sobota, 26 marca 2016

Rozdział 1

SIVE

 To miała być prosta akcja. Ale coś poszło nie tak. Oni wiedzieli, że ja i Avie przyjdziemy. Byli przygotowani. To oznaczało, że ktoś zdradził...

Wspiąłem się zwinnie na drzewo, a następnie przez półotwarte okno wszedłem do rezydencji jakiejś bogatej rodziny. Nie widząc nikogo dałem znak Avie, która chwile później stała obok mnie. Upewniając się, że maski zasłaniają nasze twarze ruszyliśmy. 

Czułem, że coś jest nie tak lecz nie przejąłem się tym aż do momentu, gdy weszliśmy do sypialni, gdzie miał być nasz cel z kochanką. Byli tam, a wraz z nimi chyba dziesięciu strażników.
 Płomienie poleciały w naszym kierunku, więc szybko zasłoniłem nas ścianą wody. 

-Biegnij -szepnąłem i popchnąłem Avie w stronę korytarza. Wywołałem podmuch wiatru, który zwalił wszystkich z nóg. 

Ruszyłem. Po chwili za mną rozległy się szybkie kroki. Zakląłem. 
Skręciłem widząc wymykającą się Avie. Musiałem zapewnić jej czas na ucieczkę. 

Ześlizgnąłem się po poręczy zgrabnie lądując na końcu schodów. Chciałem biec dalej, gdy otoczył mnie krąg ognia. Uśmiechnąłem się z rozbawieniem i przebiegłem. Niestety moje chwilowe zawahanie w kręgu wykorzystali strażnicy. Otoczyli mnie.

Jeden za dziesięciu...wynik był przesądzony od początku. Mimo to walczyłem o swoją wolność. I przegrałem...

Oblizałem spierzchnięte usta. Poczułem swoją krew.

Chłód metalu na nadgarstkach i opaska na szyi blokująca moje moce. Spuściłem głowę słysząc kroki, a następnie zgrzyt otwieranych drzwi celi.

-Król chce z tobą rozmawiać morderco -oznajmił strażnik.

-A może ja nie chcę z nim rozmawiać, o tym nie pomyśleliście hm? -mężczyzna zamachnął się i uderzył mnie w twarz.

-Nikt nie pyta o zdanie takich jak ty -syknął.

*

Wolnym krokiem szedłem za dwoma strażnikami, po moich bokach i za mną również szli umundurowani mężczyźni. Nie śpieszyłem się. Ich to irytowało, a mi dawało parę gramów radości.

Ręce miałem skute za plecami. Spojrzałem na swoje stopy, gdy stanęliśmy przed bogato zdobionymi drzwiami.

Zostałem wprowadzony do dużej sali urządzonej z przepychem, smakiem i elegancją. Ciemne marmurowe kafelki i ściany w szkarłatnym odcieniu, a na nich piękne arrasy. Na końcu sali stały trzy trony lecz tylko dwa z nich były zajęte. Jeden przez mężczyznę o czerwonych oczach i ciemnych, już lekko siwych blond włosach ,a drugi przez chłopaka gdzieś w moim wieku. Białe włosy i ciemne oczy w kolorze krwi. Na ich głowach oczywiście widniały korony, bo jakby inaczej.

-To on? -zapytał blondwłosy mężczyzna. Strażnicy oddali mu pokłon, a ja stałem prosto nawet na niego nie patrząc.

-Tak panie. Ruka, płatny zabójca. -wyrecytował z pogardą. Chyba mnie nie lubi, jak mi przykro z tego powodu -Ukłoń się władcy.

-Nie. -odparłem i po chwili zostałem powalony na ziemie. Jęknąłem cicho od uderzenia głową w posadzkę.


ALAHIS


Co za głupki. Niech traktują go jeszcze gorzej, to w ogóle nie będzie współpracować.
Chłopak mógł być w moim wieku, miał granatowo-błękitno-fioletowe włosy i szaroniebieskie oczy. Był dość przystojny, nie patrząc na rozciętą wargę, z której ciekła powoli krew. Może uda mi się go uratować. Szkoda by go było.

-Czemu traktujecie go gorzej od śmieci? - spytałem.

Strażnicy spojrzeli na mnie jak wilki. Zawsze mnie nie postrzegali za zagrożenie, choć przy królu musieli zachowywać się.

-Książę to morderca, nie zasługuje na nic więcej - powiedział ich dowódca.

-Nic nie zrobił...No chyba, że zabił kogoś na naszym terenie? Hm?

-Nie, ale...

-No właśnie. Więc nie chcę widzieć traktowania w tak odrażający sposób nawet więźniów - powiedziałem wstając i podchodząc do chłopaka. Czułem na swoich plecach wzrok ojca. Lekko się schyliłem i złapałem go za brodę, by spojrzał mi się w oczy.

-Jak się naprawdę nazywasz? - spytałem.

-A co cię to obchodzi? -zapytał z chłodem w głosie. 

-Oj no człowieku współpracuj jeśli chcesz żyć - wyszeptałem mu do ucha.

Już czułem, że będę miał rozmowę z ojcem. Dłuugą.


-Sive. -mruknął ze słyszalną niechęcią.

-No więc Sive, z pewnością chcesz sobie jeszcze pożyć, a mi nie chce się patrzeć na osobę w moim wieku, która ma zginąć. Może ułożymy jakieś ultimatum byś ty przeżył, a my nie musieli cię zabijać... - zacząłem, a ojciec od razu przerwał mi.

-Alahis. To morderca. Nie zasługuje na życie. Chciał nas zabić - odezwał się szorstkim głosem.

-Dobrze powiedziane. Was. Nie mnie, a ja mam zamiar dać mu szanse na poprawę - odpowiedziałem mu stając na przeciw swojego tronu. -Ty nam pomożesz w rozwiązaniu sprawy kto doprowadza do zaginięć naszych ludzi, a ja dam ci tymczasowy azyl. Gdy uda ci się doprowadzić do złapania winnego zostaniesz ułaskawiony - powiedziałem i spojrzałem na niego. -Masz prawo odmówić, ale wtedy nic nie poradzę na to, jaki wyrok da mój ojciec.

-Nie "was" tylko twojego zastępce i...jeszcze kogoś -powiedział niebieskooki w stronę mojego ojca. Wpatrywał się w niego przez chwilę -Nie zabijam władców. Nie jesteście idealni, ale za dużo problemu z tym, z wami.

-Ty...

-A co do twojej propozycji to... czego oczekujesz? -tym razem skierował swoje chłodne spojrzenie na mnie.

-O doprowadzenie nas do winnego zaginięć. Powiedzenie kto to. Cokolwiek byśmy mogli go złapać - powiedziałem trochę już wypranym z emocji głosem. Zacząłem się nudzić, więc założyłem nogi na oparcie tronu i zacząłem nimi machać.

Wiem nie przystoi to księciu, no ale ile można ciągnąć taką sprawę. Zaraz mam lekcje żywioły, które, a pro po lubię, a nie chcę chłopaka zostawiać samego z moim ojcem. Nie jest on zbyt miłym człowiekiem.

-A jeśli się nie zgodzę to jaka śmierć mnie czeka? -spojrzałem na niego zdziwiony obojętnością z jaką to mówił. -Oh nie patrz tak na mnie księciuniu. Każdego dnia byłem narażony na stratę życia.

-Za tego księciunia oberwie ci się. Znając życie ścięcie przed mieszkańcami - odpowiedziałem. Widziałem w jego oczach kalkulacje.

-Niech będzie. Pomogę wam, ale jeśli nie dotrzymacie umowy to zemsta was dosięgnie -powiedział po czym wstał. Spojrzał znacząco na jednego ze strażników, a następnie na swoje skute ręce -Panie dowódco to mi będzie przeszkadzać i wzbudzi podejrzenia...Z obroży też zrezygnuje. I chce moją broń wy kradzieje jedne.

-Zgodzę się na wszystko prócz obroży i broni - odrzekł mój ojciec na co wywróciłem oczami.

Zdecydowanie jest przewrażliwiony na takie osoby. Widziałem już że jest zły na mnie za to co zaproponowałem chłopakowi, no ale co ja poradzę. Nie potrafię patrzeć na śmierć tak młodych osób.

-Odpiąć mu kajdany i obrożę - powiedziałem. Nie ma to jak dodać oliwy do ognia!

-Alahis'ie... - warknął król.

-Jak ty byś się czuł w zamku wroga bez jakiejkolwiek broni? - mruknąłem do niego.

-I, i tak zaraz stąd zniknę, więc uspokój się -mruknął chłopak masując zaczerwienione nadgarstki. Po zdjęciu obroży wzdrygnął się widocznie.

-Jak śmiesz się tak odzywać do władcy ty...

-Morderco? Śmieciu? Nic nie warty gówniarzu? -dopytywał z jedną brwią w górze. -No dalej, wysil się na jakąś kreatywną obelgę. I on nie jest moim władcą. Nikt nim nie jest. A teraz wybaczcie moi drodzy, ale czekają na mnie albo na wieść o mojej egzekucji. Tak czy siak muszę znikać odezwę się w najbliższym czasie. 

-Skąd mamy mieć pewność, że wrócisz? - spytał mężczyzna. Chłopak będący już koło drzwi odwrócił się.

-Nie masz żadnej -odparł z prostotą po czym otworzył drzwi i wyszedł.

Uśmiechnąłem się. Zdecydowanie chłopak miał genialny charakter, szczególnie wkurzający. Przeciągnąłem się i wstałem.

-Gdzie idziesz? - spytał czerwonooki mężczyzna.

-Mam zaraz lekcje - odpowiedziałem i szybkim krokiem opuściłem salę.

*

Gdzie on do cholery idzie...?

Szedłem już od godziny za dziwnowłosym i śledziłem go z ukrycia. Dobrze, że umiałem się tak skradać. Miałem na sobie czarne, przylegające spodnie, tego samego koloru koszulkę i bluzę z kapturem. Nie mogę sobie pozwolić na to by ktoś mnie rozpoznał. Przy pasie miałem moje kochane dwa pistolety Combat Zone P-920.

Nagle chłopak się zatrzymał na środku placu. Następnie odwrócił się i zaczął się rozglądać. Chciałem się ukryć lecz ten już się uśmiechał zwycięsko.
Gestem pokazał mi bym podszedł.

-Nudziło ci się w zamczysku? -zapytał opierając się z nonszalancją o ścianę.

-Tak troszeczkę - odparłem. -I coś mam twojego.

Zza pasa wyciągnąłem jego nóż w futerale i pistolet.

SIVE

Wziąłem swoje rzeczy.

-Po co za mną idziesz? -zapytałem chowając pistolet i przymocowując futerał do pasa. 

-Bo mi się nudzi - odparł. -A ty jesteś ciekawą osóbką...

Prychnąłem na jego słowa. Odepchnąłem się od ściany i wznowiłem wędrówkę.

-Jeśli zdradzisz coś co tu usłyszysz bądź zobaczysz, to osobiście cię dopadnę -powiedziałem, gdy stanęliśmy przed szarą kamienicą, w której obecnie mieszkałem z resztą. Otworzyłem drzwi puszczając go przodem.

Chłopak cały czas milczał, ale za to uważnie wszystko analizował wzrokiem. Dało się od niego wyczuć bijącą moc.

Szybkie kroki na schodach przyciągnęły moją uwagę. Ujrzałem zbiegającą po nich szatynkę o miodowych oczach. Jej ruchy mimo czarnej sukienki były pełne gracji. Z szybkością, której nikt by się nie spodziewał znalazła się przede mną i rzuciła mi się na szyję.

Avis

-Sive ty dupku -szeptała wtulając się we mnie. Ta drobna szatynka była moją najlepszą przyjaciółką, którą traktowałem jak siostrę. To jej ojciec mnie znalazł i wychował. Nasza dwójka od zawsze była ze sobą mocno związana, więc wiedziałem że słowa dziewczyny nie są obraźliwe.
Objąłem ją ciasno ramionami.

-Spokojnie jest okej. Żyje...

-Wywlekli cię nieprzytomnego z tego domu. Nie wiedziałam co robić...Bałam się, że tym razem to już koniec...

-Miałbym cię zostawić łamiąc obietnicę? Nigdy. -odparłem i odsunąłem ją na odległość ramion. -Porozmawiamy później. Zawołaj wszystkich do salonu. Nie mów, że wróciłem.

-A kto to? -zapytała obracając się w kierunku księcia.

-Jak bym ci powiedział nie uwierzyłabyś mi -odparłem z lekkim uśmiechem. Gdy szatynka zniknęła ruszyłem do salonu urządzonego w brązach. Ściany koloru kawy i czarnym paskiem na jednej z nich, podłogi z ciemnego drewna, a na nich białe puszyste dywany. Czarne kanapy i fotele. Zająłem jeden z foteli przy kominku.

-...coś się stało? Jakieś wieści? -usłyszałem zanim do pokoju weszła grupa osób. Przystanęli zaskoczeni na mój widok.

-RUKA!

-Ty żyjesz...

-Tak się martwiliśmy ty dupku...

-Jak zawsze w humorkach widzę. Usiądźcie mamy do omówienia parę kwestii. -gdy wszyscy zajęli miejsca zaczęli się wpatrywać to we mnie, to w Alahis'a. -Jakieś pytania może macie?

-Chyba każdy ma parę, ale aktualnie to chyba chcemy wiedzieć kto to jest? -odezwał się blondyn o orzechowych oczach. Posłałem mu lekki uśmiech.

-To niespodzianka, którą zdradzę zaraz po tym jak odkryję kto zdradził.

-CO? Sive przecież jesteśmy rodziną, nikt z nas...

-Ezra chciałbym w to wierzyć, ale o wczorajszej akcji wiedziała tylko nasza szóstka. A oni czekali na nas. Byli przygotowani na to, że my tam będziemy.

-A ten kto zlecił? -dopytywał blondyn nie chcąc uwierzyć, że ktoś się wygadał. Przyglądałem się ich mimice twarzy.

-Klientka chciała śmierci męża i jego kochanki. Nie zdradziła by w obawie przed naszą zemstą.

Rozmowa trwała długo. Zaczęliśmy skomplikowaną i męczącą dyskusję. Pozwalałem się całej piątce wypowiadać od czasu do czasu coś dopowiadając bądź odpowiadając na ich pytanie czy domysły. Wreszcie postanowiłem im przerwać. Spojrzałem na białowłosą postać, która cały czas się nam przyglądała.

-Nie znasz ich, ale powiedz mi kto ci się rzucił w oczy. Kogo słowa wydają się podejrzane? Może ktoś zdradził się mową ciała? -popatrzyłem na niego przez moment, po czym wróciłem do przyglądania się moim ludziom. Osobą, które miałem za rodzinę.
Swoje własne spostrzeżenia zostawiam na koniec. Chciałem usłyszeć zdanie osoby z zewnątrz.

-Nie jestem jakimś specjalnym wykrywaczem podejrzanych ludzi, ale jedna osoba z nich to zdrajca. - powiedział opierając się o ścianę. -Nawet teraz pokazuje to...Oh cóż za niedoświadczony człowiek. Trzeba się rozluźnić, jeśli dobrze wysłuchałem z rozmowy Tobias'ie.

-Ruka chyba mu nie wierzysz...-zaczął czarnowłosy nerwowo przeczesując włosy. Wstałem.

-Chciałbym Tobby, ale ja również zauważyłem twoje poddenerwowanie odkąd zobaczyłeś mnie w salonie. Musimy chyba porozmawiać...

-Ale...J-ja nic nie zrobiłem!

-To się jeszcze okaże -mruknąłem podchodząc do niego. Gdy chciał uciec złapałem go boleśnie za ramie. Ruszyłem do wyjścia z salonu. -Porozmawiajcie sobie spokojnie, a my musimy poważnie porozmawiać...

Ruszyłem korytarzem do drzwi piwnicy.

ALAHIS

-Powiesz wreszcie kim jesteś? - spytał blondyn o orzechowych oczach.

-Nie ma tak w życiu prosto. Jeśli chcecie wiedzieć przed przyjściem Sive'sa to zgadujcie, mogę wam pomagać i mówić jeśli będziecie blisko - powiedziałem z uśmiechem i usiadłem starannie na fotelu dając im już do myślenia.

-Prosta sylweta, elegancja w ruchach... -zaczęła jedna z dziewczyn.

-Uzyskał szacunek Sive -dodał chłopak o zielonych oczach.

-I on się go słuchał -patrzyłem z zainteresowaniem jak dodają coraz to nowe punkty o mojej osobie. Cała czwórka idealnie się rozumiała.

-Stawiam na wysoko urodzonego. -podsumowała szatynka, która przywitała Sive. Nagle usłyszeliśmy stłumiony krzyk. Oni wymienili smutne spojrzenia. Ja zastanawiałem się co się tam dzieje.

-Arystokrata -powiedział chłopak o blond włosach.

-Blisko jesteście - powiedziałem zadowolony z ich szybkich obserwacji. -Mówcie mi Hisa.

-Hej młodzieży! -odezwał się nowy głos i do pokoju wszedł wysoki mężczyzna o opalonej cerze. Miodowe oczy skupiły się na mnie. Zabłysło w nich zrozumienie. -Gdzie młody?

-Tobias zdradził -odezwał się głos poszukiwanego. Stał on oparty o framugę. Przód jego stroju był pokryty krwią.  -Wszystkie akcje w tym miesiącu należy odwołać albo zmienić plany.

-Już się nim zająłeś? - uśmiechnął się kręcąc głową. -A ten młodzieniec to kto? - spojrzał się na mnie na co ja spojrzałem na niego.

-Mój nowy znajomy, z którym mam sprawę do załatwienia...Powiedział bym więcej, ale ostatnia sytuacja pokazała, że nawet ktoś ci bliski może cię zdradzić.

-Za co?

-Pieniądze. Zawsze chciał mieć więcej i to doprowadziło do tego.  -wytłumaczył z pochmurnym spojrzeniem. -Hisa poznaj mojego opiekuna i ojca Avie, Marshall'a. Na kanapie siedzą Ezra blondyn z orzechowymi oczami. Obok niego piękna Emilie; brunetka, szare oczy oraz Avie. To ona nas przywitała. Zielonooki chłopak to Castiel. 

-Witam. Już się przedstawiłem, ale powiem jeszcze raz. Jestem Hisa. Powiedziałbym wam moje prawdziwe imię i nazwisko, ale jak to powiedział Sive, ostatnia sytuacja pokazała że nawet ktoś bliski może cię zdradzić.

-Idę się przebrać i znikam. Czerwonooki za mną -powiedział i odwrócił się by odejść.

-Pf. Mam imię dziwnowłosy... - mruknąłem cicho, ale idealnie by on usłyszał.

SIVE

-Jesteś pewien, że chcesz bym go użył przy ludziach, którzy połączą fakty? -zapytałem  idąc w kierunku schodów. Chłopak szedł za mną. Minęliśmy dwa piętra i weszliśmy na ostatnie, gdzie pokój miał Marshall, Avie i ja. Otworzyłem zablokowane drzwi do mojej sypialni. Średniej wielkości pokój o ciemnych ścianach w kolorze granatowym. Meble z jasnego drewna ładnie z nimi kontrastowały. Duże łóżko z biało-czarną pościelą. Obok szafka nocna, w której miałem zapasową broń.  Podszedłem do szafy i wyciągnąłem z nich specjalny strój.

-Niczego nie ruszaj -powiedziałem i wszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Założyłem czarne lekko obcisłe spodnie i białą koszulę, a na to czarny płaszcz. Za paskiem schowałem pistolet, sztylety wylądowały w specjalnych kieszonkach. Wróciłem do pokoju, gdzie na moim łóżeczku rozłożył się białowłosy książę.

-Nie za dobrze ci? -zapytałem z kpiną. Wyjąłem z komody srebrną maskę na pół twarzy i założyłem ją.

-Jest w sam raz. Co do tego imienia, chodziło mi bardziej o "Hisa" niż "Alahis". Gdzie to się tak wystroiłeś? - chłopak wyglądał tak beztrosko w tym momencie. Na jego twarzy był lekki uśmiech, a oczy były przymknięte przez świecące promienie słoneczne.

-Nie tylko ty korzystasz z moich usług. Mam do zamknięcia jedną sprawę. Ty za to wrócisz do zamczyska i przygotujesz wszystko co wiecie o zaginionych.

-Zrozumiano - chłopak zasalutował i wstał z mojego łóżka. -Kiedy przejdziesz po informacje?

-W bliżej nieokreślonym czasie. Będziesz wiedział, że przyszedłem -powiedziałem z tajemniczym uśmiechem.

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy