poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 15

SIVE

Wreszcie koniec. Wyszedłem wraz z Mahiro z dużego, aczkolwiek starego domu. Ruszyliśmy kamienną ścieżką w stronę czekających na nas koni. Analizowałem usłyszane wiadomości i informację. Ród Gremour miał niezwykły talent w każdym pokoleniu. Nie jednokrotnie im pomogłem dlatego zawsze w razie niepewności czy gdy czegoś potrzebowałem przychodziłem do nich. Pomagało też to, że kiedyś trenowałem ich syna w strzelectwie. 
Była to ciekawa rodzinka. Po pierwsze każdy z nich miał mieszane moce, ale nie tak jak ja. Oni mogli korzystać z dwóch, trzech żywiołów. Po drugie zdarzały się talenty w lecznictwie, zielarstwie, wróżeniu i innych umiejętnościach, które zanikały w innych rodach, a w tym były chlubą.

-Cóż...była to edukująca wizyta. -mruknął Mahiro. 

-Nie wiem jak ty, ale mi podobała się wróżba byś nie zakochiwał się w kobietach -odpowiedziałem. Pogładziłem Astre i dosiadłem ją. Ruszyliśmy galopem z powrotem. 

-Gdyby chociaż podała powód! A nie mi trąbiła, że mam się nie zakochiwać... - powiedział doganiając mnie na swoim karym ogierze.

-Wtedy to nie było by takie zabawne. I jeszcze twoja mina...-zacząłem się śmiać. 

-Miło, że moje nieszczęście poprawia twój humor.

*

Gdy dojechaliśmy do domu robiło się już jasno. Przeklinałem, że musiałem tyle jechać by się czegoś dowiedzieć, ale cóż. Ziewając otworzyłem drzwi. Mrucząc o kawie i śnie ruszyłem do salonu.
 Położyłem się na jednej z kanap i wtulając twarz w poduszkę skuliłem się z myślą o odpoczynku. Poczułem na sobie ciężkie ciało wilka. Spod przymrużonych powiek spojrzałem na swoje nogi. Fuma już tam spał. 

-Ciężki jesteś wilczku - odparłem i pogłaskałem go zasypiając.




Srebrzyste ostrze błyszczało złowrogo w czerwono-pomarańczowych płomieniach. 
Widziałem szaleńczy błysk w brązowych oczach, gdy z uśmiechem szaleńca podszedł do mnie.

-Zacznijmy od czegoś prostego. Jakie masz dokładnie zdolności? -zapytał. Zacisnąłem szczęki i spojrzałem na niego jednym z moich zabójczych spojrzeń. Milczałem. Gdy do mężczyzny dotarło, że nic nie powiem, przybliżył rozgrzane ostrze do mojej skóry. -Ostatnia szansa...

-Potrafię zwyzywać idiotę w pięciu językach -odparłem z kpiącym uśmiechem. Ma dotychczas spokojne oblicze mężczyzny wpłynął wściekły grymas. 

-Skoro tak ci humor dopisuje to zobaczymy czy to też będzie cię bawić -warknął wbijając nóż w moje odsłonięte ramię. 

Okropny, palący ból, który rozrywał od środka. 
Moje usta opuścił agonalny krzyk...
 
Otworzyłem oczy czując potrząsające mną ramiona. Spojrzałem ze łzami w oczach na pochylającego się nade mną Hisę. Trzęsąc się na całym ciele przyciągnąłem o do siebie. Łzy spływały po moich policzkach, a ciałem wstrząsał szloch.

ALAHIS 


Obudziłem się dziś jeszcze wcześniej niż zwykle. Odpuściłem sobie trening, więc ubrany wyszedłem do stajni. Requem wesoło parsknęła i kopnęła w bramkę od boksu. Podszedłem do niej i głaszcząc po pysku otworzyłem metalową bramkę.  Podszedłem po jej uzda oraz siodło z czaprakiem. Osiodłaną klacz wyprowadziłem ze stajni i wsiadając na nią pognałem do Sempre.
Gdy wszedłem do domu usłyszałem cichy szloch i bardzo gęstą energię fioletowowłosego, która dobiegała z salonu. Wchodząc tam zauważyłem skulonego chłopaka, któremu śniło się coś okropnego. Jego policzka były już całe pokryte łzami, a szloch wypełniał rozpaczą moje serce.
Dotknąłem delikatnie chłopaka by się obudził. Gdy tylko otworzył oczy i mnie przytulił myślałem, że dostanę zawału. Od razu odgoniłem od siebie dziwne myśli i odwzajemniłem uścisk. Delikatnie gładziłem jedną rękę jego włosy, a drugą plecy.

-Spokojnie. Jestem - wyszeptałem, na co Sive delikatnie się uspokoił. -Zawszę będę...Obiecuję.

Chłopak powoli się rozluźniał. I po jakimś czasie po prostu się do mnie przytulał. Czułem jego ciepły oddech na szyi. Dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo mi tego brakowało.

-Dziękuje -usłyszałem lekko schrypnięty głos Siv'a.

-Pas du tout, mon cher* - powiedziałem i trwałem w tym uścisku do puki chłopak odsunął się. Otarł policzki i  spojrzał na mnie tymi pochmurnymi oczami. Na jego ustach zobaczyłem lekki, niepewny uśmiech.

-Brakowało mi tego... W tamtym miejscu najbardziej bałem się, że cię więcej nie zobaczę -szepnął.

-Przepraszam, że na to wszystko pozwoliłem. Powinienem już wcześniej się domyślić, a nie gdy zostałem poinformowany tydzień później. Gdyby nie ta rana i mój stan to by cię sam znalazł, ale Marshall wtedy kazał mi nie wychodzić w ogóle z łóżka - powiedziałem, a w oczach także pojawiły mi się małe łzy. Przepraszam...

-Ej, nie waż się obwiniać -usłyszałem jego całkiem poważny głos. -Popełniłem błąd. Moją winą jest to co się stało. Marshall wiedział, że wolałbym byś był bezpieczny i zdrowy niż w stanie w jakim byłeś ruszył byś na poszukiwania. Ja...Tak musiało być. -jego dłonie ujęły moją twarz tak bym spojrzał mu w oczy -Nie możesz się obwiniać mon amour. -pochylił się i lekko złączył nasze usta. Było to zaledwie muśnięcie, choć wywołało tyle wspomnień. Tych szczęśliwych jak i smutnych.

-Kocham cię - te dwa słowa cisnęły się na mój język już od bardzo dawna. -Bałem się, że cię stracę. Bałem się, że ci tego po prostu nie powiem.

Jego oczy rozszerzyły się po moich słowach. Między nami zapanowała cisza. Obawiałem się trochę jego reakcji. Szczególnie, że jego oczy znowu się zaszkliły.

-Miałem dużo czasu na przemyślenie tego i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że ja ciebie też Hisa. 

Pocałowałem go delikatnie i wziąłem na ręce. Wszedłem do kuchni, w której jak na razie nikogo nie było.

-Kawkę i kanapki? - zaproponowałem. Chłopak pokiwał głową. Zabrałem się za przygotowywanie.
Postawiłem przed nim kubek, a następnie talerz pełen kanapek. Usiadłem koło niego chcąc chłonąc całym sobą jego kruchą osobę.

(dopiiiiszzzz)

-BIERZCIE TEGO POWALONEGO CZŁOWIEKA!!! - ryknął niebieskowłosy trzaskając drzwiami głównymi.

-Co się tak drzesz Uranie?- wyjrzałem zza ścianki od kuchni.

Gdy tylko zobaczyłem niebieskowłosego z uczepionym do nogi  brunetem zacząłem się śmiać się bez opamiętania.

-Byś pomógł! A nie śmiejesz się wariacie!

-Em...tak,tak...- dalej się śmiejąc odczepiłem psycho-fanke od nogi niebieskowłosego.

-Cześć książę! -zaszczebiotał brunet,

-Co ty tu robisz napalona fanko?- spytałem odwracając go w swoja stronę.

-No chciałemm spotacc Rukeee!! -obejrzałem się na granatowowłosego, który pijąc kawę spoglądał na nas. Brunet również na niego spojrzał i rzucił się w jego stronę. Patrzyłem jak w oczach Sive błyska coś bliskiego przerażeniu, a następnie zwinnie zeskakuje ze stołka i unika uścisku nieznajomego, a następnie wyciąga zza pasa pistolet i celuje do do bruneta.

-Pierwszy raz chyba pochwalam jego zachowanie, a jak strzeli to chyba mu podziękuję -mruknął Asher.



-Yhym...Zdecydowanie. -przytaknąłem,ale gdy brunet schował się za mną spiąłem się.

Jego ręce jakimś sposobem znalazły się na moich biodrach przez co oberwał ode mnie z łokcia w nos.

-Łapy precz fanko. 

-Kim ty do diabła jesteś?! -warknął Ruka z przerażającym chłodem w oczach. Jednak po bliższym przyjrzeniu się zauważyłem lekkie drżenie jego ciała. 

-Antoni Revesse.

Jedyny w pomieszczeniu byl wesoly.

-Kpisz sobie ze mnie?!- warkanlem wypychajac go przed siebie. Właśnie wtedy nastąpił strzał. Brunet wydał z siebie krzyk i złapał się za krwawiący bok. Spojrzałem na Sive, który przymierzał się chyba do następnego strzału, który został udaremniony przez Maro, który pojawił się wraz z Marshall'em i Mahiro w pomieszczeniu. 

-Siv wiem co czujesz...-szepnął i to chyba był błąd. Chłopak mu się wyrwał i spojrzał na niego ze złością.

-Gówno wiesz! Łamano ci kiedyś kości?! Sprawiano, że wyłeś z bezsilności?! Do kurwy nędzy zostałem zerżnięty jak tania dziwka! Chciałem umrzeć rozumiesz to?! NIE MASZ KURWA POJĘCIA CO CZUJĘ! -w pomieszczeniu zapadła śmiertelna cisza. Każdy wpatrywał się w trzęsącego się chłopaka, który otarł szybkim ruchem łzy, które wydostały się spod zamkniętych powiek. 

-Siv...-szepnąłem chcąc zbliżyć się w jakikolwiek sposób. -Jestem...spokojnie

Wielkie oczy koloru burzy spojrzały na mnie. Pierwszy raz widziałem w nich tyle emocji, których chłopak nie ukrywał. 
Objąłem go niepewnie, a on kolejny raz tego dnia wtulił się we mnie jakbym był jego ratunkiem. Ochroną przed tym wszystkim. 

-N-nie mogłem was zdradzić... -mamrotał pod nosem łamiącym się głosem.

-Dziekuje- szepnalem i razem z burzowookim ruszylem do jego pokoju.

Przyda mu sie chwila spokoju. Szczegolnie ze Marshall zaczal sie zajmowac tym psycholem.

*

Leżeliśmy na jego łóżku, gdzie nie zabrakło też wilczego rodzeństwa. 
Cieszyłem się z bliskości na jaką wreszcie pozwolił nam Sive, choć domyślałem się, że nie było to dla niego łatwe.  

-Przepraszam. Nie miałeś się o tym dowiedzieć -szepnął podnosząc lekko głowę i wpatrując się we mnie. 

-Przestań. Stało się i nie żałuj tego. Te potwory nie miały prawa ci tego robić. To oni powinni tak cierpieć. -zobaczyłem pewien błysk w jego oczach.


-Nie skrzywdzisz mnie? -zapytał siadając na mnie okrakiem.
-Nigdy bym cie nie skrzywdził! -granatowowłosy pokiwał głową z lekkim uśmiechem i ściągnął koszulkę. Zobaczyłem blade blizny zdobiące jego ciało. Lecz zanim zdążyłem coś powiedzieć chłopak pochylił się i delikatnie mnie pocałował.

Zlapalem go w pasie i zmienilem nasza pozycje. Wpilem sie w jego usta toczac namietna bitwe. 

-Wiesz, ze to nie zmieni tego co sie stalo? - spytalem upewniajac sie skad ta nagla zmiana w zachowywaniu sie chlopaka.

-Wiem, ale nie chcę pamiętać jego dotyku -powiedział z grymasem obrzydzenia. -Obawiam się, ale...ty mnie nie skrzywdzisz.

Nic już nie mówiąc delikatnie zjeżdżałem ustami po jego ciele. Próbowałem to jakoś przeciągnąć. Obawiałem się, że chłopak nie jest gotowy. Przecież jeszcze niedawno Sive wzdrygał się na najmniejszy dotyk, a teraz? Dotarłem pocałunkami do jego bioder, resztę drogi przerwały mi spodnie fioletowowłosego.

-Hisa...nie przeciągaj tego...proszę - jęknął przeciągle.

Cicho westchnąłem i ściągnąłem z chłopaka spodnie razem z bokserkami. Ustami wróciłem do jego twarzy by w jakikolwiek sposób odsunąć jego myśli. Całując go włożyłem delikatnie w niego jeden palec. Sive od razu spiął się. Spojrzałem się w jego oczy.

-Nie musimy tego robić - powiedziałem miękko.

-Nie. Ja...chcę - powiedział i przyciągnął moją twarz swoimi dłońmi.

Zacząłem poruszać palcem rozciągając wnętrze fioletowowłosego.  Po chwili chłopak  już stał się rozluźniony włożyłem kolejny i kolejny. Gdy tylko był dobrze rozciągnięty powoli wszedłem w niego. Lekkie skrzywienie na twarzy granatowowłosego sprawiło, że się na chwilę zatrzymałem i złączyłem nasze wargi chcąc go jakoś rozkojarzyć. Powolne pchnięcia delikatnie przyspieszane. Słyszałem doskonale jęki Ruki i jego przyspieszony oddech, który łączył się z moim.

Chłopak wyginając się w łuk osiągając spełnienie. Po wykonaniu jeszcze kilku szybszych pchnięć z głośnym jękiem osiągnąłem orgazm. Pocałowałem Sive opuszczając jego wnętrze i kładąc się obok niego. Leżałem z przymkniętymi oczami normując swój przyśpieszony oddech.
Czułem ciepłe ciało obok siebie i byłem szczęśliwy. Wszystko zmierzało w lepszym kierunku.

-Kocham cię -usłyszałem cichy szept chłopaka.

-Ja ciebie też mon cher - powiedziałem cichutko.

-Ukrył się w Rocci. Na w komodzie masz dokładniejsze dokumenty -mruknął.

Fioletowowłosy wtulony we mnie zasnął. Ja tylko leżałem gładząc go po włoskach. Przykryłem go powolutku kocem i wstałem z łóżka. Moje miejsce zastąpił od razu Fumo, który został przytulony przez chłopaka. Poszedłem się wykąpać i przebrać. Ubrałem się cały na czarno. Do pasa umocowałem sztylety i broń. Na plecy zawiesiłem snajperkę i czarną chustę na twarz. Wszedłem do salonu.  Gdy zobaczyłem leżącego na kanapie syna Revesse myślałem, że go tam rozszarpię. Gdy tylko podszedłem do niego chłopak spojrzał na mnie. W jego oczach widziałem strach. Wycelowałem w niego pistolet.

-Zostaw go Hisa - usłyszałem zza pleców głos Marshalla.

-On nie powinien żyć. - warknąłem.

-Jego ojciec. Nie on. - powiedział i powoli podszedł do mnie. -Hisa, zemsta nic ci nie da.

-Dużo mi da. I ją dokonam. Czy dziś, czy za parę lat. Co za różnica. Ważne by on cierpiał tak jak Ruka - powiedziałem patrząc się na coraz większe przerażenie w brązowych oczach.

-Hisa...

-Wrócę późno. Sive śpi - powiedziałem i wyszedłem z domu.

SIVE

Jak się obudziłem w pokoju nie było białowłosego. Westchnąłem i wstałem. Po długiej kąpieli ubrałem się, po wzięciu pewnych dokumentów z Fumo przy oboku wyszedłem. Zszedłem na dół do kuchni gdzie z racji późnej pory nie było nikogo. Usiadłem na blacie machając nogami w powietrzu.
Gdy woda na herbatę już była gotowa zeskoczyłem.

Skreśliłem po raz kolejny osobę z listy. A do następnych dwóch dopisałem szybką notatkę. Z uśmiechem satysfakcji upiłem łyk zimnej już herbaty.

-Przepraszam...-usłyszałem od strony wejścia do kuchni. Podniosłem głowę i zobaczyłem bladego bruneta. Te rysy twarzy, które wydawały się takie znajome... Przymknąłem oczy.

-Czego chcesz?

-Przeprosić za to co się stało z winy mojego ojca -powiedział cicho chłopak. Spojrzałem na niego zdumiony. Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem.

-Nie odpowiadasz za jego czyny -stwierdziłem wreszcie -Trochę mnie poniosło rano.

-Zasłużyłem... -mruknął siadając naprzeciwko mnie.

Po jakiejś godzinie udało nam się w miarę normalnie porozmawiać. Dzięki niemu udało mi się nawet dokończyć wykreślankę z listy i potwierdzić swoje przypuszczenia.

ALAHIS

Po paru godzinach szybkiego galopu zatrzymałem się przy bogatym domu w którym ukrywał się Revesse. Po krótkim zapoznaniu się z zabezpieczeniami ruszyłem. Po drodze musiałem zabić paru strażników. Najwidoczniej Revesse nie spodziewał się gości.

Mężczyznę zastałem w bogato umeblowanym salonie. Na mój widok wydawał się zaskoczony.

-Książę? Co tu robisz?

-Przechodziłem obok - powiedziałem.

Wbiłem mu sztylet w brzuch tak by zadać jak najwięcej bólu i by wykrwawianie trwało jak najdłużej. Gdy Revess próbował uciec kopnąłem go tak, zę upadł i przeturlał się po podłodze.

-O nie mój drogi. Nie uciekniesz mi tak łatwo. Za nim umrzesz będziesz cierpieć. Zobaczysz na co skazujesz innych -zobaczysz jak cierpiał Siv.

-Kim ty jesteś?!

-Nie poznajesz? Twoim księciem i przyszłym władcą - zaśmiałem się. -Już druga osoba nie wierzy mi. Smutne.

Wcisnąłem mu w usta kawałek jego koszuli i posadziłem na krześle. Robiłem nacięcia na jego skórze by następnie wytworzyć na nich małe płomyki. Mężczyzna szarpał się i wył w materiał. Po jego policzkach płynęły łzy. W wyniku moich zabiegów dość szybko zemdlał. Uderzyłem go w twarz nie chcąc by przegapił dalszą zabawę. Załzawione oczy powoli się otworzyły.

-Podoba się? - spytałem się go szepcząc mu do ucha.

Zaczął kręcić głową i wyrywać się. Na dłoni pojawił mi się ognisty wężyk. Wysłałem w stronę mężczyzny uśmiech, a ten zaczął jeszcze bardziej się wyrywać. Wciągnąłem mu materiał z ust i podsunąłem pod twarz dłoń z wężem.

-Mój przyjaciel chętnie by się z tobą pobawił  - powiedziałem. -Jego jad powoduje podwyższenie się temperatury krwi do wrzenia. 

-Nie...Proszę - wychrapiał.

-Posłuchałbym, ale ty go nie słuchałeś. Nie przestawałeś. 

-O kim ty mówisz?

-Mówi ci coś...Ruka- szepnąłem i położyłem mu na kolanach węża. -Najmniejszy ruch i waz ugryzie.

Mężczyzna przerażony patrzał na ognistego węża, który owinął go w pasie. Napawałem się bólem w jego oczach i czystym strachem.
Wąż położył łeb na jego szyi i ukazując długie kły wbił je w gardło mężczyzny. Jego krzyk wypełnił cały dom. Wąż korzystając z okazji wsunął się przez jego otwarte usta potęgując cierpienie mężczyzny.  Patrzyłem na niego z chorą satysfakcją. Jego krzyk słyszałem nawet po opuszczeniu jego domu. 

*

Obudziłem się popołudniu i po ubraniu się w zwykłe ciuchy wyszedłem z pokoju. Ignorując fakt, że nie będzie mnie na obiedzie opuściłem zamek i ruszyłem w stronę kamienicy.

Gdy otworzyłem przywitał mnie lekki harmider. Ruszyłem do salonu i na widok umazanych czekoladą, bitą śmietaną i innymi słodkościami ludzi zacząłem się śmiać jak szalony. Wszyscy spojrzeli na mnie z rządzą mordu.

-Jesteście dzisiaj niezwykle słodcy -powiedziałem próbując opanować śmiech.

-To nie jest śmieszne! -warknęła Avie -Ta trójka nie pozwala od samego rana nikomu wejść do kuchni!

-Trójka? -zapytałem z zainteresowaniem.

-Sive i Corin wpadli ponoć na jakiś genialny plan. Więc zajęli kuchnie i z pomocą Antoniego bronią jej przed każdym.

-JUŻ TAK NIE NARZEKAJCIE! -usłyszałem wrzask Sive. Chwilę potem z kuchni wyszedł umazany karmelem brunet.

-Za chwilę skończą -oznajmił z uśmiechem, ale na mój widok lekko zbladł. Gdy chciał się cofnąć z pomieszczenia wybiegła siostra Sive złorzecząc na chłopaka. Chwilę później pojawił się i on. Na policzku miał ciemną smugę, a w oczach wesołe ogniki, których nie było w nich od tak dawna.

Widząc mnie na jego usta wpłynął uśmiech. Podszedł do mnie i pociągną mnie do jadalni, gdzie na długim stole były wystawione talerze z różnymi smakołykami. Na samym jego środku był duży czekoladowy tort. Otworzyłem lekko usta z wrażenia. Granatowowłosy wziął jedną babeczkę i podsunął mi ją. Ugryzłem kawałek i poczułem na języku płynną czekoladę.

-Możecie albo jeść tak jak jesteście, albo się iść umyć. Szczerze nie myślałem, że będziecie tak czekać pod drzwiami -oznajmił wszystkim.

-Czemu w ogóle wszyscy są tak ubrudzeni czekoladą? - z uśmiechem spojrzałem na nich.

-Bo jak już weszli to rzucałem tym co miałem pod ręką, a jako że robiliśmy same desery... -wyjaśnił chłopak, do którego podeszła siostra i palcem starła z jego policzka smugę czekolady.

-Wyglądają jak małe dzieci w krainie słodyczy -powiedziała z zadowoleniem patrząc na zajadające się już postacie.

-Dobrze, że zachowałem talerz tych babeczek dla siebie -mruknął Sive biorąc ciemną babeczkę z truskawką na wierzchu.

-Jest jakaś okazja, że tyle deserów zrobili? - powiedziałem i wziąłem od Siv'a  babeczkę siadając.

-Mieliśmy ranne natchnienie -odparła białowłosa z uśmiechem.

-Czytaj TE dni. I rano wpadła do kuchni, a że akurat tam byłem to rozkazała mi dać całą czekoladę jaką posiadam. Stwierdziłem, że nie oddam więc zagroziła mi małpa jedna, a następnie stwierdziła, że pomogę jej w pieczeniu -powiedział granatowowłosy. Chwilę później miał na twarzy jedno z ciast.

-To za obrażanie mnie -fuknęła dziewczyna.

Zaśmiałem się i biorąc na talerzyk parę kawałków ciasta poszedłem na taras. Po chwili usłyszałem otwieranie się drzwi i na dwór wszedł Antoni.

-Chcesz coś? - spytałem nie odwracając się.

-Przepraszam.

-Już nie masz za co - odparłem zajadając się czekoladowym ciastem.

-Jak to już?

-Normalnie...Wącha kwiatki od spodu. -nastąpiła cisza, a następnie szybkie kroki. Gdy się odwróciłem zdążyłem zobaczyć tylko plecy chłopaka, a następnie Sive, który poszedł za nim. Granatowowłosy spojrzał z naganą w oczach w moją stronę, a następnie już go nie było w pomieszczeniu.

-Coś źle powiedziałem? - spytałem się sam siebie kończąc kawałek ciasta.

-Zmieniłeś się - spojrzałem przed siebie i zauważyłem Ashera.

-Niby jak?

-Stałeś się bardziej...bezuczuciowy. Nałogowo bierzesz zlecenia. Jesteś bardziej chłodny w stosunku do innych -wymieniał dalej wpatrując się we mnie -I doprowadziłeś młodego chłopaka, który nie miał pojęcia co robi jego ojciec, do płaczu.

-On skrzywdził Siv'a -odparłem obronnie.

-Nie on, a jego ojciec, który najprawdopodobniej już nie żyje -sprostował niebieskowłosy. -I skoro Ruka przeszedł jakoś do porządku dziennego z tym dzieciakiem, to twoje zachowanie jest po prostu głupie Hisa.

Chciałem coś powiedzieć. Zaprzeczyć, ale chłopak nie czekał na moją odpowiedź wrócił do pokoju, gdzie wszyscy w wesołych nastrojach spędzali czas. Pierwszy raz czułem się tak dziwnie, obco. Aż tak bardzo się zmieniłem? Czy Asher ma racje? Powiedziałem dziecku, że jego ojciec nie żyje i to jeszcze w tak nie honorowy sposób...   Chyba pójdę się przejść.                                                      

                                                                                   

SIVE

-Szzz...spokojnie Anti -szeptałem próbując uspokoić nastolatka, który zapłakany wtulał twarz w poduszkę. Siedzieliśmy w jednym z pokoi gościnnych już od jakiegoś czasu.
Brunet ciągle płakał, a jego smutek wypełniał pomieszczenie.
Zastanawiałem się czemu Hisa zachował się w taki sposób. To nie było do niego podobne. Ale właściwie...Wszyscy jakoś się zmieniliśmy w ostatnich tygodniach. Pytanie tylko czy na lepsze, czy gorsze.

-O-on nie ż-żyje...Zostałem sammm -wyszlochał brązowooki zaciskając mocno powieki spod, których wydostawały się wciąż łzy. Spływały one po zaczerwienionych policzkach.

-Jak to? Co z twoją matką?

-Umarła 13lat temu przy porodzie -ciałem chłopaka wstrząsnął silniejszy szloch. Westchnąłem. Brawo Siv, pomyślałem sarkastycznie. Pogładziłem uspokajająco plecy chłopaka i przeczesałem delikatnie jego włosy.

-Może dołączysz do mojej drużyny? Co ty na to? -zapytałem pchnięty impulsem.

-Przecież należysz do Sempre...

-Przed tym wszystkim zacząłem wdrażać w życie plan połączenia Sempre i Toxic Mask. Miałem stworzyć własną...podgrupę. Rêver**. 

Odciągnięcie myśli Antona w innym kierunku pomogło. Uspokoił się on i leżąc wciąż z głową na moich kolanach normalnie ze mną rozmawiał. Widziałem jeszcze smutek w tych brązowych oczach lecz nie było więcej łez. 

Jakiś czas później zeszliśmy na dół prowadzeni głodem. Nie zauważyłem nigdzie Alahisa. Prosząc wszystkich o zaopiekowanie się Antonem wyszedłem by poszukać Hisy.

*

Znalazłem go prawie trzy godziny później upitego w jakimś barze. Jego upita postać leżała na stole z miną niezadowolonego dziecka. Westchnąłem podchodząc do niego. Usiadłem obok niego i spojrzałem w zasnute mgiełką upojenia alkoholowego szkarłatne oczy. 

-Czemu się upijasz? -zapytałem biorąc łyk z jego szklanki.

-Bło jestem zlllyy - wymamrotał. Zachichotałem na jego ton głosu.


-Nie jesteś zły Al. Po prostu to co się stało wpłynęło na ciebie w zły sposób -wyjaśniłem po chwili spokojnym głosem i posadziłem białowłosego na swoich kolanach.

-Sivvvvuś... ja nie chcialem mu  tłego powiedzieć - zaczął płakać zaciskając  dłonie na mojej koszuli. Nie wiedząc co odpowiedzieć objąłem go mocniej. 

-Zachowałeś się jak dupek, ale wciąż możesz to naprawić -odpowiedziałem ocierając jego łzy.

-Ałe jak? Ja nie wszeksze jego ojcia...

-Zacznij może od przeprosin za chamskie zachowanie. Mi wybaczył postrzelenie więc tobie też raczej wybaczy. I pamiętaj, że to tylko dzieciak...

-Zabiłem mu ojciaa - jęknął. -Zabłesz mnie do diomu...

Z uwieszonym na mnie jak koala Hisą ruszyłem do baru gdzie zapłaciłem za alkohol, a następnie do wyjścia.

*

Położyłem białowłosego w łóżku. Ten przytulił się do poduszki więc okrywając go kocem ruszyłem do biurka. Uzupełniałem papiery gdy usłyszałem pukanie,  a następnie dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł uśmiechnięty brunet, a za nim Asher.

-Ash powiedział, że mogę jechać z nim na misję do Rocci! Bo tam mieszkałem i mu pomogę, ale stwierdziłem, że muszę ciebie zapytać więc... Mogę?

-Nie musisz mnie pytać Anti. Rób co chcesz, jestem pewien, że Asher nauczy cię paru przydatnych rzeczy -powiedziałem przyjaźnie.

-No oczywiście - wysłał uśmiech brunetowi i poczochrał  jego włosy.

Anti wyszedł, a Asher podszedł do mnie.

-Znalazłeś go? - spytał, a w jego oczach zobaczyłem zmartwienie. Parsknąłem śmiechem i wskazałem na schowanego pod kołdrą Hise.

-Całkowicie zalany -powiedziałem na jego pytające spojrzenie.

-Chyba trochę przesadziłem - powiedział Asher.

-Może tak, może nie. Jestem jednak pewien, że coś do niego dotarło z twojego wykładu, a to najważniejsze. Nie mogę patrzeć jak się zatraca w tym wszystkim...-szepnąłem patrząc ze smutkiem na czubek głowy, który pojawił się na krawędzi łóżka. Podszedłem i poprawiłem chłopaka by nie spadł z łóżka.

-Chcę go wziąć razem z Antonim  do Rocci. Nie będzie wtedy brał zleceń i może  w jakiś sposób powróci do "normalności".

-Tak będzie lepiej -szepnąłem. Spojrzałem na niebieskowłosego -Zrób to.

Wyszedłem z sypialni i udałem się na dach. Kiedy Hisa się tak zmienił? Jeszcze nie dawno był wesołym księciem, który uchronił mnie przed egzekucją, a teraz? Teraz jest jednym z najbardziej poszukiwanych morderców w królestwach.
Skończył zupełnie jak ja, ale czy i on zostanie przez kogoś uratowany?

Westchnąłem patrząc na wieczorne niebo.
Jego wyjazd ułatwi mi jedną rzecz. Pozbycie się osoby, która planowała i zezwalała na te wszystkie porwania, bo wbrew przypuszczeniom  nie był to Revess.

ALAHIS

Otworzyłem oczy i od razu je  zamknąłem. Myślałem że moja głowa mi zaraz eksploduje. Suchość w gardle mi nie pomagała. Z długim jękiem wstałem, lekko się potknąłem, ale Kardia mnie w ostatnim momencie podparła.

-Dzięki - szepnąłem i poszedłem do łazienki.

Wziąłem szybki, chłodny prysznic i przebrałem się w czyste ubrania. Z wyglądem jak trup zszedłem na dół.
W salonie na kanapie w dość nie typowej pozie leżał Sive bo do góry nogami z głową w stronę podłogi, a obok niego siedziała na podłodze Corin i Antonie. W fotelu siedział Asher z Nexią na kolanach, a na dywanie koło kominka leżał Fumo.

-Cześć śpiąca królewno -przywitał mnie Sive z lekkim uśmiechem.

-Długo spałem, że zyskałem takie miano?

-Calusi dzień -odpowiedział usłużnie pochmurnooki robiąc przewrót by stanąć na nogi. Poszedł do kuchni, a gdy z niej wrócił podał mi tabletki i butelkę wody. -Smacznego. -mruknął z kpiną.

-Tsa...- mruknąłem i na raz wziąłem potrzebny lek. -Antoni...Możemy porozmawiać?

Brunet spojrzał na mnie wielkimi oczami. Cały spokój jakim promieniował jeszcze przed chwilą zniknął zastąpiony strachem i niechęcią. Spojrzał on na Sive, który posłał mu zachęcający uśmiech. Chłopak wstał niepewnie i wraz ze mną ruszył do pokoju mieszczącego się na końcu korytarza. Gdy się tam znaleźliśmy usiadł na krześle i patrzył wszędzie byle nie na mnie.

-Proszę. Spójrz na mnie - powiedziałem. Gdy tylko zobaczyłem smutne brązowe oczy myślałem, że ucieknę stąd. -Przepraszam cię Antoni za to wszytko co powiedziałem. Nie byłem wtedy sobą, choć to jest najgorsze wytłumaczenie jakie mogłem użyć. Byłem zaślepiony i może nadal jestem zemstą. Po prostu chciałem byś to wiedział i nie musisz mi wybaczać...Zabiłem ci ojca...Jeszcze w tak niegodziwy sposób...Przepraszam.

-Kochasz go prawda? -zapytał cichym głosem. Nie rozumiałem czemu o to pyta.

-Siva? - przytaknięcie. -Kocham. Nie wiem co bym bez niego zrobił. Nie wybaczyłbym sobie gdyby on zginął. Zastanawiam się czy to ja go wtedy uratowałem czy on mnie...Ja tylko dałem mu azyl, on za to pokazał mi całkiem inny świat żywiołów, charakter mojego ojca, który chciał już od mojego początku mojej śmierci.

-Powiedzmy, że ci wybaczam. Zrobiłeś to powadzony bólem. On skrzywdził bliską ci osobę...Zazdroszczę wam takiego silnego uczucia, którego ja nie znalazłem jeszcze.

-Znajdziesz An, znajdziesz. Jeszcze całe życie przed tobą. -chłopak posłał mi lekki uśmiech.

*

Po wejściu do salonu zauważyliśmy poprzewracane rzeczy i pewne rodzeństwo okładające się poduszkami. Od kilku dni nie poznawałem Sive. Wydawał się promieniować energią i spokojem. Pomagał innym i nie pokazywał po sobie, że wciąż pamięta. Czasami można było zobaczyć jak wpatruje się w przestrzeń nieobecnym wzrokiem, ale nic poza tym. Nie wiem jak umiał sobie z tym tak poradzić.

Z zamyślenia wybudziła mnie poduszka, która zamiast w granatowowłosego trafiła we mnie. Corin zaczęła się śmiać, co wykorzystał Sive doskakując do niej i przerzucając ją przez swoje ramię.

-Jesteście troszku psychicznie chorzy. Ciągle się albo bijecie albo kłócicie...Albo bijecie kogoś! - zacząłem uciekać przed rodzeństwem z poduszkami. -Zostawcie mnie! Mam kaca! Zostawcieeee...

Posadzili mnie na krześle.

-Jak sądzisz Sivuś, w jakim kolorku mu będzie do twarzy?

-Błękiiiit siostro ma! -wykrzyknął zadowolony chłopak. Ponad jego ramieniem uchwyciłem próbującego zachować powagę Ash'a i chichoczącą Nexi.

-No nie. Proszę was. Ja lubię swoje białe włoski.

-I nagle już nie ma kacyka -szepnął Sive z szerokim uśmiechem, a jego siostra wydała z siebie głośny krzyk.

-Jesteśmy wspaniali. Odkryliśmy sposób na pozbycie się kaca!

-Mam być dumny? -usłyszeliśmy od strony drzwi i zobaczyliśmy ubranego w mundur generała. Dwójka istot, która miał się nade mną znęcać spojrzała po sobie, następnie na ojca i rzucili się na mężczyznę, który się tego nie spodziewał.

-Tatuśśśś!

-Masz coś dla nas?

-Brak ofert matrymonialnych?

-Jakiś prezenttt?

-A może zapomniano o mnie?

-To się nazywają kochające dzieci -mruknął Domenico ściskają swoje pociechy, które już między sobą szeptały. -Może nie było rozsądnym zostawiać waszej dwójki razem na tak długi czas.

-Pf... Nie prawda. Bardzo grzeczni byliśmy - powiedziała Corin.

-Wcaleeee...Nieeeee... - jęknąłem. -Oni chcą mnie przefarbować na niebiesko!

-Będzie ci pasował - uśmiechnął się mężczyzna.

-I gdzie tu sprawiedliwość! Człowieka z kacem farbować!

-Trzeba się było nie upijać -powiedział Sivek podchodząc do mnie i siadając na moich kolanach. Powiercił się jeszcze sprawiając, że moje spodnie zrobiły się ciaśniejsze. Myślałem, że robił to nie myśląc o konsekwencjach lecz gdy zobaczyłem jego uśmiech wiedziałem, że to było przemyślane działanie z jego strony.

-Sivvvv... - jęknąłem. W oczach chłopaka pojawiło się pożądanie. Oblizał lekko wargi nim się odezwał.

-Słuchammm? -zapytał patrząc na mnie jak zaciekawiony kociak.

-Sądzę, że powinniśmy zostawić ich na chwilę -usłyszałem głos ojca chłopaka, który wydawał się być rozbawiony zachowaniem syna.

-Sivestcie Crispo - spojrzałem na  niego.

-Tak się odmienia moje imię?

-Nie no przecież wymyśliłem teraz - spojrzałem na niego jak na idiotę. Niebieskooki posłał mi niewinny uśmiech.

-Więc po co się tak wysiliłeś by odmieniać moje imię?

-Bo do kurki nędzy cię zaraz uduszę! - powiedziałem i przerzucając chłopaka przez ramie udałem się w stronę pokoju.

-Za coooo? Byłem miłyyy -jęczał mi do ucha zwisając bezwiednie.

-Yhym. Wcale, ale to wcale nie podnieciłeś mnie specjalnie.

-Nie udowodnisz mi tego -mruknął jeżdżąc dłońmi po moim tyłku. -Jestem niewinny i osądzasz mnie niesprawiedliwie... Bezpodstawne pomówienia.

Wydał z siebie krótki pisk gdy rzuciłem go na łóżko. Posłał mi oburzone spojrzenie i leżąc na brzuchu schował głowę w poduszkę.

-Sivusiu?

-Tak? - wyjrzał zza poduszki, a ja od razu wpiłem się w jego usta. Rękami odwróciłem go na plecy i zacząłem jeździć palcami po jego brzuchu, robiąc znane mi tylko znaczki. -Teraz to taki przymilnyyy, a przed chwilą to miał wąty do mnie. Aaa! Łapy z dala od rozporka, mój ojciec jest w budynku.

-Mam ci przypomnieć, kto wręcz zaciągnął mnie do łóżka by się seksić? - spojrzałem się na niego, na co spalił buraka. -A teraz gdy sam do tego doprowadziłeś...

-Em...Nie rozmawiam z tobą -burknął odwracając zaczerwienioną twarz w stronę okna.

-HISSSAAAA ZBIERAJ SIĘ! ZARAZ JEDZIEMYY! - usłyszeliśmy z korytarza głos.

-Ale... -nie zdążyłem dokończyć ponieważ chłopak pocałował mnie lekko.

-Odzyskaj siebie -szepnął wstając i idąc do wyjścia -Torbę masz koło komody sprawdź czy zmieściłem tam najpotrzebniejsze rzeczy.

-Co? Ale...CO? - spojrzałem na niego.

-Jedziesz jako wsparcie Ashera. Do Rocci na 3-4 tygodnie -wytłumaczył po czym zniknął.

Nic nie mówiąc poszedłem po spakowaną już torbę.

*

Z lekkim niezadowoleniem stałem oparty o ścianę, gdy Asher rozmawiał z Victor'em. Zdziwiłem się widząc Sive i Antoniego idących w naszą stronę. Granatowowłosy odciągnął na bok Ash''a i wymienili między sobą parę zdań nim podeszli do wszystkich. To było dość podejrzane. Podszedłem do fioletowowłosego i przytuliłem się do niego.

-Nie rób nic głupiego i nie narażaj się strażą. Ottavio nadal jest królem więc nic nie miałem do powiedzenia w sprawie rozkazu zabicia cię. Przepraszam - powiedziałem do niego. Posłał mi on uspokajający uśmiech.

-Mój ojciec załatwił mi stawiennictwo króla Vortice. Jestem w miarę bezpieczny -odparł. Odsunął mnie na odległość ramion i z błyskiem w oku otworzył usta -Żadnego atakowania obcych, którzy ci nie zagrażają, żadnego picia alkoholu, libacji czy orgii. Nie zachowuj się jak dupek i skop parę dup. Zaniżaj ego Asher'a i poucz trochę Antoniego. 

Wyslalem mu takze usmiech.

-Zrozumiano szefie, -pocałował mnie w czoło i podszedł do Antona rozkładając ramiona. Nastolatek uściskał go mocno, a gdy się odsunął posłał mu szeroki uśmiech.

-Ashie pozdrów siostrę jak już tam będziecie! -krzyknął Sive, gdy ruszyliśmy. Niebieskowłosy prychnął.

-Chciałbyś!





===============================
*<fran.> nie ma za co, mój skarbie
 **<fran.> sen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy