytała młoda kelnerka patrząc z zainteresowaniem na dziwnowłosego. Albo mi się zdawało, albo podchodziła do naszego stolika częściej niż do innych.
-Mam ochotę na coś...słodkiego -powiedział z seksownym uśmiechem Sive. Brunetka zarumieniła się lekko. -Macie może ciasto czekoladowe? Albo lody?
-I to, i to.
-To poproszę dwa razy lody z karmelem i po kawałku ciasta -odparł chłopak. Dziewczyna zanotowała to i odeszła.
-Ładna nawet. Widać, że jej się podobasz - powiedziałem patrząc na tą samą kelnerkę, która zebrała od nas zamówienie. Miała średniej długości, brązowe włosy i piwne oczy. Nie wyróżniała się jakoś specjalnie urodą, lecz nie można było powiedzieć, że jest brzydka. Mi zdecydowanie bardziej podobał się dziwnowłosy. Miał piękne, tajemnicze oczy. Oryginalny kolor włosów. Ładną sylwetkę i ciekawy charakter. Ona w porównaniu z nim była szarą myszką w koncie, nie zauważalną przez nikogo.
-Wiem -odpowiedział z rozbawieniem patrząc na spoglądającą w jego kierunku dziewczynę. Puścił jej oczko, na co dziewczyna zarumieniła się. -A teraz powinniśmy chyba porozmawiać. Jeśli odłożysz leki, wyładowania się powtórzą. Będą mniejsze bądź większe, ale w końcu się unormują.
-Pewnie zauważyłeś, że moja moc jest silniejsza od innych osób. Tu nie chodzi o to, że miałem wybuch, ani o moje geny. Po prostu mam taki "dar". Jest ona o wiele silniejsza, mogę z ognia tworzyć wszystko co mi do głowy wpadnie. Z mojego doświadczenia i wiedzy. W żywiole ognia ludzie tylko potrafili z niego zrobić broń, tarczę. Ja umiem stworzyć z niego nawet zwierzę, które będzie normalnie żyło - powiedziałem. -Gdy byłem mały lekarze przekazali mojej matce, "że mam za dużo mocy w sobie". Możliwe, że w tym wypadku podawali mi te "lekarstwa". Choć gdy wspomniałeś o moim ojcu mam trochę inne domysły. Za nie długo moja koronacja. On nie odda tak łatwo tronu, ale będzie do tego zmuszony. Poczuje się zagrożony, gdyż odbiorę jego miejsce, tytuł i cząstkę mocy*. Jeśli moje myśli są słuszne, chciał się mnie pozbyć...
-Czyli mu w tym przeszkodziłem? -zapytał konspiracyjnym szeptem. -Oj ja zły nie dobry! Myślisz, że przekreśliłem szanse na przyjaźń z nim? Może wyśle mu czekoladki...tak w ramach dobrej woli z dodatkiem cyjankuuu...
Zaśmiałem się cicho.
-Świetny pomysł. Nie zapomnij się podpisać na nich - powiedziałem nadal chichocząc.
-Chociaż szkoda czekolady. I jak kiedyś wspominałem, nie tykam władców...-Sive przerwał bo wróciła dziewczyna z jego zamówieniem. Zobaczyłem dziwny błysk w jego oczach, a potem tajemniczy uśmiech na ustach. Wziął kęsa ciasta z polewą czekoladową i zmrużył zadowolony oczy -Pycha! Spróbuj.
Przysunął mi widelczyk pod same usta. Otworzyłem je i poczułem na języku słodki smak czekolady. Spojrzałem na wyraźnie zadowoloną postać chłopaka, który wyciągnął rękę i kciukiem przejechał po mojej dolnej wardze. Następnie go oblizał. Patrzyłem na niego oszołomiony.
-Słodko -mruknął po czym pochylił się i przyciągnął mnie do siebie. Poczułem jego usta na swoich wargach. Automatycznie odpowiedziałem na pocałunek nie do końca pojmując co się dzieje. Tak szybko jak się zaczęło, tak i się skończyło. Błękitnooki nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem wpatrując się w stojącą niedaleko kelnerkę.
Widziałem jak w jej oczach pojawiają się malutkie łezki, choć emocje wskazywały na to by była zła. Wywróciłem oczami i spojrzałem na dziwnowłosego.
-Nie, że mi się nie podobało, ale czemu to zrobiłeś? - spytałem.
-Jej mina -odparł z rozbawieniem i wziął się do jedzenia ciasta. -Mogę się założyć, że udałoby mi się ją uwieść mimo to. -powiedział machając na mnie widelczykiem.
-Zbyt łatwe zadanie sobie wybrałeś - powiedziałem podkradając mu kawałek ciasta.
-Ah tak? -zapytał z lekkim śmiechem -A co było by według ciebie wyzwaniem? I nie tycaj mojego kawałka skoro masz swój, złodzieju...
-Twój jest słodszy... Na pewno nie dziewczyna, która jest na ciebie napalona od samego zobaczenia cię.
-To kto? - spytał zajadają się ciastem.
-Ja. -chłopak roześmiał się radośnie. Pierwszy raz słyszałem jego prawdziwy wesoły śmiech. Aż się uśmiechnąłem, że udało mi się wydobyć szczerą emocję od błękitnookiego.
-Nie zabiłeś mnie za pocałunkopodobne coś, więc mogę podejrzewać, że w jakiś sposób moja osoba cię zainteresowała. Uwiedzenie cię było by niezwykłym zajęciem lecz będziesz się zapierał chcąc pokazać, że mój urok na ciebie nie działa. -powiedział między kęsami. Gdy skończył swój kawałek z miną zwycięscy zabrał się za mój.
-Pf. Po prostu nie dasz rady - powiedziałem i odgoniłem jego rękę z widelczykiem od mojego ciacha.
-Przecież go nie chciałeś! -fuknął z miną zranionego szczeniaczka -Zależy czego oczekujesz. Nie mówię, że jestem 100% hetero, ale nie jestem gejem. Nigdy nie byłem właściwie nawet w związku...hmm...
- Twoje słówka były następujące "Mogę się założyć, że udałoby mi się uwieść". Po tym twierdzę, że wiesz co oznacza słowo "uwieść".
-Według znanej definicji oznacza to: wzbudzić w kimś zachwyt, pożądanie. Zalotami skłonić kogoś do współżycia seksualnego, najczęściej mamiąc obietnicami, pochlebstwami. -odparł
-No widzisz, odpowiedziałeś sobie na pytanie - mruknąłem i przysunąłem talerzyk z małym kawałkiem cista w stronę Siv'a. Ten z dziecięcym entuzjazmem go zjadł.
-Kusząca propozycja, ale ja zamierzam jak najszybciej stąd zniknąć -mruknął układając się wygodnie w krześle i wystawiając twarz w kierunku nieba.
-Jak to? Czemu? - jakoś mi zrobiło się smutno, choć to ukryłem. Jakoś przywiązałem się w dziwny sposób do niego. On odrywał mnie od tego nudnego, dworskiego życia. Zmieniał je na ciekawsze.
-Złapaliście mnie. Moja prawdziwa osobowość nie jest już dla was tajemnicą. Widziałeś moje umiejętności, a po za tym lubię podróżować. Marshall znalazł mnie w Vortice lecz często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Wracaliśmy tam czasami, ale nie na długo. Podróże są częścią mojego życia, tą lepszą częścią. -mówił spokojnym głosem.
-A co do twoich umiejętności...Powiesz mi wreszcie o co chodzi...? Widzę, że potrafisz używać różnych żywiołów, co nie jest normalne. Nigdy takiej osoby nie spotkałem. Czemu to ukrywasz? To jest cudowny "dar".
-Różnych? Raczej wszystkich z różnymi ich odmianami...-westchnął i wstał -Chodź.
-Huh? Gdzie?
--------------
*koronacja - gdy prawowity dziedzic zostaje ukoronowany, stary król (w tym wypadku ojciec) na kształt posłuszeństwa nowemu władcy oddaję minimalną część mocy; stary król nie ucierpi na tym, ale w jakimś procencie osłabnie.
-Same z tobą problemy księciuniu. Ściągnij górę -powiedział i wrócił się do środka chwilę potem wracając z niebieską bluzą. Podał mi ją, a ja podałem mu górną część stroju. Czarne spodnie ze srebrnymi obszyciami nie wyróżniały się na szczęście aż tak bardzo.
*
Siedzieliśmy w kawiarence na obrzeżach miasta. Sive pił już drugą kawę, wpatrując się w las, który był w lekkim oddaleniu. Miałem teraz świetny widok na jego profil. Podziwiałem jego rysy twarzy, które w jakiś sposób z kimś mi się kojarzyły, gdy chłopak odwrócił się do mnie i posłał mi lekki uśmiech. Speszyłem się lekko.
-Coś jeszcze? -zapytała młoda kelnerka patrząc z zainteresowaniem na dziwnowłosego. Albo mi się zdawało, albo podchodziła do naszego stolika częściej niż do innych.
-Mam ochotę na coś...słodkiego -powiedział z seksownym uśmiechem Sive. Brunetka zarumieniła się lekko. -Macie może ciasto czekoladowe? Albo lody?
-I to, i to.
-To poproszę dwa razy lody z karmelem i po kawałku ciasta -odparł chłopak. Dziewczyna zanotowała to i odeszła.
-Ładna nawet. Widać, że jej się podobasz - powiedziałem patrząc na tą samą kelnerkę, która zebrała od nas zamówienie. Miała średniej długości, brązowe włosy i piwne oczy. Nie wyróżniała się jakoś specjalnie urodą, lecz nie można było powiedzieć, że jest brzydka. Mi zdecydowanie bardziej podobał się dziwnowłosy. Miał piękne, tajemnicze oczy. Oryginalny kolor włosów. Ładną sylwetkę i ciekawy charakter. Ona w porównaniu z nim była szarą myszką w koncie, nie zauważalną przez nikogo.
-Wiem -odpowiedział z rozbawieniem patrząc na spoglądającą w jego kierunku dziewczynę. Puścił jej oczko, na co dziewczyna zarumieniła się. -A teraz powinniśmy chyba porozmawiać. Jeśli odłożysz leki, wyładowania się powtórzą. Będą mniejsze bądź większe, ale w końcu się unormują.
-Pewnie zauważyłeś, że moja moc jest silniejsza od innych osób. Tu nie chodzi o to, że miałem wybuch, ani o moje geny. Po prostu mam taki "dar". Jest ona o wiele silniejsza, mogę z ognia tworzyć wszystko co mi do głowy wpadnie. Z mojego doświadczenia i wiedzy. W żywiole ognia ludzie tylko potrafili z niego zrobić broń, tarczę. Ja umiem stworzyć z niego nawet zwierzę, które będzie normalnie żyło - powiedziałem. -Gdy byłem mały lekarze przekazali mojej matce, "że mam za dużo mocy w sobie". Możliwe, że w tym wypadku podawali mi te "lekarstwa". Choć gdy wspomniałeś o moim ojcu mam trochę inne domysły. Za nie długo moja koronacja. On nie odda tak łatwo tronu, ale będzie do tego zmuszony. Poczuje się zagrożony, gdyż odbiorę jego miejsce, tytuł i cząstkę mocy*. Jeśli moje myśli są słuszne, chciał się mnie pozbyć...
-Czyli mu w tym przeszkodziłem? -zapytał konspiracyjnym szeptem. -Oj ja zły nie dobry! Myślisz, że przekreśliłem szanse na przyjaźń z nim? Może wyśle mu czekoladki...tak w ramach dobrej woli z dodatkiem cyjankuuu...
Zaśmiałem się cicho.
-Świetny pomysł. Nie zapomnij się podpisać na nich - powiedziałem nadal chichocząc.
-Chociaż szkoda czekolady. I jak kiedyś wspominałem, nie tykam władców...-Sive przerwał bo wróciła dziewczyna z jego zamówieniem. Zobaczyłem dziwny błysk w jego oczach, a potem tajemniczy uśmiech na ustach. Wziął kęsa ciasta z polewą czekoladową i zmrużył zadowolony oczy -Pycha! Spróbuj.
Przysunął mi widelczyk pod same usta. Otworzyłem je i poczułem na języku słodki smak czekolady. Spojrzałem na wyraźnie zadowoloną postać chłopaka, który wyciągnął rękę i kciukiem przejechał po mojej dolnej wardze. Następnie go oblizał. Patrzyłem na niego oszołomiony.
-Słodko -mruknął po czym pochylił się i przyciągnął mnie do siebie. Poczułem jego usta na swoich wargach. Automatycznie odpowiedziałem na pocałunek nie do końca pojmując co się dzieje. Tak szybko jak się zaczęło, tak i się skończyło. Błękitnooki nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem wpatrując się w stojącą niedaleko kelnerkę.
Widziałem jak w jej oczach pojawiają się malutkie łezki, choć emocje wskazywały na to by była zła. Wywróciłem oczami i spojrzałem na dziwnowłosego.
-Nie, że mi się nie podobało, ale czemu to zrobiłeś? - spytałem.
-Jej mina -odparł z rozbawieniem i wziął się do jedzenia ciasta. -Mogę się założyć, że udałoby mi się ją uwieść mimo to. -powiedział machając na mnie widelczykiem.
-Zbyt łatwe zadanie sobie wybrałeś - powiedziałem podkradając mu kawałek ciasta.
-Ah tak? -zapytał z lekkim śmiechem -A co było by według ciebie wyzwaniem? I nie tycaj mojego kawałka skoro masz swój, złodzieju...
-Twój jest słodszy... Na pewno nie dziewczyna, która jest na ciebie napalona od samego zobaczenia cię.
-To kto? - spytał zajadają się ciastem.
-Ja. -chłopak roześmiał się radośnie. Pierwszy raz słyszałem jego prawdziwy wesoły śmiech. Aż się uśmiechnąłem, że udało mi się wydobyć szczerą emocję od błękitnookiego.
-Nie zabiłeś mnie za pocałunkopodobne coś, więc mogę podejrzewać, że w jakiś sposób moja osoba cię zainteresowała. Uwiedzenie cię było by niezwykłym zajęciem lecz będziesz się zapierał chcąc pokazać, że mój urok na ciebie nie działa. -powiedział między kęsami. Gdy skończył swój kawałek z miną zwycięscy zabrał się za mój.
-Pf. Po prostu nie dasz rady - powiedziałem i odgoniłem jego rękę z widelczykiem od mojego ciacha.
-Przecież go nie chciałeś! -fuknął z miną zranionego szczeniaczka -Zależy czego oczekujesz. Nie mówię, że jestem 100% hetero, ale nie jestem gejem. Nigdy nie byłem właściwie nawet w związku...hmm...
- Twoje słówka były następujące "Mogę się założyć, że udałoby mi się uwieść". Po tym twierdzę, że wiesz co oznacza słowo "uwieść".
-Według znanej definicji oznacza to: wzbudzić w kimś zachwyt, pożądanie. Zalotami skłonić kogoś do współżycia seksualnego, najczęściej mamiąc obietnicami, pochlebstwami. -odparł
-No widzisz, odpowiedziałeś sobie na pytanie - mruknąłem i przysunąłem talerzyk z małym kawałkiem cista w stronę Siv'a. Ten z dziecięcym entuzjazmem go zjadł.
-Kusząca propozycja, ale ja zamierzam jak najszybciej stąd zniknąć -mruknął układając się wygodnie w krześle i wystawiając twarz w kierunku nieba.
-Jak to? Czemu? - jakoś mi zrobiło się smutno, choć to ukryłem. Jakoś przywiązałem się w dziwny sposób do niego. On odrywał mnie od tego nudnego, dworskiego życia. Zmieniał je na ciekawsze.
-Złapaliście mnie. Moja prawdziwa osobowość nie jest już dla was tajemnicą. Widziałeś moje umiejętności, a po za tym lubię podróżować. Marshall znalazł mnie w Vortice lecz często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Wracaliśmy tam czasami, ale nie na długo. Podróże są częścią mojego życia, tą lepszą częścią. -mówił spokojnym głosem.
-A co do twoich umiejętności...Powiesz mi wreszcie o co chodzi...? Widzę, że potrafisz używać różnych żywiołów, co nie jest normalne. Nigdy takiej osoby nie spotkałem. Czemu to ukrywasz? To jest cudowny "dar".
-Różnych? Raczej wszystkich z różnymi ich odmianami...-westchnął i wstał -Chodź.
-Huh? Gdzie?
--------------
*koronacja - gdy prawowity dziedzic zostaje ukoronowany, stary król (w tym wypadku ojciec) na kształt posłuszeństwa nowemu władcy oddaję minimalną część mocy; stary król nie ucierpi na tym, ale w jakimś procencie osłabnie.









