Obudziły mnie jakieś krzyki. Otworzyłem oczy i wciąż lekko zaspany rozejrzałem się po pokoju lecz oprócz mnie i wilczka nikogo nie było. Krzyki powtórzyły się. Dochodziły one zza okna. Spojrzałem na zegarek i jęknąłem na widok tak wczesnej godziny.
Zwlokłem się z ociągnieniem i ruszyłem do łazienki.
Gdy ubrany wyszedłem od strony małego podwórza ujrzałem gromadę zmęczonej młodzieży. I Victor'a, który stał do mnie tyłem. Wytworzyłem w dłoni dużą śnieżkę i używając całej swojej siły rzuciłem w szatyna.
-Witajcie słoneczka! -krzyknąłem i uśmiechnąłem się widząc jak Tori obraca się akurat gdy śnieżka była już przy nim. -Prosto do celu! -wykrzyknąłem i odtańczyłem mały taniec zwycięstwa.
-Bo zaraz do nich dołączysz! - krzyknął. -No szybko! Jeszcze dwanaście okrążeń!
-Nie masz prawa mnie zmuszać ty neandertalu! -krzyknąłem rzucając się na niego i powalając na ziemie. Wstałem z udawaną gracją i otrzepałem ubranie. Spojrzałem na stojące postacie z uśmiechem -I co? Ja byłem straszny tak?
-Sivuś zabierz mnie stąd...-stęknął Ezra opierając się o mnie.
-Fujka spocony jesteś.
-No co ty nie powiedz... -jęknął zsuwając się na ziemię.
-Robiłeś już sparingi? - spytałem z ciekawością oglądając wyczerpaną grupę młodzieży.
-Yhym - powiedział dumnie. -Najlepiej wypadli z twojej grupy Maro, Alahis i Avie. Z mojej natomiast Luke i Asher.
-Jestem dumnyyyy!
-Alahisowi brakuje jeszcze teorii, Avis sądzę, że po prostu się nie stara...No, a Maro to Maro - powiedział.
-Nie obrażaj moich aniołków. -oznajmiłem rzucając w niego kolejną śnieżką i o dziwo znowu trafiając. -Może nie im, a tobie przyda się trening? Wiesz powinieneś UNIKAĆ tych kulek...
Na minę szatyna schowałem się za próbującym unormować oddech Hiską.
-Nie jestem tarczą potworku - powiedział uśmiechając się. Przyssałem się delikatnie do jego skóry na karku. Oplatając jego brzuch ramionami i dłonie wsuwając delikatnie pod jego koszulkę. Przejechałem językiem po słonej od potu skórze.
-Nie jestem potworkiem -mruknąłem mu do ucha.
-Tak, tak...Wcale mnie teraz nie obmacujesz przed grupą wykończonych ludków - zaśmiał się odchylając delikatnie głowę.
-Czyli mam przestać? -zapytałem przygryzając delikatnie skórę na jego karku, a następnie lekko się odsuwając.
-Zwariowałeś?!
-Na twoim punkcie -mruknąłem mu do ucha.
-Sive rozwalasz mi trening -wtrącił się Victor. Spojrzałem na niego.
-To trzeba było mniej wrzeszczeć, a by mnie tu nie było -odparłem.
-Chcę wrócić do naszych prywatnych treningów, a nie z tą bestią!
-Ej! To nie fair! Nie wiedzieliśmy, że go trenujesz! -posłałem im niewinny uśmiech znad ramienia Hisy.
-Nie pytaliście -odparłem i odsunąłem się od białowłosego -Wytrzymaj dzisiaj, bo ja zostałem wciągnięty przez Corin w jakiś spisek rodzinny i muszę stracić swoją męską dumę...
*
-Raz, dwa, trzy, cztery . Raz, dwa...Prawo nie lewo, Sive!-krzyknęła moja siostra, gdy któryś raz z rzędu zrobiłem krok w złą stronę. Westchnąłem.
-Nogi mnie już bolą... -jęknąłem i odwiązałem muszkę, która mnie dusiła od dobrej godziny. -I jeszcze ten strój! Po co mi on?!
-Byś się przyzwyczaił! -warknęła moja siostra. Spojrzałem na nią z mordem w oczach, gdy na nowo zawiązała mi to cholerstwo. Warknąłem na nią.
-Zróbmy jedno. Ty się nie odzywasz teraz i jak każda kobieta pozwalasz się prowadzić! -warknąłem i włączyłem muzykę. Nieco żywsza wersja walca wypełniła salę, a ja ściągnąłem górną część stroju. Podszedłem do dziewczyny i wykonałem szarmancki ukłon.
Gdy już trzymałem jej dłoń i obejmowałem w tali wykonałem wersję tańca, którą ja znałem. Była ona żywsza i bardziej energiczna oraz wykorzystywałem w niej magie żywiołów. Małe płomyczki i lodowe sopelki krążyły wokół nas dodając tej sytuacji pewnego uroku. Niektóre ruchy jednak sobie podarowałem.
Okręciłem Corin wokół jej osi i z lekkim odchyleniem jej ciała zakończyłem taniec.
Usłyszałem brawa przez co o mało nie upuściłem siostry.
ALAHIS
-Brawoo! Ale wiesz...Przydała by ci się lepsza nauczycielka - zaśmiałem się patrząc na leciutko zaczerwienionego fioletowowłosego.
-Uważasz, że źle go uczę?! - oburzyła się niebieskooka.
-Skądże, ale twierdzę, że lepiej byś go uczyła gdyby był dziewczyną. Próbujesz go uczyć, tak jak ty to postrzegasz, przez co on by wyuczył się złych gestów - wyjaśniłem.
-Skoro jesteś taki mądry to sam go naucz. Zrobię co chcesz, jeśli go nauczysz do kolacji - mruknęła podchodząc do mnie.
-Dobra. Czyli dwie i pół godziny. Aż za dużo czasu.
-Emm nie byłabym taka pewna - powiedziała i wyszła ze zwycięskim uśmiechem.
Podszedłem do chłopaka zdejmując mu pierw muszkę.
-Nie pasuję ci ona.
Dotknąłem jego policzka i delikatnie pocałowałem go. Sive odwzajemnił to dając dłonie na mój kark.
-Dłonie na talie - mruknąłem gdy odsunęliśmy się delikatnie od siebie. Chłopak z prowokacyjnym uśmiechem zjechał powoli dłońmi na moje biodra.
-Co dalej?
-Krok w twoje lewo, w przód i w prawo. Coś w stylu okręgu - powiedziałem. -Taki będzie początek.
*
-Nigdy więcej braterskich przysług -wyjęczał po dwóch godzinach. Taniec miał opanowany, ale tyle co się naklął i ponarzekał zanim załapał...
Teraz z niewiadomej mi przyczyny ściągał koszulę.
-Można wiedzieć co robisz? -zapytałem wpatrując się w jego jasną skórę.
-Zdejmuję to niewygodne, drapiące ubranie. Ot co! -wytłumaczył. Podszedłem do niego i zacząłem błądzić dłońmi po jego ciele przy okazji łącząc nasze usta. Przygryzłem jego dolną wargę i delikatnie skierowałem usta na jego kość policzkową, żuchwę i obojczyk, gdzie zrobiłem mu malinkę. Niebieskooki jęknął cicho.
-Nie chcę, ale muszę to powiedzieć...-oznajmił z niechęcią -Musimy za parę minut stawić się na kolacji.
-Mamy dziesięć minut mon cher - odpowiedziałem wracając do jego ciała.
Chłodne ręce fioletowowłosego jednak odsunęły mnie na małą odległość.
-Hisa...
-Dobłłłaaa... - mruknąłem lekko zły i naburmuszony poprawiłem włosy i wyszedłem z sali. Za mną wyszedł Sive, który miał już na sobie górę stroju.
-Wiesz potem mamy całą noc przed sobą -usłyszałem jego głos koło ucha gdy byliśmy już przy drzwiach kuchni.
Blondynka z Toxic Mask zaczęła chichotać pod nosem i spojrzała się na nas.
-Zumi! Nie podsłuchuj! - oburzył się Sive.
-Co ja poradzę, że nie umiem tego kontrolować...lub tego nie chcę kontrolować. Co za różnica- wzruszyła ramionami zeskakując z blatu wyspy kuchennej.
SIVE
Wpatrywałem się w siostrę z nadzieją, że żartuje.
-Wy sobie ze mnie kpicie...Trzy dniowy wyjazd jeszcze zniosę. Niewygodne ubranie, okej. Ale za nic nie dam ujawnić wam, że na nazwisko mam Crispo.
-Ale...
-Cor pragnę ci przypomnieć, że niektórzy widzieli moją twarz jakimś cudem, a informacja o wysoko postawionych bliskich będzie jak zaproszenie do szantażu bądź od razu masowego mordu. Tego chcecie?
-Przecież nic nam nie będzie. Jeszcze potrafię się bronić - oburzyła się dziewczyna. -Nie powinieneś wypierać się własnego nazwiska...
Położyłem głowę na stole. Dziewczyna nie rozumiała, że tu nie chodziło o moją osobistą niechęć, a o niepokój o nich. Nie chciałem by ktoś niepotrzebnie cierpiał. Szczególnie jak patrzyłem na tą małą niebieskooką istotę.
-To nie o to chodzi. Zrozummm -mruknąłem z westchnięciem podpierając głowę o dłoń i dźgając swoją sałatkę.
-Wiem, że się o nas martwisz. Lecz nie potrzebnie. Naprawdę nie jestem taka słaba, na jaką wyglądam braciszku. Ojciec także nie dał by się tknąć.
-Ale... No oni się będą na mnie gapić jak na jakiś dziwny okaz w zoo -powiedziałem niezadowolony kładąc głowę na udach Hisy.
-Nie powiem jak to teraz wygląda Siv -usłyszałem głos Corin. Uświadomiwszy sobie o czym ona może mówić podniosłem szybko głowę przy okazji uderzając nią o stół. Moją twarz pokrył lekki rumieniec.
-Ty zboczeńcu! -krzyknąłem, a widząc miny wszystkich poprawiłem się -O mój Boże o czym wy myślicie przy stole...
Wstałem czując się zażenowany tą sytuacją.
-Zdecydowanie nie o tym o czym się myśli przy kolacji - powiedział Vic, który siedział zaraz obok mnie.
-Szczególnie gdy to ty coś robisz dziwnego... - dopowiedziała Avis. -Zresztą. Ty nigdy nie byłeś normalny.
-Czuję się urażony, więc do końca roku macie treningi z Victor'em, może potem będziecie mnie bardziej doceniać. A teraz stwierdzam, że mam was dość. -odparłem i ruszyłem do wyjścia.
-NIEEEE...Odpowiedzialność grupowa jest beznadziejnaaa... - jęknął białowłosy. Odwróciłem się do niego z uśmiechem.
-Ty nie. Chętnie spędzę z tobą czas na prywatnych treningach -puściłem mu oczko i wyszedłem.
-BIJACZ!!! - usłyszałem jeszcze jego wesoły krzyk.
Pokręciłem głową rozbawiony. W swoim pokoju ściągnąłem wreszcie te niewygodne ubranie i ruszyłem do łazienki. Po długiej kąpieli w samych bokserkach położyłem się na łóżku. Obok mnie położył się Fumo. Chwilę później zapadłem w sen.
ALAHIS
Gdy tylko kolacja się skończyła, każdy ruszył w sobie znaną stronę. Gdy cicho wszedłem do pokoju Siv'a, zauważyłem chłopaka śpiącego razem z wilkiem. Ciekawe gdzie moja wilczyca się włóczy. Biorąc jeszcze ze swojego pokoju bokserki poszedłem się wykąpać. Długaaaa cieplutkaa kąpiell. Rozluźniłem spięte mięśnie po całym dniu oraz treningu. Grupa Victor'a lepiej od naszej ze sobą współpracowała.
Owinięty w cieplutki ręczniczek wyszedłem z wanny i wysuszyłem się zostawiając jedynie lekko wilgotne włosy. Położyłem się do swojego łóżeczka i owijając się cały kołderką zasnąłem.
*
Następne parę dni minęło w leniwej rutynie. Do południa przebywałem na dworze, a następnie spotykałem się na treningu z Sive. Potem odpoczynek i lekki obiad. Resztę dnia spędzałem z Sempre i Toxic Mask. Wieczorem albo wracałem do pałacu, albo zostawałem na noc.
Niestety fioletowowłosy wraz z Corin wyjechał i miał wrócić dopiero za półtorej tygodnia, co by wypadało parę dni przed koronacją.
Dołączyłem znowu do wspólnych treningów.
-Synu...? - do mojej komnaty weszła matka w pięknej złotej sukni.
Zamknąłem wszystkie akta które przeglądałem i podszedłem do niej.
-Tak? - spytałem.
Kobieta była dziś niezwykle spięta. Gdy oceniłem ją wzrokiem na szybko, nie była ubrana jak zwykle. Była wręcz wystrojona. Coś tu się święci.
-Dostaliśmy zaproszenie od rodu de Clare. chciałabym byś z nami jechał by poznać swoją narzeczoną.
-Co? Jak to? - zdziwiony spojrzałem w ciemno granatowe oczy matki.
-Córka Lorda de Clare. Jest twoją narzeczoną. Ma tu przybyć dopiero po koronacji, ale nie zaszkodzi byście się lepiej poznali już wcześniej - powiedziała unikając jednak kontaktu wzrokowego. -O trzeciej wyruszamy. Anna przyjdzie pomóc ci się wyszykować.
*
Weszliśmy do ogromnej posiadłości. Wszystko było idealnie czyste, śnieżnobiałe, co mnie aż przerażało.
Ściągnąłem płaszcz i z zaproszeniem Lorda de Clare weszliśmy do dużego salonu z kominkiem. Na skórzanej kanapie siedziały dwie osoby. Dziewczyna o długich czarnych włosach z jaśniejszymi końcówkami ubrana w czarno-białą suknię i kobieta o kasztanowych włosach w srebrnej sukni.
Elegancko przywitałem się z kobietami i usiadłem razem z matką i ojcem na przeciwko nich.
-Nicolasie, nie spodziewałem się twojego zaproszenia tak wcześnie. Czy coś się stało? - zaczął mój ojciec.
-Och! Gdzieżby! Nie chciałem cię martwić Ottavio!
Tak zaczęła się spokojna rozmowa między naszymi ojcami. Matka udała się razem z kobietą na bok pijąc herbatę, a ja nie wiedząc czy zacząć rozmowę z dziewczyną czy uciec milczałem. W końcu szatynka zebrała w sobie odwagę i poprosiła mnie o wspólny spacer.
<DA DA DA DAMMMM!>
Szliśmy ścieżką między krzakami róż w krępującej ciszy.
Kątem oka przyglądałem się dziewczynie. Była ładna lecz to i tak nie miało sensu. Nie chciałem jej.
Obejrzałem się przez ramię na dwórkę, która towarzyszyła nam od samego początku jakbyśmy nie wiadomo co planowali.
Wreszcie zatrzymaliśmy się przy pięknej fontannie z białego kamienia.
-Więc, Elizabeth. Masz jakieś zainteresowania? - spytałem całkiem nie przejmując się spiętą dziewczyną.
-Tak... - przełknęła ślinę. -Gram na skrzypcach i fortepianie. Maluję także i lubię czytać różne książki.
-Jakie na przykład?
-Historyczne. Także o roślinach. Kocham kwiaty - szatynka coraz bardziej się rozluźniała, co uznałem za dobry znak. -A twoje zainteresowania?
Strzelanie, zabijanie, spędzanie czasu z Sivką...
-Czytam dużo. Lubię także trenować różne walki oraz jeździć konno. Kiedyś jeszcze rysowałem - odpowiedziałem.
-Podobni jesteśmy...
Wątpię.
-Elizabeth. Robi się już ciemno. Może wrócimy do środka? - spytałem wstając i podając dłoń szatynce.
*
Gdy wróciliśmy do salonu rodzice już na nas czekali. Ojcowie wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
-Miło spędziliście czas? -zapytał ojciec Elizabeth.
Więcej ja powiedziałem niż ona. Było beznadziejnie. Chcę do Sempreee...
-Oczywiście ojcze - odpowiedziała szatynka.
-To dobrze! - uśmiechnął się i objął mnie w ramionach. -Rozchmurz się Alahisie.
-Nie przypominam sobie byśmy przeszli na "ty" Lordzie de Clare - powiedziałem odsuwając się. Widziałem złowróżebny błysk w oczach ojca.
-Alahisie zachowuj się -syknął. Skrzywiłem się.
-Oh ta dzisiejsza młodzież -wtrącił się wyraźnie rozbawiony Nicolas. Miałem ochotę prychnąć na te słowa. -Zostaniecie na noc może?
Nie! Ja nie chce... Ratunkuuu
-Oczywiście. Późno już, a droga jest długa - odpowiedział Ottavio, a ja zacisnąłem pięści.
Kobiety odeszły razem z Nicolasem i Elizabeth, a stałem nadal zły z ojcem.
-Nie zostaje tu. Nie mam takiego zamiaru - powiedziałem.
Poczułem uderzenie w policzek, przez które się zachwiałem. Dotknąłem miejsca które mnie niesamowicie piekło. Spokojnie Hisa. Spokojnie.
-Nie masz nic do powiedzenia szczeniaku - warknął i odszedł.
Prychnąłem na co prawie oberwałem drugi raz. W ostatniej chwili złapałem go dłoń.
-Jeszcze raz, a moja koronacja okaże się datą twojej śmierci - powiedziałem patrząc mu w oczy. Furia w nich była niesamowita.
-Nie będziesz mi mówił co mam robić. I nie groź mi bo sam nie przetrwasz do tego dnia -warknął wychodząc.
-To się okaże.
Biorąc pelerynę wyszedłem z posiadłości. Wziąłem konia ze stajni i ruszyłem na nim do Sempre.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz