wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział 13


ALAHIS

Dasz radę. Spokojnie. Nie panikuj.

-Zebraliśmy się tu dziś w bardzo ważnym dniu. To właśnie dziś Książę Alahis Eraryk Farnese z rodu potężnych Farnese i Tarevii, następca Ottavian'a Arrmand'a Maurrizio Farnese zostanie naszym nowym władcą... - już na początku przestałem słuchać.

Martwiłem się o Siv'a. Nie wracał już od paru dni. Nikt nie miał z nim kontaktu. W dodatku miał być na koronacji. Zacisnąłem drżące dłonie. Spojrzałem jeszcze raz po zebranych się ludziach. Ja, ojciec i matka razem z biskupem staliśmy na podwyższeniu. Ubrany byłem w mój strój książęcy razem z "peleryną". Wszystko było pięknie zdobione. Królowa Diana miała na sobie piękną, długą, krwistoczerwoną suknię ze złotymi zdobieniami. Jej długie, śnieżnobiałe włosy były delikatnie podpięte, z czego parę kosmyków było zostawione. Miała na sobie swoją koronę. Ojciec miał podobny strój do mnie, lecz w barwach sukni matki.

W ogromnej sali znajdowało się mnóstwo rodzin arystokratycznych, generałów z rodzinami i ważnych ludzi. Gdzieś z tyłu dopatrzałem się Marshalla z Avis, którzy byli tak samo zmartwieni jak ja.

-...Przystąpmy więc już, nie przeciągając do koronacji - gdy to usłyszałem biskup spojrzał się na mnie i ojca.

A więc to ten moment. Już teraz będę koronowany. Przeszedłem na przeciwko ojca i uklęknąłem na jedno kolano. Biskup razem z już za niedługo byłym królem stanęli przede mną. Biskup z koroną, ojciec z "berłem".

-Il principe Alahis Eraryk Farnese. Fiammy erede al trono e il futuro della sua governante.
I Meurycy vescovo, dato a me per legge, ti do...*

Nagle usłyszałem strzał. Nastała cisza, a ja poczułem ogromny ból w klatce piersiowej. Złapałem się za nią. Spojrzałem na swoje dłonie. Były całe w krwi. Usłyszałem krzyki, zrobiło mi się słabo. Czarne mroczki pojawiły mi się przed oczami. Upadłem na bok amortyzując się rękoma próbując jakoś złagodzić upadek. Widziałem przerażoną twarz matki i ciemność. Zemdlałem, a może umarłem?

MARSHALL

*tydzień później*

Alahis wciąż się nie budził ze śpiączki, w którą wpadł. A Sive nie dawał znaku życia. Westchnąłem patrząc za okno. W mieście powstały zamieszki. Po ataku na koronacji król ogłosił, że widział Rukę. Wydał na niego wyrok śmierci. I jeszcze domniemane porwanie Hisy...

Po postrzale powstało takie zamieszanie, że nie wiadomo było co się dzieje. Wiedziałem, że za wszystkim stoi obecny król więc wraz z Avie zabraliśmy białowłosego do nas. Po szybkim działaniu naszych medyków jego życiu już nic nie zagrażało. Lecz wpadł on w śpiączkę.

Usłyszałem skomlenie. Spojrzałem na dość dużego już, ciemno szarego wilka.

-Też się martwię o niego...-nawet Maro nie umiał do niego dotrzeć. Kryształ, który Sive powinien mieć przy sobie pojawił się parę dni temu w sypialni srebrnowłosego. Oznaczało to jedno. Ruce coś się stało. Sam nigdy nie zdejmował wisiorka.

-Tato! Ocknął się! -do pokoju wbiegła zdyszana Av.

Zerwałem się z miejsca i razem z Avie udałem się do pokoju w którym leżał książę. Gdy tylko wszedłem zobaczyłem leżącego białowłosego już z otwartymi oczami.

-Alahis, jak się czujesz? - spytałem podchodząc do niego i sprawdzając monitor.

-Gdzie...jestem...? - spytał zachrypniętym tonem.

-W domu Sempre. Jak się czujesz? - powtórzyłem pytanie patrząc się na niego.

-Jakbym umarł i ożył - wyszeptał krzywiąc się. -Co się stało?

-Atak w czasie koronacji.

-Długo byłem nieprzytomny? Sive wrócił? -wymieniłem z córką smutne spojrzenia. I pokręciłem głową.

-Nie przytomny byłeś prawie cały tydzień, a co do Sive...on nie wrócił.

-Nie wrócił? Jak to? - widziałem ból w oczach chłopaka.

Próbował się podnieść, ale w jego stanie od razu go przytrzymałem.

-Nie wstawaj. Rana może się otworzyć. -do pokoju wbiegła Kiiara. W jej oczach widniały łzy, które na widok białowłosego zaczęły spływać po policzkach.

-Nie wiemy co się stało. Maro nie może go znaleźć bo nie ma kryształu, a ich połączenie jest stłumione -wyszeptała Avie.

-Ali! Tak się martwiłam! - dziewczyna przytuliła brata, na co ten się skrzywił.

-Ar, możesz delikatniej? - spytał na co dziewczyna od razu odsunęła się.

-Przepraszam...

-Gdzie Mahiro? - spytał.

-Zdycha w salonie na kanapie - do pokoju wszedł Maro. -Miło cię widzieć wśród żywych Hisek.

Mężczyzna był bledszy niż zazwyczaj, a w jego zielonych oczach czaił się niepokój.

-Czemu zdycha? -zapytał białowłosy.

-Poprzez kryształ odczuwa twój ból. Myślę nawet, że chcąc ci ulżyć bierze jego część na siebie.

-Więc niech tego nie robi. Dam sobie radę - powiedział i powoli poprawił się na łóżku. -Co się stało po tym jak dostałem na koronacji?

Wszyscy wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

-Ruka jest oskarżony o próbę zabicia następcy tronu i skazany na ścięcie. Ludzie się buntują i dzielą, na tych popierających twojego ojca i resztę, która woli twoją władzę. I wszyscy myślą, że zostałeś porwany...Tak w skrócie. -oznajmił prosto z mostu Maro.

-Co?! Nie, nie, nie...Ja muszę to wyjaśnić...On nie może...

-Ej spokojnie, bo puls ci skoczył w górę, przez co rana może krwawić  - poszedłem do niego.

Dotknąłem jego czoła. Miał gorączkę. Muszę załatwić leki dla niego.

-Sive i tak zaginął, więc nie zabiją go...ludzie twojego ojca -mruknął zielonooki. Spojrzałem na niego z naganą. Bez Ruki był cieniem samego siebie. Nic go do końca nie obchodziło. Wraz z Victor'em siedzieli całymi dniami myśląc gdzie może być chłopak.

-A Revesse? Sprawdzaliście? - spytał z nadzieją Alahis.

-Dupek zniknął zanim go złapaliśmy -warknął Maro. -Za późno zrozumieliśmy, że coś nie gra...

-Dość! -przerwałem ich rozmowę. -On się znajdzie. A teraz wychodźcie. Dajcie mu odpocząć...

SIVE

Usłyszałem zgrzyt metalu lecz nawet nie podniosłem głowy. Nie miałem już siły. Opór, który stawiałem od początku tego zajścia upadł już parę dni temu. To co tu się działo...
Chciałem by to się skończyło. Ten ból, przeszywający całe ciało. Ciosy, których nawet się nie spodziewałem...Pragnąłem by to się skończyło.

Nie wiem po co trzymali nas tu. Słyszałem szepty, jęki bądź krzyki innych. Czy ich też próbowali złamać? Dowiedzieć się czegoś? A może nasi oprawcy po prostu lubowali się w zadawaniu cierpienia innym?

-Wstawaj -usłyszałem warknięcie swojego kata. Zrobiłem to nawet na niego nie patrząc. Dlatego uderzenie posłało mnie na ścianę. -Chcę widzieć rozpacz w twoich oczach, więc nie waż się mnie ignorować.

Spojrzałem na niego z nienawiścią. On tylko uśmiechnął się z wyższością. Ruszyliśmy korytarzem pełnym cel. Wpatrywałem się w swoje nagie stopy i nadgarstki, na których widniały dwie szkarłatno-srebrne obręcze. To właśnie on sprawiały, że moja moc po prostu rozpłynęła się w nicość. Działało to chyba na podobnej zasadzie co obroże. Z tą różnicą, że w bransoletach nie czuło się swojej energii tak jak to miało miejsce przy obroży.

Weszliśmy do średniej wielkości pomieszczenia. Szare, kamienne ściany i taka sama podłoga. Stół pełen ostrzy, strzykawek, pojemników i innych przedmiotów, z pośród których niektóre były pokryte świeżą bądź zaschniętą krwią. Na środku pokoju stało krzesło. Niby taki zwyczajny przedmiot, a dla mnie zwiastował godziny cierpień.
Gdy już zostałem do niego przykuty do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w garniturze. Tak bardzo nie pasujący do tego miejsca. Revesse.

-Wyciągniecie wreszcie coś z niego? Zaczynam się niecierpliwić.

-Sir to nie jest łatwe. Jesteśmy jednak na dobrej drodze do tego...-oznajmił mężczyzna, który cienkim sztyletem zaczął kreślić wzory na moim ramieniu. Syknąłem i przygryzłem wargę. Nie chciałem dać im tej satysfakcji.

Chcę umrzeć, pomyślałem. I to była prawda. Nie wiem ile tu byłem, ale każdy dzień był wypełniony cierpieniem i krwią. Wiem, były to egoistyczne myśli, ale miałem dość. Nie chciałem już tego czuć. Coraz to nowych ran i tego bólu, gdy  brązowooki próbował nowego sposobu zadawania bólu.

-To co Ruka? Odpowiesz wreszcie na parę pytań? -zapytał znienawidzony przeze mnie głos.

-Giń w Piekle -syknąłem spluwając w jego kierunku. Mężczyzna złapał mój nadgarstek, a następnie boleśnie wykręcił aż usłyszał mój krzyk i strzyknięcie kości zmieniających swoje położenie.

-Myślałem, że mamy o już za sobą. Kto jest przywódcą Sempre?

-Kubuś Puchatek -mruknąłem, a następnie krzyknąłem, gdy brązowooki nastawił mi nadgarstek.

-Wiesz, że to może potoczyć się inaczej? Wystarczy, że powiesz nam wszystko co wiesz, a my zostawimy cię w spokoju.

Była to kusząca perspektywa lecz nie realna. Jeśli im wszystko powiem nie będą mnie potrzebować. Zabiją mnie. I to pewnie w jakiś bolesny sposób bo czemu by nie. I choć nie raz przychodziło mi na myśl by przystać na to to wiedziałem, że nie mogę zdradzić. Oni byli moją rodziną, a wyjawiając informacje o Sempre wystawił bym ich na niebezpieczeństwo. Na śmierć.

-Serio chcesz być męczennikiem? I dla kogo? Dla tych ludzi co cię zostawili? A może dla księciunia, który wydał na ciebie wyrok śmierci?

-Kłamiesz -wyszeptałem.

-Nie Ruka. To ty siebie oszukujesz. Jesteś niczym dla innych. Mordercą, którego mogą wykorzystać, a następnie porzucić. Oni cię nie potrzebują. Zostałeś sam.

Zamknąłem oczy chcąc się odciąć od tych słów, w które powoli zaczynałem wierzyć.

Chcę przestać czuć. Chłód i wzrastający ból. Miałem dość. Nie chciałem tu być.
Chciałem przestać istnieć.

 Po moim policzku spłynęła pierwsza łza, a za nią kolejna.

*

Uderzenie bata. Mój krzyk. Rozdzierana skóra. I agonalny ból. I tak w kółko.

-Ile jeszcze wytrzymasz? -usłyszałem za sobą, w którymś momencie. Moim ciałem wstrząsały dreszcze i niemy szloch. Po policzkach spływały łzy, a z pleców ciepła krew. Przytrzymujący mnie łańcuch puścił i moje nagie ciało uderzyło o ziemie.

-Mam dość czekania! Zabijmy go i po...-huk wyważanych drzwi. Strzały, a następnie cisza, którą przerywał mój szloch. Szybkie kroki.

-O mój Boże...Dolce? -ten znajomy głos...Ale to niemożliwe. Jestem sam, już zawsze tak będzie. Usłyszałem podniesione głosy, a następnie straciłem przytomność.


VICTOR


-Pospieszcie się! Ruchy! - krzyczałem niosąc nieprzytomnego Dolce.

Próbowałem wstrzymać emocje, gdy widziałem chłopaka. Był strasznie chudy. Na każdym skrawku ciała miał rany. Jego wzrok był zamglony, nie obecny. 

-Co oni z tobą zrobili Dolce?- spytałem.

-Vernese! Ida psy Revesse! -krzyknął Ash prowadzący ucieczkę.

-Spróbuj ich spowolnić. Ja wyprowadzę razem z Maro, Ruke.

-Tak jest!

Chłopak odbiegł wraz z paroma innymi osobami. Ja z resztą ludzi biegłem krętymi korytarzami do wyjścia. Napotkane postacie zabijaliśmy. Nie było czasu na zastanowienie się czy postępujemy dobrze. Najważniejsze było teraz wyciągnięcie stąd chłopaka.

*

Gdy byliśmy już daleko od kryjówki Rervesse rozejrzałem się.

-Wszyscy są? 

-Tak. Paru rannych.

-Zatrzymamy się dopiero w bezpiecznej kryjówce. Tam wszystkich opatrzymy i odpoczniemy, a następnie. Wracamy do Fiammy. -zadecydowałem po chwili namysłu -Przy dobrych wiatrach podróż zajmie nam pięć góra sześć dni.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*

Wczoraj wróciliśmy. Wszyscy albo raczej większość odetchnęła z ulgą. Ja za to martwiłem się o Sive. Chłopak wyglądał jak trup, do nikogo się nie odzywał, unikał jakiegokolwiek kontaktu cielesnego i wydawał się jakiś zgaszony. Gdy wróciliśmy niezauważony przez nikogo zamknął się w swoim pokoju i nikogo nie wpuszczał. Boje się, że to co oni mu zrobili na tym odludziu, złamało go.

Dzisiaj przypadł mi ten zaszczyt poinformowania Hisy o znalezieniu Sive.
Białowłosy już parę dni wcześniej z odpowiednią ochroną wrócił do pałacu.
Wspiąłem się po kamiennych schodach, a następnie szybkim krokiem przeszedłem korytarz. Po zapukaniu do odpowiednich drzwi wszedłem do sypialni Alahis'a. Chłopak w dziwnej pozycji leżał na fotelu z książką na brzuchu i znudzoną miną. Gdy usłyszał moje wejście spojrzał na mnie. A w jego oczach zabłysła nadzieja.

-Znaleźliśmy go -powiedziałem powoli.

ALAHIS


Ogromne ilości mieszanych emocji uderzyły we mnie. Nie wiedziałem czy mam zacząć płakać czy się śmiać. Zerwałem się z fotela natychmiast lekko krzywiąc się na ból w klatce.

-Co z nim? Gdzie był? Jak się czuje? Mogę jechać do niego? - zacząłem pytać się szatyna. Ten skrzywił się ledwo zauważalnie.

-Możesz pojechać, ale nie wiem co ci to da. Zamknął się w swoim pokoju i nikogo nie wpuszcza od wczoraj...

-Jaki jest jego stan? - w myślach układały mi się już najczarniejsze scenariusze. Mina Victora tylko mnie w nich utwierdziła.

-Wychudzony. Liczne rany na ciele. No i nie wiadomo jak to wszystko wpłynęło na jego psychikę. On jest wrakiem samego siebie. Maro dzięki połączeniu przez kryształ dzieli z nim jego odczucia, ale za pierwszym razem jak odzyskali swoją więź on...chyba zobaczył co się działo, bo rozwalił połowę polany, na której byliśmy.

-Zabiliście tego skurwiela? - spytałem zaczynając czuć ogromną złość, przez to co zrobili Siv'owi.

-Tchórzy zdążył uciec -warknął szatyn z furią w oczach.

-Więc ja go znajdę - warknąłem i zacząłem przeszukiwać swoje dzienniki.

-Tylko nie zatrać się w zemście. Sive twierdził, że głupotą jest robić coś ze względu na emocje -ostatnie słowa były prawie szeptem. Chłopak potrząsnął głową i ruszył do wyjścia. -Wracam. Może jednak wyjdzie ze swojego pokoju...

-Przyjadę tam pod wieczór - mruknąłem pod nosem cicho, lecz tak by chłopak słyszał.

-------------------
*<wł.>Książę Alahis Eraryk Farnese. Następca tronu Fiammy i przyszły jej władca.
Ja biskup Meurycy, przez nadane mi prawa, daję ci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy