ALAHIS
-Ottavio wysłał straże po Siva- powiedziała moja matka.
-Jak to?!- zerwałem się z łóżka i szybko zacząłem się ubierać. -Dawno?
-Właśnie wyruszyli.
-Zajmij się proszę Rou - powiedziałem wychodząc.
Pobiegłem do stajni po Req. Nigdzie jej nie było. Warknąłem biorąc innego konia i szybkim galopem opuszczając stajnię.
Dogoniłem grupę strażników, a na jej czele był nie kto inny jak generał Astel le'Mortef.
-Witaj książę -przywitał się. Jego oczy świeciły dziwnym zadowoleniem. No tak. On jako jeden z popleczników mojego ojca był za zabiciem mordercy.
-Generale, natychmiast zawróćcie - spojrzałem na niego z powagą. -Sive Crispo jest objęty azylem królewskim i nie macie prawa go prowadzić na egzekucję.
-Przykro mi książę, lecz muszę zaprzeczyć. Dostałem wyraźny rozkaz króla i nie mogę go podważyć. Azyl został ściągnięty.
-Nie miał prawa! - warknąłem zajeżdżając mu drogę. -To ja jestem prawowitym władcą Fiammy! To ja wydałem azyl!
-Nie krzycz książę. Nic nie poradzę na to niedomówienie -kpił ze mnie, a na mojej skórze zaczęły błądzić płomyczki.
-Zamilcz. Nakazuję wam zawrócić.
Mężczyzna jednak mnie zignorował. Nie mogąc nic zrobić towarzyszyłem im aż do domu na jeziorem. Strażnicy zostali na koniach gdy ja i generał Astel ruszyliśmy do drzwi, które otworzyła ubrana w za dużą koszulkę i krótkie spodenki Corin. Dziewczyna spojrzała na nas z niepokojem w burzowych oczach.
-Coś się stało książę? -zapytała patrząc na mnie. Mężczyzna obok mnie prychną i popychając ją wszedł do środka.
-W tym domu ukrywa się morderca.
Zacząłem panikować. Nie mogą wziąć Siva. Nie pozwolę na to. Wyprzedziłem mężczyznę i zablokowałem schody ścianą ognia. Długo nie wytrzyma, ale trochę go opóźni. Pobiegłem do pokoju chłopaka. Siedział jakby nic i przeglądał papier.
-Uciekaj - powiedziałem. -Są tu. Strażnicy i le'Mortef. Zatrzymam ich, ale musisz się pospieszyć. Proszę...
SIVE
Spojrzałem w jego wypełnione paniką oczy. Widziałem w nich płomyki, które świadczyły, że w dość poważny sposób korzysta z mocy.
Szybko zacząłem zbierać dokumenty. A następnie upchnąłem je pod łóżkiem. Podałem zaskoczonemu chłopakowi broń.
-Spytaj się Maro o mój osobisty schowek, a teraz przestań panikować i przejdź przez łazienkę do Marcello. Masz udawać, że to do niego biegłeś. -widziałem, że chce odmówić. -Zrób to. Ucieka osoba winna. Jeśli to zrobię to poprę tylko ich domysły. I nie zapominaj z kim masz do czynienia. Mam plan awaryjny na tą sytuację. I musimy przeciągać moje ścięcie do końca tygodnia.
-Ale...Sive. Oni nie mogą cię...ściąć. Ja nie chcę...
-Hisa. Przestań. Przeżyłem gorsze rzeczy -powiedziałem ze smutnym uśmiechem. Następnie pocałowałem chłopaka. -Kocham cię.
-Ja ciebie też - powiedział przytulając się do mnie. -Masz dziesięć sekund, aż dobiegną. Oby twój plan był dobry.
Wbiegł do łazienki przechodząc tak jak powiedziałem do Marcello.
Dobry to ten plan nie jest, ale jest jedynym, który nie kończył się moją śmiercią. Odsunąłem od siebie wątpliwości. Słyszałem podniesione głosy z dołu, więc otworzyłem drzwi pokoju i ruszyłem w kierunku krzyków.
-Pali się czy co? -zapytałem i rozwiałem płomienną ścianę. Musiałem teraz udowadniać, że jestem normalnym, szarym człowiekiem. O cechach ojca.
-Ty! Kim jesteś? -zapytał mężczyzna z krzaczastym wąsem. Spojrzałem na niego z teatralną wyższością.
-Sive Domenico Crispo -przedstawiłem się jak nakazywała etykieta. Usłyszałem za sobą kroki i odwróciłem się w stronę Hisy, który starał się ukryć złość na moją osobę i zaniepokojenie. -Książę? Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?
-Jesteś oskarżony o morderstwo -powiedział mężczyzna, któremu wyraźnie przeszkadzał mój wygląd. Nie podobało mi się jego spojrzenie, które co chwila wędrowało po moim ciele.
-Chodzi o te bażanty? Marce myślałem, że zniesiesz, że ktoś jest lepszy od ciebie -fuknąłem na chłopaka.
-Ja tam nic nie mówiłem - powiedział chłopak.
-Mógłby pan generał powiedzieć o co chodzi konkretniej? Nie chcę nikogo obrażać, ale ostatnimi czasy nikogo nie zabijałem, więc ten zarzut jest dość...oburzający -stwierdziłem. Na twarzy mężczyzny pojawiło się na chwilę zwątpienie, ale szybko zniknęło. Stary zboczeniec spojrzał na moją siostrę, która stała obok mnie w swoim domowym stroju. Miałem ochotę warknąć na ten wzrok wędrujący po jej ciele. Zacisnąłem szczęki.
-Generale la'Mortef! Jak miło pana widzieć! Co sprowadza pana do mojego domu? - nagle pojawił się mój ojciec. Ten to zawsze wie kiedy się pojawić.
-Chcą mnie aresztować ojcze...
-Pod jakim niby zarzutem?! -oburzył się mężczyzna jego groźny wzrok spoczął na nie wyglądającym już tak pewnie mężczyźnie.
-Zabójstwo.
-Kogo?
-Mnóstwa ludzi.
-Masz dowody? Nie. Więc jeśli to wszystko nie będę tolerował pana osoby generale w moim domu.
-Ale... - nad mężczyzną pojawiła się granatowa chmura, która zaczęła cicho grzmieć.
-Nie dosłyszałeś la'Mortef?
-Wychodzimy - powiedział do strażników. Gdy już stali na werandzie odwrócił się on i spojrzał na stojącego wciąż na schodach Alahisa. -Książę?
-W przeciwieństwie do mojego ojca, ja wiem, że w takiej sytuacji należy przeprosić -warknął choć w jego oczach błyszczała ulga. Generał la'Mortef skrzywił się i kiwnął głową następnie wychodząc i zamykając za sobą drzwi. Odetchnęliśmy jednak dopiero, gdy usłyszeliśmy tętent oddalających się koni.
-Skąd wiedziałeś, że ustąpi? -zapytał mój ojciec. Spojrzałem na niego z przekorą.
-Nie wiedziałem -spojrzałem na Hisę, który wpatrywał się we mnie ze złością.
-Jesteś idiotą. Gdyby nie moja matka, już dawno byliby tu nie patyczkując się - warknął zły, choć jego oczy wyrażały co innego.
-Miałem dwie opcje na te wydarzenia. Druga gorsza kończyła się tym, że wylądował bym w Lochach aż bliźniaki nie wykonają swojej części planu. Pierwszą było to, że jak już przyjdą muszę po prostu udawać młodego debila, który stara się wpasować w wyższe sfery. Zbiło to generała z tropu. Obecność księcia jednego z najbardziej konkurencyjnych królestw osłabiła jego pewność siebie. A mój ojciec po prostu go przeraził. I tak mam mało czasu zanim twój ojciec im zagrozi. Te cztery dni będą ciężkie. Ale za nim to to...-wyciągnąłem ramiona w jego stronę.
-Nie pozwolę na to... - jęknął wtulając się we mnie.
-Zrobię wam po kawie - powiedziała Corin przerywając ciszę, która nastała.
*
Siedzieliśmy w salonie. Ojciec wyszedł coś załatwiać więc zostaliśmy tylko my. Na kanapie leżał Hisa, który bawił się końcówkami moich włosów. Ja siedziałem na podłodze przed nim z papierami dokoła siebie. Corin zwinięta w fotelu czytała, a Marcello bawił się tworząc w powietrzu małe wiry powietrza.
-Macie tu gitarę? - spytał czerwonooki.
-Powinna być na górze - odpowiedziała mu dziewczyna. -Umiesz grać?
-Yhym... - mruknął. -Przyniosłabyś?
Cor zniknęła, a gdy wróciła miała w rękach wspomniany instrument. Następne parę minut zajęło mu strojenie gitary ze słuchu. Ucierpiały na tym moje uszy, ale no cóż...
Nagle w pokoju rozległ się głos chłopaka i melodia grana na gitarze.
-Znalazłem schronienie na tej drodze..
Pod osłoną, ukryta daleko.
Czy słyszysz, kiedy mówię
Nigdy nie czułem się w taki sposób..
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle
Czy mogę być, czy byłem tam
To sprawiało wrażenie czegoś tak przejrzystego w powietrzu..
Nadal chcę tonąć, ilekroć odejdziesz.
Proszę naucz mnie łagodnie, jak oddychać..
I będę przemierzać oceany, jak nigdy przedtem.
Więc możesz się poczuć w taki sposób w jaki czuję to ja
I odbiję wrażenia z powrotem na Ciebie.
Więc czy możesz zobaczyć sposób w jaki czuje to ja
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle*
Melodia się skończyła, a chłopak wciąż nucił. Spojrzałem na niego przez ramie z lekkim uśmiechem.
-Jakie jeszcze talenty ukrywasz mon prince?
-Wiele można się nauczyć podczas siedzenia w czterech ścianach -powiedział. Pokiwałem głową.
*
-Plan jest prosty. Hisa wprowadza zamieszanie każąc wyznaczyć nową datę koronacji. Poprzesz to dokumentami, które dostarczy ci Maro. Powiesz, że twój ojciec zaniedbał swoje obowiązki. Wprowadzi to potrzebny rozgardiasz, który wykorzystamy. -wytłumaczyłem popołudniu.
-Dobrze - powiedział chłopak. -Muszę wracać. Rou jest z matką i nie wiem co może planować Ottavio. Pozbył się mojego konia, nie wiadomo co mógł wymyślić.
Podszedł do mnie i pocałował mnie. Pierwszy raz czułem tak bardzo jego zmartwienie.
-Masz i tak uważać. Nie wychodź teraz sam -dopowiedział.
-Niech będzie -zgodziłem się. Czerwonooki posłał mi lekki uśmiech i wyszedł. Spojrzałem na moją siostrę, a następnie na Marco. -Może piknik? Odpoczniemy trochę od tej napiętej sytuacji?
ALAHIS
Wchodząc do zamku czułem burzliwą energię ojca i paru ludzi. Służący chodzili szybko, tylko by zejść każdemu z drogi. Wszedłem do salonu z którego wyczułem energię króla.
-...czy to było takie trudne?! - mężczyzna dokończył krzycząc na la'Mortef'a i strażników.
-W czymś jest problem? - spytałem.
Czerwone oczy ojca zwrócił się ku mnie. Widziałem w nich wściekłość (emm jak zawsze?). Podszedł do mnie szybkim krokiem i uderzył mnie w twarz z całej siły. Nie spodziewając się tego uderzenia poleciałem na półkę, która boleśnie wbiła mi się w plecy.
-Ty parszywy gówniarzu! Nie masz prawa wychodzić z zamku! Złamałeś tą zasadę po raz kolejny! - złapał mnie za szyję i podniósł do wysokości swojej twarzy.
-Królu... - szarooki mężczyzna chciał coś powiedzieć, lecz mój ojciec mu przerwał.
-MILCZ! Nie widzisz, że muszę sprowadzić tego bachora na dobrą drogę?! - krzyknął.
Wyczułem od niego alkohol. Był piany. Złapałem go za ręce które mnie trzymały i oparzyłem go płomykami.
-Pierdol się - wychrypiałem nabierając powietrza.
-CO POWIEDZIAŁEŚ?!
-Pierdol się. Głuchy jesteś?
Bolesne uderzenie w brzuch sprawiło, że straciłem na chwilę oddech. Następne uderzenia były bardziej chaotyczne. Nie mniej jednak nie traciły na sile. Słyszałem krzyki. Lecz przez mgiełkę bólu nic więcej do mnie nie docierało.
*
Leżałem na łóżku odczuwając ból całego ciała. Tym razem ojciec już się nie hamował. Po prostu się wyżył. Pokazał swoją nienawiść względem mnie.
Z korytarza dobiegły podniesione głosy, a następnie kroki. Drzwi się otworzyły i do mojej sypialni weszli bliźniacy i Corin.
-Księciuniu nie wyglądasz najlepiej.
-Teraz już rozumiem wściekłość Sive. -wtrąciła Cor. Jej błękitne oczy z troską skanowały moje ciało. Następnie zniknęła w łazience i wróciła z mokrym ręcznikiem, który położyła mi na czoło. Przyniosło mi to jakąś ulgę.
-Nienawidzę go... - powiedziałem zaciskając zęby gdy dziewczyna zaczęła oczyszczać rany.
Syknąłem z bólu gdy dotarła do mojego brzucha.
-Hisiek? - spojrzała się na mnie wystraszona.
-Tak? - wysapałem.
-Chyba masz złamane żebro... - odpowiedział za nią jeden z bliźniaków.
-Trzeba iść po lekarzy -powiedział drugi.
Skrzywiłem się na niewygodę spowodowaną obandażowanym brzuchem. Mężczyzna w podeszłym wieku spojrzał na mnie z troską.
-Nie powinieneś się ruszać z łóżka przez jakiś czas. A jeśli już to unikaj wysiłku. Zero podnoszenia czegokolwiek schylania się, ponieważ będziesz odczuwał przy tym ból. Tak samo przy poruszaniu się, śmianiu...
Drzwi sypialni otworzyły się i stanął w nich pochmurnooki z Rou na rękach. Zdziwiłem się widząc, że pozwoliła się dotknąć. Chłopak od razu postawił ją na podłodze i spojrzał z groźbą w oczach przez ramię.
-Udało ci się? -zapytał Dorin i Chris. Sive pokiwał głową.
-Co się udało? - spytałem.
-Przyspieszenie twojej koronacji i przekonanie lordów o osądzenie Ottavio w sprawie zaniedbywania królestwa, przekupstwa oraz narażenia życia przyszłego władcy - powiedział.
Dziewczynka usiadła obok mnie i złapała mnie za dłoń.
-Zimny jesteś... - mruknęła. -Ten zły pan nie zrobi ci już więcej krzywdy?
-Ten pan już nigdy nikomu nie zrobi krzywdy słońce - wyszeptałem. -Sivuśś...Dziękuję.
-Nie dziękuj. Nie ochroniłem cię -odparł przytrzymując drzwi lekarzowi, a następnie je zamykając.
-Jak niby miałeś to zrobić? Sam się tego nie spodziewałem. Nie potrafiłem się obronić. Zaatakować - powiedziałem i skrzywiłem się przez ból.
-Mogłem pójść z tym generałem. -odparł.
Chłopak wyszedł. Chciałem za nim iść, ale nawet nie potrafiłem się podnieść. Ból był zbyt mocny. Spojrzałem prosząco na bliźniaków.
-Proszę idźcie za nim. Niech nie zrobi jakiś głupstw.
Gdy oni wyszli w pokoju zapadła cisza. Rou wpatrywała się we mnie zaniepokojona, a Corin chodziła niespokojnie po pomieszczeniu.
-Generale, natychmiast zawróćcie - spojrzałem na niego z powagą. -Sive Crispo jest objęty azylem królewskim i nie macie prawa go prowadzić na egzekucję.
-Przykro mi książę, lecz muszę zaprzeczyć. Dostałem wyraźny rozkaz króla i nie mogę go podważyć. Azyl został ściągnięty.
-Nie miał prawa! - warknąłem zajeżdżając mu drogę. -To ja jestem prawowitym władcą Fiammy! To ja wydałem azyl!
-Nie krzycz książę. Nic nie poradzę na to niedomówienie -kpił ze mnie, a na mojej skórze zaczęły błądzić płomyczki.
-Zamilcz. Nakazuję wam zawrócić.
Mężczyzna jednak mnie zignorował. Nie mogąc nic zrobić towarzyszyłem im aż do domu na jeziorem. Strażnicy zostali na koniach gdy ja i generał Astel ruszyliśmy do drzwi, które otworzyła ubrana w za dużą koszulkę i krótkie spodenki Corin. Dziewczyna spojrzała na nas z niepokojem w burzowych oczach.
-Coś się stało książę? -zapytała patrząc na mnie. Mężczyzna obok mnie prychną i popychając ją wszedł do środka.
-W tym domu ukrywa się morderca.
Zacząłem panikować. Nie mogą wziąć Siva. Nie pozwolę na to. Wyprzedziłem mężczyznę i zablokowałem schody ścianą ognia. Długo nie wytrzyma, ale trochę go opóźni. Pobiegłem do pokoju chłopaka. Siedział jakby nic i przeglądał papier.
-Uciekaj - powiedziałem. -Są tu. Strażnicy i le'Mortef. Zatrzymam ich, ale musisz się pospieszyć. Proszę...
SIVE
Spojrzałem w jego wypełnione paniką oczy. Widziałem w nich płomyki, które świadczyły, że w dość poważny sposób korzysta z mocy.
Szybko zacząłem zbierać dokumenty. A następnie upchnąłem je pod łóżkiem. Podałem zaskoczonemu chłopakowi broń.
-Spytaj się Maro o mój osobisty schowek, a teraz przestań panikować i przejdź przez łazienkę do Marcello. Masz udawać, że to do niego biegłeś. -widziałem, że chce odmówić. -Zrób to. Ucieka osoba winna. Jeśli to zrobię to poprę tylko ich domysły. I nie zapominaj z kim masz do czynienia. Mam plan awaryjny na tą sytuację. I musimy przeciągać moje ścięcie do końca tygodnia.
-Ale...Sive. Oni nie mogą cię...ściąć. Ja nie chcę...
-Hisa. Przestań. Przeżyłem gorsze rzeczy -powiedziałem ze smutnym uśmiechem. Następnie pocałowałem chłopaka. -Kocham cię.
-Ja ciebie też - powiedział przytulając się do mnie. -Masz dziesięć sekund, aż dobiegną. Oby twój plan był dobry.
Wbiegł do łazienki przechodząc tak jak powiedziałem do Marcello.
Dobry to ten plan nie jest, ale jest jedynym, który nie kończył się moją śmiercią. Odsunąłem od siebie wątpliwości. Słyszałem podniesione głosy z dołu, więc otworzyłem drzwi pokoju i ruszyłem w kierunku krzyków.
-Pali się czy co? -zapytałem i rozwiałem płomienną ścianę. Musiałem teraz udowadniać, że jestem normalnym, szarym człowiekiem. O cechach ojca.
-Ty! Kim jesteś? -zapytał mężczyzna z krzaczastym wąsem. Spojrzałem na niego z teatralną wyższością.
-Sive Domenico Crispo -przedstawiłem się jak nakazywała etykieta. Usłyszałem za sobą kroki i odwróciłem się w stronę Hisy, który starał się ukryć złość na moją osobę i zaniepokojenie. -Książę? Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?
-Jesteś oskarżony o morderstwo -powiedział mężczyzna, któremu wyraźnie przeszkadzał mój wygląd. Nie podobało mi się jego spojrzenie, które co chwila wędrowało po moim ciele.
-Chodzi o te bażanty? Marce myślałem, że zniesiesz, że ktoś jest lepszy od ciebie -fuknąłem na chłopaka.
-Ja tam nic nie mówiłem - powiedział chłopak.
-Mógłby pan generał powiedzieć o co chodzi konkretniej? Nie chcę nikogo obrażać, ale ostatnimi czasy nikogo nie zabijałem, więc ten zarzut jest dość...oburzający -stwierdziłem. Na twarzy mężczyzny pojawiło się na chwilę zwątpienie, ale szybko zniknęło. Stary zboczeniec spojrzał na moją siostrę, która stała obok mnie w swoim domowym stroju. Miałem ochotę warknąć na ten wzrok wędrujący po jej ciele. Zacisnąłem szczęki.
-Generale la'Mortef! Jak miło pana widzieć! Co sprowadza pana do mojego domu? - nagle pojawił się mój ojciec. Ten to zawsze wie kiedy się pojawić.
-Chcą mnie aresztować ojcze...
-Pod jakim niby zarzutem?! -oburzył się mężczyzna jego groźny wzrok spoczął na nie wyglądającym już tak pewnie mężczyźnie.
-Zabójstwo.
-Kogo?
-Mnóstwa ludzi.
-Masz dowody? Nie. Więc jeśli to wszystko nie będę tolerował pana osoby generale w moim domu.
-Ale... - nad mężczyzną pojawiła się granatowa chmura, która zaczęła cicho grzmieć.
-Nie dosłyszałeś la'Mortef?
-Wychodzimy - powiedział do strażników. Gdy już stali na werandzie odwrócił się on i spojrzał na stojącego wciąż na schodach Alahisa. -Książę?
-W przeciwieństwie do mojego ojca, ja wiem, że w takiej sytuacji należy przeprosić -warknął choć w jego oczach błyszczała ulga. Generał la'Mortef skrzywił się i kiwnął głową następnie wychodząc i zamykając za sobą drzwi. Odetchnęliśmy jednak dopiero, gdy usłyszeliśmy tętent oddalających się koni.
-Skąd wiedziałeś, że ustąpi? -zapytał mój ojciec. Spojrzałem na niego z przekorą.
-Nie wiedziałem -spojrzałem na Hisę, który wpatrywał się we mnie ze złością.
-Jesteś idiotą. Gdyby nie moja matka, już dawno byliby tu nie patyczkując się - warknął zły, choć jego oczy wyrażały co innego.
-Miałem dwie opcje na te wydarzenia. Druga gorsza kończyła się tym, że wylądował bym w Lochach aż bliźniaki nie wykonają swojej części planu. Pierwszą było to, że jak już przyjdą muszę po prostu udawać młodego debila, który stara się wpasować w wyższe sfery. Zbiło to generała z tropu. Obecność księcia jednego z najbardziej konkurencyjnych królestw osłabiła jego pewność siebie. A mój ojciec po prostu go przeraził. I tak mam mało czasu zanim twój ojciec im zagrozi. Te cztery dni będą ciężkie. Ale za nim to to...-wyciągnąłem ramiona w jego stronę.
-Nie pozwolę na to... - jęknął wtulając się we mnie.
-Zrobię wam po kawie - powiedziała Corin przerywając ciszę, która nastała.
*
Siedzieliśmy w salonie. Ojciec wyszedł coś załatwiać więc zostaliśmy tylko my. Na kanapie leżał Hisa, który bawił się końcówkami moich włosów. Ja siedziałem na podłodze przed nim z papierami dokoła siebie. Corin zwinięta w fotelu czytała, a Marcello bawił się tworząc w powietrzu małe wiry powietrza.
-Macie tu gitarę? - spytał czerwonooki.
-Powinna być na górze - odpowiedziała mu dziewczyna. -Umiesz grać?
-Yhym... - mruknął. -Przyniosłabyś?
Cor zniknęła, a gdy wróciła miała w rękach wspomniany instrument. Następne parę minut zajęło mu strojenie gitary ze słuchu. Ucierpiały na tym moje uszy, ale no cóż...
Nagle w pokoju rozległ się głos chłopaka i melodia grana na gitarze.
-Znalazłem schronienie na tej drodze..
Pod osłoną, ukryta daleko.
Czy słyszysz, kiedy mówię
Nigdy nie czułem się w taki sposób..
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle
Czy mogę być, czy byłem tam
To sprawiało wrażenie czegoś tak przejrzystego w powietrzu..
Nadal chcę tonąć, ilekroć odejdziesz.
Proszę naucz mnie łagodnie, jak oddychać..
I będę przemierzać oceany, jak nigdy przedtem.
Więc możesz się poczuć w taki sposób w jaki czuję to ja
I odbiję wrażenia z powrotem na Ciebie.
Więc czy możesz zobaczyć sposób w jaki czuje to ja
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle
Może powiedziałem coś nie tak
Czy mogę zrobić to lepiej, przy zapalonym świetle*
Melodia się skończyła, a chłopak wciąż nucił. Spojrzałem na niego przez ramie z lekkim uśmiechem.
-Jakie jeszcze talenty ukrywasz mon prince?
-Wiele można się nauczyć podczas siedzenia w czterech ścianach -powiedział. Pokiwałem głową.
*
-Plan jest prosty. Hisa wprowadza zamieszanie każąc wyznaczyć nową datę koronacji. Poprzesz to dokumentami, które dostarczy ci Maro. Powiesz, że twój ojciec zaniedbał swoje obowiązki. Wprowadzi to potrzebny rozgardiasz, który wykorzystamy. -wytłumaczyłem popołudniu.
-Dobrze - powiedział chłopak. -Muszę wracać. Rou jest z matką i nie wiem co może planować Ottavio. Pozbył się mojego konia, nie wiadomo co mógł wymyślić.
Podszedł do mnie i pocałował mnie. Pierwszy raz czułem tak bardzo jego zmartwienie.
-Masz i tak uważać. Nie wychodź teraz sam -dopowiedział.
-Niech będzie -zgodziłem się. Czerwonooki posłał mi lekki uśmiech i wyszedł. Spojrzałem na moją siostrę, a następnie na Marco. -Może piknik? Odpoczniemy trochę od tej napiętej sytuacji?
ALAHIS
Wchodząc do zamku czułem burzliwą energię ojca i paru ludzi. Służący chodzili szybko, tylko by zejść każdemu z drogi. Wszedłem do salonu z którego wyczułem energię króla.
-...czy to było takie trudne?! - mężczyzna dokończył krzycząc na la'Mortef'a i strażników.
-W czymś jest problem? - spytałem.
Czerwone oczy ojca zwrócił się ku mnie. Widziałem w nich wściekłość (emm jak zawsze?). Podszedł do mnie szybkim krokiem i uderzył mnie w twarz z całej siły. Nie spodziewając się tego uderzenia poleciałem na półkę, która boleśnie wbiła mi się w plecy.
-Ty parszywy gówniarzu! Nie masz prawa wychodzić z zamku! Złamałeś tą zasadę po raz kolejny! - złapał mnie za szyję i podniósł do wysokości swojej twarzy.
-Królu... - szarooki mężczyzna chciał coś powiedzieć, lecz mój ojciec mu przerwał.
-MILCZ! Nie widzisz, że muszę sprowadzić tego bachora na dobrą drogę?! - krzyknął.
Wyczułem od niego alkohol. Był piany. Złapałem go za ręce które mnie trzymały i oparzyłem go płomykami.
-Pierdol się - wychrypiałem nabierając powietrza.
-CO POWIEDZIAŁEŚ?!
-Pierdol się. Głuchy jesteś?
Bolesne uderzenie w brzuch sprawiło, że straciłem na chwilę oddech. Następne uderzenia były bardziej chaotyczne. Nie mniej jednak nie traciły na sile. Słyszałem krzyki. Lecz przez mgiełkę bólu nic więcej do mnie nie docierało.
*
Leżałem na łóżku odczuwając ból całego ciała. Tym razem ojciec już się nie hamował. Po prostu się wyżył. Pokazał swoją nienawiść względem mnie.
Z korytarza dobiegły podniesione głosy, a następnie kroki. Drzwi się otworzyły i do mojej sypialni weszli bliźniacy i Corin.
-Księciuniu nie wyglądasz najlepiej.
-Teraz już rozumiem wściekłość Sive. -wtrąciła Cor. Jej błękitne oczy z troską skanowały moje ciało. Następnie zniknęła w łazience i wróciła z mokrym ręcznikiem, który położyła mi na czoło. Przyniosło mi to jakąś ulgę.
-Nienawidzę go... - powiedziałem zaciskając zęby gdy dziewczyna zaczęła oczyszczać rany.
Syknąłem z bólu gdy dotarła do mojego brzucha.
-Hisiek? - spojrzała się na mnie wystraszona.
-Tak? - wysapałem.
-Chyba masz złamane żebro... - odpowiedział za nią jeden z bliźniaków.
-Trzeba iść po lekarzy -powiedział drugi.
Skrzywiłem się na niewygodę spowodowaną obandażowanym brzuchem. Mężczyzna w podeszłym wieku spojrzał na mnie z troską.
-Nie powinieneś się ruszać z łóżka przez jakiś czas. A jeśli już to unikaj wysiłku. Zero podnoszenia czegokolwiek schylania się, ponieważ będziesz odczuwał przy tym ból. Tak samo przy poruszaniu się, śmianiu...
Drzwi sypialni otworzyły się i stanął w nich pochmurnooki z Rou na rękach. Zdziwiłem się widząc, że pozwoliła się dotknąć. Chłopak od razu postawił ją na podłodze i spojrzał z groźbą w oczach przez ramię.
-Udało ci się? -zapytał Dorin i Chris. Sive pokiwał głową.
-Co się udało? - spytałem.
-Przyspieszenie twojej koronacji i przekonanie lordów o osądzenie Ottavio w sprawie zaniedbywania królestwa, przekupstwa oraz narażenia życia przyszłego władcy - powiedział.
Dziewczynka usiadła obok mnie i złapała mnie za dłoń.
-Zimny jesteś... - mruknęła. -Ten zły pan nie zrobi ci już więcej krzywdy?
-Ten pan już nigdy nikomu nie zrobi krzywdy słońce - wyszeptałem. -Sivuśś...Dziękuję.
-Nie dziękuj. Nie ochroniłem cię -odparł przytrzymując drzwi lekarzowi, a następnie je zamykając.
-Jak niby miałeś to zrobić? Sam się tego nie spodziewałem. Nie potrafiłem się obronić. Zaatakować - powiedziałem i skrzywiłem się przez ból.
-Mogłem pójść z tym generałem. -odparł.
Chłopak wyszedł. Chciałem za nim iść, ale nawet nie potrafiłem się podnieść. Ból był zbyt mocny. Spojrzałem prosząco na bliźniaków.
-Proszę idźcie za nim. Niech nie zrobi jakiś głupstw.
Gdy oni wyszli w pokoju zapadła cisza. Rou wpatrywała się we mnie zaniepokojona, a Corin chodziła niespokojnie po pomieszczeniu.
-Na kiedy chcą przełożyć koronację? -spytałem po chwili.
-Sive postarał się pewnie by jak najszybciej -skomentowała białowłosa posyłając mi lekki uśmiech. W jej oczach błyszczały czułe iskierki -Mu naprawdę na tobie zależy...
-Sive postarał się pewnie by jak najszybciej -skomentowała białowłosa posyłając mi lekki uśmiech. W jej oczach błyszczały czułe iskierki -Mu naprawdę na tobie zależy...
-A mi na nim...-mruknąłem cicho.
Do pokoju weszła moja matka razem z wilczycą. Kardie smutno zawyła i położyła swój łeb na łóżku.
-Jak się czujesz synku?- spytała, choć odpowiedzi bardziej oczekiwała od białowłosej.
-Prawie złamane dwa żebra, rozległe siniaki, małe zranienia...-wymieniała dziewczyna, a moja matka spojrzała na mnie z troską. Jak dawniej przed zniknięciem Kiiary, nakazem ojca... Cieszyłem się, że on jej nie zniszczył, nie złamał. Moja matka była wspaniałą kobietą i jestem pewien, że nie potrzebuje ojca do szczęścia.
-Prawie złamane dwa żebra, rozległe siniaki, małe zranienia...-wymieniała dziewczyna, a moja matka spojrzała na mnie z troską. Jak dawniej przed zniknięciem Kiiary, nakazem ojca... Cieszyłem się, że on jej nie zniszczył, nie złamał. Moja matka była wspaniałą kobietą i jestem pewien, że nie potrzebuje ojca do szczęścia.
-Elizabeth się także o ciebie martwi...
-Niech przyjdzie -mruknąłem. Nie miałem jakiejś większej ochoty na spotkania towarzyskie gdy jestem prawie uziemiony w łóżku, ale rozumiałem, że mój stan mógł niektórych zaniepokoić. Moja mama i szatynka weszły do pokoju, a za nimi jeden z bliźniaków z szerokim uśmiechem.
-Boże Hisa...-szepnęła Elizabeth przyglądając się mi.
-Boże Hisa...-szepnęła Elizabeth przyglądając się mi.
-Rozumiem, że nie grzeszę teraz pięknością, no ale bez przesady -westchnąłem. Na jaj policzkach pojawił się rumieniec, a za nią Corin i chyba Dorin zaczęli się śmiać.
-Za dużo czasu z Siv'em spędza -skomentował niebieskooki -A właśnie! Czy wyzywanie się nawzajem z twoim ojcem i strażą jest zaliczane do "głupstw"?
-Za dużo czasu z Siv'em spędza -skomentował niebieskooki -A właśnie! Czy wyzywanie się nawzajem z twoim ojcem i strażą jest zaliczane do "głupstw"?
-A jakich argumentów użył?
-Przy dziecku nie wypada tego powtarzać, ale trzeba przyznać, że jest bardzo kreatywny.
-Ważne by nie przeszli do rękoczynów -powiedziałem.
-Przecież od tego się zaczęło -odparł chłopak. Na moją minę zaczął tłumaczyć -Wpadł do komnat twojego ojca i go uderzył, a potem zamykając go w klatce z ognia, która nawiasem mówiąc wkurza twojego ojca, zaczął go wyzywać. Przyszli strażnicy, więc ich też zwyzywał... Właściwie jest to bardzo zabawne.
-Dorin! To jest z kategorii "głupstwa"!
-No weź... Jak zaczął recytować złamane prawa to nawet strażnicy się uspokoili. Właściwie zaskoczyło mnie, że Siv tyle ich pamięta.
-Wczoraj uczył się ich na pamięć -powiedziała Cor.
-Przy dziecku nie wypada tego powtarzać, ale trzeba przyznać, że jest bardzo kreatywny.
-Ważne by nie przeszli do rękoczynów -powiedziałem.
-Przecież od tego się zaczęło -odparł chłopak. Na moją minę zaczął tłumaczyć -Wpadł do komnat twojego ojca i go uderzył, a potem zamykając go w klatce z ognia, która nawiasem mówiąc wkurza twojego ojca, zaczął go wyzywać. Przyszli strażnicy, więc ich też zwyzywał... Właściwie jest to bardzo zabawne.
-Dorin! To jest z kategorii "głupstwa"!
-No weź... Jak zaczął recytować złamane prawa to nawet strażnicy się uspokoili. Właściwie zaskoczyło mnie, że Siv tyle ich pamięta.
-Wczoraj uczył się ich na pamięć -powiedziała Cor.
-To już nie jestem zaskoczony.
Po kręciłem głową. Chciałem stąd iść. Powoli podparłem się na rękach i usiadłem. Wziąłem większy wdech i wstałem.
-A ty gdzie się niby wybierasz? - spytała dziewczyna.
-Z dala od wszystkich -mruknąłem zakładając koszulę.
-Wyglądasz jak trup. Prawie jesteś trupem i myślisz, że my cię puścimy? Uderzyłeś się za mocno w główkę słońce -stwierdził niebieskooki.
-Wyglądasz jak trup. Prawie jesteś trupem i myślisz, że my cię puścimy? Uderzyłeś się za mocno w główkę słońce -stwierdził niebieskooki.
-Wypraszam sobie. Wyglądam całkiem dobrze -spojrzałem w lusterko poprawiając włosy.
-Nie twierdzę, że nie ale aktualnie wyglądasz jak maltretowany zombiak.
-Sive przegadał twojego ojca -oznajmił ze śmiechem Chris wchodząc do pokoju.
-Nie twierdzę, że nie ale aktualnie wyglądasz jak maltretowany zombiak.
-Sive przegadał twojego ojca -oznajmił ze śmiechem Chris wchodząc do pokoju.
-Co mu powiedział?- spytałem.
-CZEMU NIE JESTEŚ W ŁÓŻKU?! WYGLĄDASZ JAK TRUP!-krzyknął Chris patrząc się na mnie.
-Kolejny... Co powiedział mojemu ojcu?
- "Żeby rządzić państwem nie wystarczy zastraszyć poddanych, przekupić generałów i pozbywać się osób, które ci się postawią. Potrzeba też mieć coś czego tobie najwyraźniej brakuje. Rozumu" i..."Twój infantylizm pokonał wszelkie normy. Możesz być dumny". To chyba te dwa najbardziej zadziałały.
-Reakcja ojca?
-Bezcenna. Otwierał i zamykał usta jak ryba, czerwony jak burak. I ta wściekłość pomieszana z oburzeniem i wstydem...
-Powinienem tam iść -mruknąłem.
Wyszedłem z pokoju spokojnym krokiem. Dawałem radę choć nawet najmniejszy ruch sprawiał mi ból. Gdy dotarłem do strażnika, który był po mojej stronie zwróciłem się do niego.
-Zbierz paru strażników i rozkazuję by Ottavio został w swoich komnatach dopóki nie zostanie osądzony przez Lordów. -powiedziałem kierując się z nim do salonu.
-Dobrze książę -kiwnął głową i ruszył w stronę głównego holu.
-Odwołaj każdą egzekucję, spotkania i wszystkie mało ważne rzeczy- zwróciłem się do prawej ręki ojca.
-Ale...-Mercolio zamilkł na moje spojrzenie -Jak Pan każe.
Mężczyzna ukłonił się i ruszył w kierunku biura ojca.
Wszedłem do salonu i usiadłem na skórzanej kanapie. Wziąłem ze stolika swoją książkę i zacząłem ją czytać. Chwila spokoju, tylko tyle potrzebowałem.
SIVE
Popatrzyłem na mężczyznę z pogardą.
Miał wszystko czego ktoś może chcieć. Rodzinę, władzę, pieniądze...Ale chciał więcej. Nie wystarczało mu to co miał. Jak obłąkany dążył do zdobycia czegoś co już miał. Stracił przez to wszystko. Rodzina o nienawidziła. Stracił szacunek innych, traci władzę, której tak pragnie. Przez swoje egoistyczne zachcianki stał się nikim. Tyranem, który myśli że siłą może wszystko osiągnąć.
-Jesteś żałosny... -powiedziałem. Czerwone tęczówki spojrzały na mnie z niezrozumieniem. Już nawet przestał reagować na moje słowa. -Jak to jest stracić wszystko?
-Ja nic nie stracę -warknął.
-Już straciłeś -odparłem i wyszedłem z jego pokoju. Gdybym został tam dużej mógłbym mu zrobić krzywdę.
Ruszyłem powoli korytarzami, nie wiedząc do końca gdzie mam iść. Zachciało mi się błądzić po zamku...
-Ej Chris! Patrz, idzie księżniczka Hiski - przede mną stanęli dwaj bliźniacy. -Jak tam piękna sprawa z Ottaviem?
SIVE
Popatrzyłem na mężczyznę z pogardą.
Miał wszystko czego ktoś może chcieć. Rodzinę, władzę, pieniądze...Ale chciał więcej. Nie wystarczało mu to co miał. Jak obłąkany dążył do zdobycia czegoś co już miał. Stracił przez to wszystko. Rodzina o nienawidziła. Stracił szacunek innych, traci władzę, której tak pragnie. Przez swoje egoistyczne zachcianki stał się nikim. Tyranem, który myśli że siłą może wszystko osiągnąć.
-Jesteś żałosny... -powiedziałem. Czerwone tęczówki spojrzały na mnie z niezrozumieniem. Już nawet przestał reagować na moje słowa. -Jak to jest stracić wszystko?
-Ja nic nie stracę -warknął.
-Już straciłeś -odparłem i wyszedłem z jego pokoju. Gdybym został tam dużej mógłbym mu zrobić krzywdę.
Ruszyłem powoli korytarzami, nie wiedząc do końca gdzie mam iść. Zachciało mi się błądzić po zamku...
-Ej Chris! Patrz, idzie księżniczka Hiski - przede mną stanęli dwaj bliźniacy. -Jak tam piękna sprawa z Ottaviem?
-Zamknij się. Jeszcze spyta się o Hi...
-Gdzie on jest?
-I po co nam to było? Eh. Hisek gdzieś polazł, a strażnicy zaczęli wykonywać jego rozkazy.
-Czy wy jesteście mądrzy?! On jest teraz podatny na atak, a przypominam, że nie nie brakuje osób chcących jego śmierci! -wrzeszczałem na wyższych ode mnie chłopaków. Jednak furia w moich oczach sprawiła, że ci wyglądali jak przerażone dzieci.
-Czy wy jesteście mądrzy?! On jest teraz podatny na atak, a przypominam, że nie nie brakuje osób chcących jego śmierci! -wrzeszczałem na wyższych ode mnie chłopaków. Jednak furia w moich oczach sprawiła, że ci wyglądali jak przerażone dzieci.
-Jak poszliśmy za nim pochlastał nas ogniem!- powiedział Dorin.
-Ostatnio był w salonie! -dopowiedział Chris.
-Ostatnio -sarknąłem i odwróciłem się by pójść, gdy przypomniał mi się jeden szczegół -Gdzie jest ten pieprzony salon?!
-Ostatnio -sarknąłem i odwróciłem się by pójść, gdy przypomniał mi się jeden szczegół -Gdzie jest ten pieprzony salon?!
-W drugim skrzydle od głównego holu. Teraz jesteśmy w skrzydle pokoi więc musisz iść na dół i na prawo - wytłumaczyli. Złorzecząc na rozmieszczenie pokoi w zamku ruszyłem w odpowiednią stronę.
*
Widząc śpiącą na kanapie postać trochę się uspokoiłem. Podszedłem bliżej i spojrzałem na bladego różowowłosego. Znad kołnierza koszuli widać było ślady palców jego ojca. Westchnąłem i wziąłem książkę, którą chłopak miał w ręce. Odłożyłem ją na stół. Następnie usiadłem w fotelu i wziąłem pierwszą lepszą książkę z regału. Ku mojej rozpaczy było to coś o historii, etykiecie, prawach i tym podobnych sprawach.
*
Widząc śpiącą na kanapie postać trochę się uspokoiłem. Podszedłem bliżej i spojrzałem na bladego różowowłosego. Znad kołnierza koszuli widać było ślady palców jego ojca. Westchnąłem i wziąłem książkę, którą chłopak miał w ręce. Odłożyłem ją na stół. Następnie usiadłem w fotelu i wziąłem pierwszą lepszą książkę z regału. Ku mojej rozpaczy było to coś o historii, etykiecie, prawach i tym podobnych sprawach.
-Szukałam cię braciszku -usłyszałem Corin która właśnie weszła do pokoju.
-Chciałaś coś Corin?
-Sprawdzić czy żyjesz po rozmowie z królem.
-Jak widzisz mam się świetnie -mruknąłem pobieżnie czytając pierwsze strony tej jakże ciekawej lektury.
-Jak widzisz mam się świetnie -mruknąłem pobieżnie czytając pierwsze strony tej jakże ciekawej lektury.
-Alahis naprawdę docenia to co dla niego robisz - oparła się o oparcie fotela na którym siedziałem. -To jest naprawdę słodkie...
-Słodkie są kotki, czekolada, Hisa, ale nie ja -powiedziałem i zamknąłem książkę -Nie dam rady zabierz to i spal. Polej wodą święconą i odpraw egzorcyzmy.
-Więc wyobraź sobie, że Hisek musiał to czytać w dzieciństwie -powiedziała krzywiąc się na książkę. -Prawie wszyscy ludzie myślą, że dzieciaki z królewskich rodzin mają łatwo...A te prawa, etykiety,zasady nie są potrzebne do życia.
-Gdyby to ładnie opisać. Pod względem logicznym i gramatycznym poprawić...Nie, wciąż jestem za spaleniem. -skrzywiłem się i rzuciłem książką przez cały pokój. Gdy książka wyleciała na korytarz usłyszeliśmy głośne "AŁ!" -Cor to żyje!
-Za co?- wszedł smutny Asher. -Książką w biednego człowieka.
-To nie książka. To nieprzewidywalny morderca pragnący zguby ludu -odparłem i spojrzałem na wiercącą się postać na kanapie -Ash obudziłeś go.
-Bo niby wiedziałem, że Hisek tu śpi - mruknął i podszedł do różowowłosego który przetarł oczy.
-Która godzina? - spytał przykrywają się po uczy kocem.
-Twoja ostatniaaa -zanuciłem przesuwając Corin tak by przeglądać książki.
-Jesteś okropny -oznajmiła dziewczyna zajmując drugi fotel.
-Ja tu szukam książki dla ciebie, ale nie ma żadnej w stylu "Kobietą być" -odparłem chwilę później jej szczupła osoba goniła mnie po pokoju. I dzięki pomocy Asher'a, który podstawił mi nogę złapała mnie. Uderzyłem boleśnie w podłogę i postanowiłem się nie ruszać.
-Twoja ostatniaaa -zanuciłem przesuwając Corin tak by przeglądać książki.
-Jesteś okropny -oznajmiła dziewczyna zajmując drugi fotel.
-Ja tu szukam książki dla ciebie, ale nie ma żadnej w stylu "Kobietą być" -odparłem chwilę później jej szczupła osoba goniła mnie po pokoju. I dzięki pomocy Asher'a, który podstawił mi nogę złapała mnie. Uderzyłem boleśnie w podłogę i postanowiłem się nie ruszać.
-Żyjesz? -dobiegł mnie głos z kanapy.
Spojrzałem kątem oka na chłopaka owiniętego kocem i patrzącego na mnie z troską.
-Nie. Masz niewygodną i cholernie twardą podłogę.
-A ty taki delikatny -zakpił Asher. Nad nim pojawiła się burzowa chmurka z piorunami.
-A ty taki delikatny -zakpił Asher. Nad nim pojawiła się burzowa chmurka z piorunami.
-Wykapany tatuś -mruknęła dziewczyna. Usiadłem obok Hisy i spojrzałem na nich obrażony.
-Delikatny, też coś -fuknąłem na niebieskowłosego.
-Delikatny, też coś -fuknąłem na niebieskowłosego.
-Chodziło mi o tą chmurę burzową -zaśmiała się dziewczyna. -Ty i delikatny. Proszę cię...
-Mam do niej sentyment -odparłem i spojrzałem na czerwonookiego. -Powinieneś odpoczywać, a nie iść połowę zamku by dotrzeć do salonu.
-Mam do niej sentyment -odparłem i spojrzałem na czerwonookiego. -Powinieneś odpoczywać, a nie iść połowę zamku by dotrzeć do salonu.
-Ale tu jest wygodniej. Mam cieplutki koc i kominek. No i dużo książek - powiedział.
-Mam przynajmniej dwie, które trzeba spalić dla dobra wszystkich -odparłem krzywiąc się. -Możemy zrobić ognisko po twojej koronacji.
-Mam przynajmniej dwie, które trzeba spalić dla dobra wszystkich -odparłem krzywiąc się. -Możemy zrobić ognisko po twojej koronacji.
-Spalmy cały zamek najlepiej - powiedział.
-Nie kuś -powiedziałem.
-Nie kuś -powiedziałem.
-Mówię serio. Nie musiałbym być królem.
-Fiamma musi mieć władce -stwierdziłem łagodnie -Dasz sobie radę. Będziesz świetnym władcą Alahis'ie.
-Fiamma musi mieć władce -stwierdziłem łagodnie -Dasz sobie radę. Będziesz świetnym władcą Alahis'ie.
-Większa połowa ludzi będzie się buntować po mojej koronacji. Nadal ślepo będą iść za ojcem.
-Dlatego trzeba ich podejść -odparłem z uśmiechem -I nie zapominaj, że to ty masz po swojej stronie Sempre, Toxic Mask oraz Rêver. Zawsze można kogoś...
-Sive -warknęła moja siostra.
-Z kimś przedyskutować swoje poglądy -zmieniłem konstrukcje zdania widząc wzrok dziewczyny. Potrafiła być przerażająca. Takie jedno chłodne spojrzenie mogło zdziałać cuda.
-Dzięki - uśmiechnął się pudrowowłosy.
-Nie ma za co słońce -powiedziałem odpowiadając na uśmiech. -Kiedy chcesz mieć ponowną koronację?
-Jak najszybciej. Może być nawet w tym tygodniu - powiedział. -Nie chcę by ojciec nadal miał jakąkolwiek władzę w Fiammie.
-Już jej nie ma -odpowiedziałem rozpierając się na sofie z szerokim uśmiechem -Mam na większość z nich takie sprawy, które nie powinny się ujrzeć światła. Wystarczyło o tym wspomnieć i już widzą we mnie Boga.
-Księżniczka w boginie się zmieniła! - zaśmiał się niebieskowłosy.
-Jeszcze słowo, a twoje ciało wyląduje dwa metry pod ziemią w moim ogródku -warknąłem.
-To ty masz gdzieś ogródek? Hisia trafiłeś na gospodynię! - zaczął się głośniej śmiać i schował się za księciem. Wstałem sprawiając przy okazji, że chłopaka zaczęły razić małe wyładowania elektryczne. Ruszyłem do wyjścia z salonu.
-Miłej zabawy -sarknąłem do podskakującego niebieskowłosego.
ALAHIS
-Jesteś powalony, że z nim zadzierasz - mruknąłem patrząc na podskakującego chłopaka.
Corin chichocząc wyszła za bratem. Zostałem ja i Asher w salonie. Zebrałem energię między chmurką i zamknąłem ją w kopule.
-Dziękuję! - niebieskowłosy ze zmęczonym wyrazem twarzy usiadł na podłodze.
Złapałem się za ranę. Zaczęła mnie cała piec. Zniszczyłem chmurkę i poczułem się jeszcze gorzej. Nie powinienem się tak przemęczać. Nawet jeśli chodzi o moją energię.
-Dobrze się czujesz Hisa? - spytał.
-Jest dobrze - mruknąłem wstając i idąc do drzwi. Powinienem sprawdzić czy rana się nie otworzyła.
-Słaby z ciebie kłamca aktualnie -stwierdził idąc za mną.
Westchnąłem zrezygnowany.
-Nie chcę nikogo martwić - powiedziałem schodząc po schodach do holu.
-I tak się będziemy martwić Hisa -odparł Asher patrząc na mnie z troską i niepokojem w oczach.
-Czemu?
-Bo to robią osoby, którym na tobie zależy. Troszczą się, martwią, kochają...
Nikogo już nie było w moim pokoju oprócz wilczycy. Wszedłem do łazienki i ściągnąłem koszulę. Skrzywiłem się widząc fioletowe ślady na mojej skórze i prawie cały zabandażowany brzuch.
-Ashi?
-Tak? - wychylił się z pokoju.
-Możesz mi pomóc? Nie dam rady...
-Ręce w górę -rozkazał podchodząc do mnie. Poczułem jego chłodne place rozplątujące bandaż. Następnie wziął świeży i owinął mi nim na nowo brzuch.
Wysłałem mu dziękujący uśmiech. Poszliśmy z powrotem do pokoju. Usiałem na łóżku, a chłopak na fotelu obok.
-Jak tam Antoni? - spytałem.
-Szybko łapie. Wyznaczył sobie cele i do nich dąży -odparł z uśmiechem.
-Nie o to mi chodziło Ashi. Jak tam wasze relacje? - uśmiechnąłem się. Niebieskowłosy spojrzał na mnie z niezrozumieniem.
-Emm przyjazne?
Spojrzałem na niego jak na idiotę.
-Bo ja niby jestem ślepy i nie widzę jak się na niego gapisz. -na twarzy niebieskowłosego pojawił się lekki rumieniec. Spojrzał na mnie speszony.
-Między nami jest 6-7lat różnicy Hisa -odparł.
-I co z tego! Wyglądacie razem słodko.
-To nie ma znaczenia...-usłyszeliśmy wesoły krzyk, otwieranie drzwi, kobiecy pisk należący chyba do Elizabeth i szybki kroki, a następnie głośny śmiech. Wyszliśmy z pokoju razem z niebieskowłosy.
Na końcu korytarza stał Sive zasłaniający oczy Antoniemu i sam wstrząsany powstrzymywanym śmiechem.
-PUKA SIĘ!!! - wrzasnęła Elizabeth i zatrzasnęła drzwi.
Spojrzałem się na dziwnowłosego.
-Mogę prosić o wyjaśnienia?
-No bo...Anti... - zaczął tłumaczyć, ale przez śmiech ledwo wydusił z siebie parę słów. -Wygłupialiśmy się...no i Anti wbiegł do...pokoju Ellie...
Spojrzałem na młodszego chłopaka. Stał nadal w tym samym miejscu co stał, otwierał i zamykał usta jak ryba na powierzchni.
-Ashi idź go pocieszyć. Biedak traumę przeżył - powiedziałem.
-SŁYSZAŁAM ALAHISIE!!! -tego Sivek nie wytrzymał. Wybuchnął głośnym śmiechem. Oparł się o wciąż lekko oszołomionego bruneta. Gdy się już jako tako uspokoił otarł łzy śmiechu i spojrzał na bruneta, następnie obejmując go i gładząc po głowie.
-Spokojnie mój drogi kiedyś musiałeś przeżyć ten horror -mruknął, a następnie szepnął mu coś jeszcze do ucha na co brązowooki zaczerwienił się i schował twarz w zagłębienie jego szyi.
-Zaraz poczuję się zazdrosny... - mruknąłem patrząc się na Siv'a, który przytula chłopaka. Dziwnowłosy spojrzał na mnie z seksownym uśmiechem i puścił oczko.
-Anti bądź mężczyzną i przynieś mi matczyną dumę robiąc to -usłyszałem. Wymieniłem pytające spojrzenie z Asher'em, ale najwyraźniej obaj nie wiedzieliśmy o co chodzi. Brunet odsunął się od niego z uśmiechem, a następnie pokiwał głową i odwrócił się w naszą stronę.
-Chce się z tobą przespać -oznajmił nastolatek ze słodkim uśmiechem. Pierw nie wiedziałem, do którego z nas mówi, ale widząc wzrok Siv'a utkwiony w oszołomionym Asher'ze zrozumiałem. On wiedział, pomyślałem.
-Mówiłem, że zaniemówi -szepnął do chłopaka i podszedł do mnie. Delikatnie mnie objął od tyłu.
-On zaraz padnie na zawał - zaśmiałem się, ale od razu skrzywiłem się.
Nie mogę się śmiać. Pomachałem Asherowi ręką przed oczami, a ten nawet nie mrugnął.
-Ashi? Mam wzywać lekarzy?
Niebieskowłosy nagle przycisnął do ściany zaskoczonego bruneta i wpił się w jego usta.
-Czuję się jak ojciec nastolatki -mruknął mi do ucha Siv, a następnie głośniej dodał -Asher opanuj hormony! I wynajmijcie sobie jakiś pokój. Chyba nie zniósłbym dobrze waszych jęków.
-Skoro nalegasz - mruknął niebieskowłosy i wepchnął bruneta do najbliższego pokoju.
-Fujka! To mój pokój!
-Zmieniłbym go na twoim miejscu -powiedział dziwnowłosy i zaczął mnie prowadzić z dala od mojej sypialni. Wprowadził mnie do jakiegoś pokoju, który pierwszy raz na oczy widziałem. Był to pewnie jakiś pokój gościnny. -Kładź się i odpocznij trochę. Nawet nie próbuj negocjować widziałem jak się krzywiłeś idąc.
-To zapewnij mi jakąś rozrywkę...Dobra źle to brzmi. Po prostu przynieś mi jakąś książkę czy coś - mruknąłem kładąc się.
SIVE
Zachichotałem na jego dobór słów.
-Oj zapewniłbym ci ją, gdybym nie sprawiło ci to bólu mon cher -mruknąłem rozglądając się po pomieszczeniu.
-Przełóżmy to na potem - uśmiechnął się. -A co do tego ogniska to serio dobry pomysł.
-Bo mój -odparłem i ściągnąłem biały materiał z czegoś co kształtem przypominało regał. Tona kurzu otoczyła mnie na co zacząłem kichać. Gdy już opadł spojrzałem na roześmianą twarz czerwonookiego -Odkurzanie też trzeba zrobić chyba, że to jakiś misterny plan zabicia innych.
-Nie zajmowałem się tym dotychczas - powiedział i przytulił się do poduszki. A ja wpadłem na genialny pomysł. Ruszyłem do łazienki i widząc wielką wannę uśmiechnąłem się.
-Rozbieraj się -oznajmiłem chłopakowi włączając wodę i napełniając nią wannę po brzegi. -Gorąca kąpiel przynosi ulgę takim obrażeniom.
-Bene la mia principessa** - słyszałem jego cichy śmiech. Zmrużyłem na niego oczy. Chłopak powoli z moją pomocą pozbył się ubrań i zanurzył się w wodzie. -Zdecydowanie polubiłem wodę...tą cieplusią rzecz jasna.
-Tylko się nie utop z tego szczęścia -powiedziałem patrząc jak chłopak zanurza się tak, że tylko czubek głowy był widoczny i oczy znad powierzchni.
-Nie jestem samobójcą skarbie - szepnął przyciągając moją osobę do swojego ciała. Szybko go powstrzymałem.
-Ale masochistą chyba jednak jesteś. -powiedziałem ściągając ubrania. Machnąłem by się przesunął i usiadłem za nim. Objąłem go i lekko gładziłem jego poznaczoną siniakami skórę.
-Kocham cię - mruknął niczym kot i oparł głowę o moją klatkę piersiową.
-Nie dziwie ci się mon cher. Jestem wspaniały...-odpowiedziałem.
-I skromny -dodał ze śmiechem.
-Tak. Jestem ideałem. I ląduje w ludzkich fantazjach już po pierwszym spotkaniu.
-Muszę powiedzieć ci coś smutnego... - zaczął całkiem poważnie przez co się wystraszyłem. -Nie byłeś w moich fantazjach po pierwszym spotkaniu.
-Bo ty jesteś wyjątkiem od reguły, za to w tej chwili twoje myśli są w pełni skupione na moich działaniach -mruknąłem mu do ucha dłonią gładząc jego udo.
Chłopaka przeszedł delikatny dreszcz i zaczął mruczeć jak kotek. Moje ręce błądziły po jego ciele w delikatnej pieszczocie. Hisa długo nie wytrzymał siedząc na miejscu i odwrócił się twarzą do mnie by wpić się w moje usta. Jedną ręką oparł się o wannę, a drugą wplątał w moje włosy.
Ocieraliśmy się o siebie spragnieni swojej bliskości, gdy nagle uslyszelismy pukanie do drzwi.
-Dlatego trzeba ich podejść -odparłem z uśmiechem -I nie zapominaj, że to ty masz po swojej stronie Sempre, Toxic Mask oraz Rêver. Zawsze można kogoś...
-Sive -warknęła moja siostra.
-Z kimś przedyskutować swoje poglądy -zmieniłem konstrukcje zdania widząc wzrok dziewczyny. Potrafiła być przerażająca. Takie jedno chłodne spojrzenie mogło zdziałać cuda.
-Dzięki - uśmiechnął się pudrowowłosy.
-Nie ma za co słońce -powiedziałem odpowiadając na uśmiech. -Kiedy chcesz mieć ponowną koronację?
-Jak najszybciej. Może być nawet w tym tygodniu - powiedział. -Nie chcę by ojciec nadal miał jakąkolwiek władzę w Fiammie.
-Już jej nie ma -odpowiedziałem rozpierając się na sofie z szerokim uśmiechem -Mam na większość z nich takie sprawy, które nie powinny się ujrzeć światła. Wystarczyło o tym wspomnieć i już widzą we mnie Boga.
-Księżniczka w boginie się zmieniła! - zaśmiał się niebieskowłosy.
-Jeszcze słowo, a twoje ciało wyląduje dwa metry pod ziemią w moim ogródku -warknąłem.
-To ty masz gdzieś ogródek? Hisia trafiłeś na gospodynię! - zaczął się głośniej śmiać i schował się za księciem. Wstałem sprawiając przy okazji, że chłopaka zaczęły razić małe wyładowania elektryczne. Ruszyłem do wyjścia z salonu.
-Miłej zabawy -sarknąłem do podskakującego niebieskowłosego.
ALAHIS
-Jesteś powalony, że z nim zadzierasz - mruknąłem patrząc na podskakującego chłopaka.
Corin chichocząc wyszła za bratem. Zostałem ja i Asher w salonie. Zebrałem energię między chmurką i zamknąłem ją w kopule.
-Dziękuję! - niebieskowłosy ze zmęczonym wyrazem twarzy usiadł na podłodze.
Złapałem się za ranę. Zaczęła mnie cała piec. Zniszczyłem chmurkę i poczułem się jeszcze gorzej. Nie powinienem się tak przemęczać. Nawet jeśli chodzi o moją energię.
-Dobrze się czujesz Hisa? - spytał.
-Jest dobrze - mruknąłem wstając i idąc do drzwi. Powinienem sprawdzić czy rana się nie otworzyła.
-Słaby z ciebie kłamca aktualnie -stwierdził idąc za mną.
Westchnąłem zrezygnowany.
-Nie chcę nikogo martwić - powiedziałem schodząc po schodach do holu.
-I tak się będziemy martwić Hisa -odparł Asher patrząc na mnie z troską i niepokojem w oczach.
-Czemu?
-Bo to robią osoby, którym na tobie zależy. Troszczą się, martwią, kochają...
Nikogo już nie było w moim pokoju oprócz wilczycy. Wszedłem do łazienki i ściągnąłem koszulę. Skrzywiłem się widząc fioletowe ślady na mojej skórze i prawie cały zabandażowany brzuch.
-Ashi?
-Tak? - wychylił się z pokoju.
-Możesz mi pomóc? Nie dam rady...
-Ręce w górę -rozkazał podchodząc do mnie. Poczułem jego chłodne place rozplątujące bandaż. Następnie wziął świeży i owinął mi nim na nowo brzuch.
Wysłałem mu dziękujący uśmiech. Poszliśmy z powrotem do pokoju. Usiałem na łóżku, a chłopak na fotelu obok.
-Jak tam Antoni? - spytałem.
-Szybko łapie. Wyznaczył sobie cele i do nich dąży -odparł z uśmiechem.
-Nie o to mi chodziło Ashi. Jak tam wasze relacje? - uśmiechnąłem się. Niebieskowłosy spojrzał na mnie z niezrozumieniem.
-Emm przyjazne?
Spojrzałem na niego jak na idiotę.
-Bo ja niby jestem ślepy i nie widzę jak się na niego gapisz. -na twarzy niebieskowłosego pojawił się lekki rumieniec. Spojrzał na mnie speszony.
-Między nami jest 6-7lat różnicy Hisa -odparł.
-I co z tego! Wyglądacie razem słodko.
-To nie ma znaczenia...-usłyszeliśmy wesoły krzyk, otwieranie drzwi, kobiecy pisk należący chyba do Elizabeth i szybki kroki, a następnie głośny śmiech. Wyszliśmy z pokoju razem z niebieskowłosy.
Na końcu korytarza stał Sive zasłaniający oczy Antoniemu i sam wstrząsany powstrzymywanym śmiechem.
-PUKA SIĘ!!! - wrzasnęła Elizabeth i zatrzasnęła drzwi.
Spojrzałem się na dziwnowłosego.
-Mogę prosić o wyjaśnienia?
-No bo...Anti... - zaczął tłumaczyć, ale przez śmiech ledwo wydusił z siebie parę słów. -Wygłupialiśmy się...no i Anti wbiegł do...pokoju Ellie...
Spojrzałem na młodszego chłopaka. Stał nadal w tym samym miejscu co stał, otwierał i zamykał usta jak ryba na powierzchni.
-Ashi idź go pocieszyć. Biedak traumę przeżył - powiedziałem.
-SŁYSZAŁAM ALAHISIE!!! -tego Sivek nie wytrzymał. Wybuchnął głośnym śmiechem. Oparł się o wciąż lekko oszołomionego bruneta. Gdy się już jako tako uspokoił otarł łzy śmiechu i spojrzał na bruneta, następnie obejmując go i gładząc po głowie.
-Spokojnie mój drogi kiedyś musiałeś przeżyć ten horror -mruknął, a następnie szepnął mu coś jeszcze do ucha na co brązowooki zaczerwienił się i schował twarz w zagłębienie jego szyi.
-Zaraz poczuję się zazdrosny... - mruknąłem patrząc się na Siv'a, który przytula chłopaka. Dziwnowłosy spojrzał na mnie z seksownym uśmiechem i puścił oczko.
-Anti bądź mężczyzną i przynieś mi matczyną dumę robiąc to -usłyszałem. Wymieniłem pytające spojrzenie z Asher'em, ale najwyraźniej obaj nie wiedzieliśmy o co chodzi. Brunet odsunął się od niego z uśmiechem, a następnie pokiwał głową i odwrócił się w naszą stronę.
-Chce się z tobą przespać -oznajmił nastolatek ze słodkim uśmiechem. Pierw nie wiedziałem, do którego z nas mówi, ale widząc wzrok Siv'a utkwiony w oszołomionym Asher'ze zrozumiałem. On wiedział, pomyślałem.
-Mówiłem, że zaniemówi -szepnął do chłopaka i podszedł do mnie. Delikatnie mnie objął od tyłu.
-On zaraz padnie na zawał - zaśmiałem się, ale od razu skrzywiłem się.
Nie mogę się śmiać. Pomachałem Asherowi ręką przed oczami, a ten nawet nie mrugnął.
-Ashi? Mam wzywać lekarzy?
Niebieskowłosy nagle przycisnął do ściany zaskoczonego bruneta i wpił się w jego usta.
-Czuję się jak ojciec nastolatki -mruknął mi do ucha Siv, a następnie głośniej dodał -Asher opanuj hormony! I wynajmijcie sobie jakiś pokój. Chyba nie zniósłbym dobrze waszych jęków.
-Skoro nalegasz - mruknął niebieskowłosy i wepchnął bruneta do najbliższego pokoju.
-Fujka! To mój pokój!
-Zmieniłbym go na twoim miejscu -powiedział dziwnowłosy i zaczął mnie prowadzić z dala od mojej sypialni. Wprowadził mnie do jakiegoś pokoju, który pierwszy raz na oczy widziałem. Był to pewnie jakiś pokój gościnny. -Kładź się i odpocznij trochę. Nawet nie próbuj negocjować widziałem jak się krzywiłeś idąc.
-To zapewnij mi jakąś rozrywkę...Dobra źle to brzmi. Po prostu przynieś mi jakąś książkę czy coś - mruknąłem kładąc się.
SIVE
Zachichotałem na jego dobór słów.
-Oj zapewniłbym ci ją, gdybym nie sprawiło ci to bólu mon cher -mruknąłem rozglądając się po pomieszczeniu.
-Przełóżmy to na potem - uśmiechnął się. -A co do tego ogniska to serio dobry pomysł.
-Bo mój -odparłem i ściągnąłem biały materiał z czegoś co kształtem przypominało regał. Tona kurzu otoczyła mnie na co zacząłem kichać. Gdy już opadł spojrzałem na roześmianą twarz czerwonookiego -Odkurzanie też trzeba zrobić chyba, że to jakiś misterny plan zabicia innych.
-Nie zajmowałem się tym dotychczas - powiedział i przytulił się do poduszki. A ja wpadłem na genialny pomysł. Ruszyłem do łazienki i widząc wielką wannę uśmiechnąłem się.
-Rozbieraj się -oznajmiłem chłopakowi włączając wodę i napełniając nią wannę po brzegi. -Gorąca kąpiel przynosi ulgę takim obrażeniom.
-Bene la mia principessa** - słyszałem jego cichy śmiech. Zmrużyłem na niego oczy. Chłopak powoli z moją pomocą pozbył się ubrań i zanurzył się w wodzie. -Zdecydowanie polubiłem wodę...tą cieplusią rzecz jasna.
-Tylko się nie utop z tego szczęścia -powiedziałem patrząc jak chłopak zanurza się tak, że tylko czubek głowy był widoczny i oczy znad powierzchni.
-Nie jestem samobójcą skarbie - szepnął przyciągając moją osobę do swojego ciała. Szybko go powstrzymałem.
-Ale masochistą chyba jednak jesteś. -powiedziałem ściągając ubrania. Machnąłem by się przesunął i usiadłem za nim. Objąłem go i lekko gładziłem jego poznaczoną siniakami skórę.
-Kocham cię - mruknął niczym kot i oparł głowę o moją klatkę piersiową.
-Nie dziwie ci się mon cher. Jestem wspaniały...-odpowiedziałem.
-I skromny -dodał ze śmiechem.
-Tak. Jestem ideałem. I ląduje w ludzkich fantazjach już po pierwszym spotkaniu.
-Muszę powiedzieć ci coś smutnego... - zaczął całkiem poważnie przez co się wystraszyłem. -Nie byłeś w moich fantazjach po pierwszym spotkaniu.
-Bo ty jesteś wyjątkiem od reguły, za to w tej chwili twoje myśli są w pełni skupione na moich działaniach -mruknąłem mu do ucha dłonią gładząc jego udo.
Chłopaka przeszedł delikatny dreszcz i zaczął mruczeć jak kotek. Moje ręce błądziły po jego ciele w delikatnej pieszczocie. Hisa długo nie wytrzymał siedząc na miejscu i odwrócił się twarzą do mnie by wpić się w moje usta. Jedną ręką oparł się o wannę, a drugą wplątał w moje włosy.
Ocieraliśmy się o siebie spragnieni swojej bliskości, gdy nagle uslyszelismy pukanie do drzwi.
-Kurwa...- mruknal rozowowlosy. -Slucham?!
-Ksiaze. Lord Lorens de Odella przybyl i prosi o jak najszybsze spotkanie - uslyszelismy zza drzwi glos poslanca.
-Jesteś strasznie rozchwytywany -szepnąłem mu do ucha. Chłopak posłał mi spojrzenie mówiące bym lepiej się zamknął.
-Zaraz przyjdę! -krzyknął do posłańca. Wyszliśmy z ciepłej wody i wysuszyliśmy się, a następnie już ubrani wyszliśmy. Jeśli myśleliśmy, że będziemy sami to się pomyliliśmy. W pokoju stał mężczyzna o jasno brązowych włosach i ciemnych oczach. Za to przy drzwiach stał strażnik.
-Alahisie - mężczyzna skłonił się delikatnie.
-Jesteś strasznie rozchwytywany -szepnąłem mu do ucha. Chłopak posłał mi spojrzenie mówiące bym lepiej się zamknął.
-Zaraz przyjdę! -krzyknął do posłańca. Wyszliśmy z ciepłej wody i wysuszyliśmy się, a następnie już ubrani wyszliśmy. Jeśli myśleliśmy, że będziemy sami to się pomyliliśmy. W pokoju stał mężczyzna o jasno brązowych włosach i ciemnych oczach. Za to przy drzwiach stał strażnik.
-Alahisie - mężczyzna skłonił się delikatnie.
-Wuju... Dobrze, że zawitałeś do Fiammy. Miałem do ciebie jechać, ale skoro przyjechałeś tu możemy porozmawiać.
-Właśnie po to tu jestem. -spojrzał się na mnie. -Sive Crispo. Urosłeś od tego czasu gdy cię widziałem.
-Nie chciałbym być nie miły, ale chyba się pan pomylił. Nie znamy się -zaprzeczyłem przyglądając się mu.
-Znałem twoich rodziców gdy byli jeszcze młodzi.
Mężczyzna miał na oko czterdzieści lat. Na twarzy miał cały czas miły uśmiech. Nikt by nie podejrzewał, że tak promieniująca radością osoba mogłabby być spokrewniona z tyranem rządzącym Fiammą.
-Najwyraźniej każdy ich znał oprócz mnie -odparłem z lekkim skrzywieniem. Ciemnooki chciał chyba coś powiedzieć ale nie pozwoliłem mu dojść do słowa -Nie będę wam przeszkadzał.
-Najwyraźniej każdy ich znał oprócz mnie -odparłem z lekkim skrzywieniem. Ciemnooki chciał chyba coś powiedzieć ale nie pozwoliłem mu dojść do słowa -Nie będę wam przeszkadzał.
-Zbieraj już książki na ognisko - odparł z uśmiechem chłopak i przyciągnął mnie do siebie by dać mi buziaka. -Sprawdź czy ojciec siedzi grzecznie w pokoju - szepnął mi do ucha.
-Po pierwsze...władasz ogniem. Po prostu to ciulni kulką ognia. Po drugie nie przemęczaj się, a po trzecie...nie mam pojęcia. Bayo! -powiedziałem i ruszyłem do drzwi. Spojrzałem na młodego strażnika. I zatrzymałem się. -BU!
Na dziwną minę chłopaka zachichotałem.
ALAHIS
-Twój chłopak? -spytał wujek z uśmiechem i przytulil mnie.
-Tak ale nie mow matce a szczegolnie ojcu.
-Oczywiscie potworku. To moze przejdziemy do salonu i porozmawiamy?
-Zapraszam - ramie w ramie ruszylismy w kierunku salonu.
*
-Przekonasz rade by zlikwidowalaa Ottaviana z miejsca wladzcy. Mam na niego coraz wiecej papierow z czynami nie godnymi krola. Dochodzi do tego zamach na mnie juz drugi raz. Tylko teraz sam sie tym zajal.
-Ali najlepiej zwolaj cala rade i przedstaw im argumenty. Wtedy nie maja wyboru co do osadzenia.
-I tak zrobie, lecz jak narazie musze podbudowac sobie zdrowie wujku. Ledwo chodze, a co dopiero mam sie klucic z tymi wszystkimi lordami.
-Masz po swojej stronie mnostwo wpywajacych ludzi. Pamietaj ze masz mnie, Domenico Crispo i jego dzieci, Marcella. Wiele ludzi jeszcze ku sobie przekonasz.
-Oby. Bo jeśli on zostanie przy władzy to mogę już się pakować -powiedziałem mając na myśli swojego ojca.
-Oby. Bo jeśli on zostanie przy władzy to mogę już się pakować -powiedziałem mając na myśli swojego ojca.
-przesadzasz Ali. Nie zrobił by tego.
-Chciał mnie zabić, a ty nie wierzysz że wykopał by mnie z królestwa?
-Nie o to chodzi. On nie może cię wyrzucić z zamku gdyż masz prawo w nim przebywać jak całą rodzina królewska. Myślisz dlaczego twoja narzeczona jest w zamku. Będzie należeć do rodziny. Nawet jeśli byś z nią nie był lub zerwał zaręczyny to ma okna jakiś procent królestwa.
Westchnąłem. Chyba naprawdę spalę te książki o prawach królewskich. Pogrążyliśmy się w przyjemnej ciszy. Została okna przerwana przez otwarcie drzwi prezes służącą. Miała okna tracę z dwiema filiżankami herbaty. Grzecznie nam je podała i wyszła. Zaczęliśmy spokojną rozmowę o różnych sprawach. Najważniejszą była koronacja.
SIVE
SIVE
Machnąłem ręką odsyłając kulę ognia w stronę króla. Była to nasza osobista zabawa od dobrej godziny. Ja siedziałem pod ścianą czytając jedną z ksiąg wypełnionych po brzegi prawami. Ottavio za to siedział na łóżku i mordował mnie wzrokiem. Strażników odprawiłem by się nie musieli z nim męczyć.
-W tych książkach brakuje wspomnienia tylko o tym, że władca ma władze absolutną -skomentowałem sarkastycznie i znudzony monotonią stworzyłem ognistą panterę. Po chwili starła się ona w ataku z dużym wilkiem.
-Byłbyś lepszym władcą niż mój syn -oznajmił mężczyzna, gdy walka toczyła się w najlepsze. Posłałem mu niedowierzające spojrzenie, a ten wykrzywił wargi w niechętnym, krzywym uśmiechu.
-Bredzisz -odparłem po dłuższej chwili ciszy.
*
-...dam ci co będziesz chciał. Będziesz mógł robić co chcesz, bez podlegania pod prawo.
-Naprawdę myślisz, że zdołasz mnie przekupić? Że cię poprę po tym jak usilnie starałeś się o moją śmierć? -zapytałem mężczyznę.
-W tych książkach brakuje wspomnienia tylko o tym, że władca ma władze absolutną -skomentowałem sarkastycznie i znudzony monotonią stworzyłem ognistą panterę. Po chwili starła się ona w ataku z dużym wilkiem.
-Byłbyś lepszym władcą niż mój syn -oznajmił mężczyzna, gdy walka toczyła się w najlepsze. Posłałem mu niedowierzające spojrzenie, a ten wykrzywił wargi w niechętnym, krzywym uśmiechu.
-Bredzisz -odparłem po dłuższej chwili ciszy.
*
-...dam ci co będziesz chciał. Będziesz mógł robić co chcesz, bez podlegania pod prawo.
-Naprawdę myślisz, że zdołasz mnie przekupić? Że cię poprę po tym jak usilnie starałeś się o moją śmierć? -zapytałem mężczyznę.
-Nie ja tylko Revess i generałowie. Dochodzą do tego ludzie którzy wiedzą o twoich żywiołach lub mają złe doświadczenie z Sempre - wytlumaczyl.
Jego wilk zlapal za szyje moja pantere.
-Moge dac bezpieczenstwo twojej rodzinie, bliskim, Alahisowi.
-Czemu niby Alahisowi?
-Slepy to ja jeszcze nie jestem. Wystarczy polaczyc fakty.
-I mam uwierzyć, że dotrzymasz słowa?
-I mam uwierzyć, że dotrzymasz słowa?
-Sa takie rzeczy jak umowy drogi Crispo. -moja pantera się rozpłynęła. Spojrzałem z namysłem na mężczyznę.
-Zostanie twoim sprzymierzeńcem nie było by trudne -oceniłem. Jego słowa były kuszące. Sprzedać swoje usługi za wolność i bezpieczeństwo bliskich -Muszę się zastanowić. Odpowiedź dostaniesz jutro...
-Nich będzie. Postaram się do tego czasu nie sprawiać problemów -powiedział wyraźnie zadowolony z przebiegu rozmowy. Pokiwałem głową i ruszyłem do drzwi. Przywołałem strażników, a następnie ruszyłem korytarzami. Pogrążając się w myślach.
-Sivveekk!- zza rogu wybiegla przestraszona Rou,
-Zostanie twoim sprzymierzeńcem nie było by trudne -oceniłem. Jego słowa były kuszące. Sprzedać swoje usługi za wolność i bezpieczeństwo bliskich -Muszę się zastanowić. Odpowiedź dostaniesz jutro...
-Nich będzie. Postaram się do tego czasu nie sprawiać problemów -powiedział wyraźnie zadowolony z przebiegu rozmowy. Pokiwałem głową i ruszyłem do drzwi. Przywołałem strażników, a następnie ruszyłem korytarzami. Pogrążając się w myślach.
-Sivveekk!- zza rogu wybiegla przestraszona Rou,
-Co sie stalo?
-Hisia! Cos sie stalo! Kaszlal krwia! - dziewczynka zaczela mnie ciagnac za reke w strone wyjscia z zamku.
-A wiesz czemu?
-Siedzial ze mna w ogrodku...
----------------
*tekst piosenki Birdy - Shelter (zmieniona osoba w tekście na potrzebę opowiadania)
**<wł.> dobrze, moja księżniczko
----------------
*tekst piosenki Birdy - Shelter (zmieniona osoba w tekście na potrzebę opowiadania)
**<wł.> dobrze, moja księżniczko
