piątek, 27 maja 2016

Rozdział 7

ALAHIS

-Pobudka! - usłyszałem krzyk chłopaka.

Otwarłem jedno oko by spojrzeć na osobę budzącą mnie.

-Mahiro? Co tu robisz?

-Budzę cię -odparł z uśmiechem -A teraz chodź idziemy na spacer.

Patrzę na niego jak na wariata i biorę ciuchy na przebranie. Wchodząc do łazienki czułem na sobie złote oczy "demona". Po długim, ciepłym prysznicu przebrałem się w białą koszulę i czarne, dopasowane spodnie. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Moje włosy już spokojnie mogłem dać za ucho. Muszę iść do fryzjera. Zdecydowanie.

Gdy wyszedłem z łazienki Mahiro leżał rozwalony na łóżku drzemiąc. Stworzyłem ognistego kotka, który wskoczył mu na plecy i zaczął się łasić.

-Weź tego sierściucha! - wykrzyknął zrywając się z łóżka.

-Nie ulubisz kotków? - spytałem niewinnie.

-Nie.

Wysłałem mu duży uśmiech.

-Przed twoim upragnionym spacerem, pójdziemy do fryzjera. Muszę podciąć wreszcie włosy - powiedziałem łapiąc jeden z przeszkadzających mi kosmyków włosów.

-Mogę ci je podciąć! I nawet zmienić kolor! - jego gestykulacja rękami prawie trafiła mnie w nos.

-Jaką mam pewność, że nie będę wyglądał jak idiota? - spytałem.

-Stu procentową - wyszczerzył się i posadził mnie na krześle. -Zaraz wracammmm!

*


Po około dwóch godzinach podcinania moich włosów i farbowania, efekt był świetny. Włosy długość swoją zachowały, jednak o wiele ciemniejsze końcówki lepiej się komponowały.

-I jak? - spytał się złotooki.

-Wiesz...Fajnie ci to wyszło - uśmiechnąłem się przeglądając się w lustrzę.

-Zawszę do usług mój książę - zaśmiał się i schował swój sprzęt.

Mój książę... Do teraz nazywał mnie tak tylko Sive. Lepiej to brzmi w ustach dziwnowłosego.

-Szybciej ty jesteś mój, niż ja twój - odparłem i wyszedłem z pokoju, a za mną ruszył Mahiro. -Będziesz teraz tak za mną łaził?

-Twój ojciec spiskuje przeciwko tobie, a strażnicy nie powstrzymują się od zabicia cię, więc...Tak, będę.

-Eh. - westchnąłem i skierowałem się ku jadalni.

Patrząc na zegar w korytarzu, powinien być teraz obiad.

-Patrzcie kto zaszczycił nas swoją obecnością -zakpił mój ojciec gdy tylko przekroczyłem próg pomieszczenia. -Kolejny morderca pod moim dachem? -zapytał patrząc na blondyna.

Już miałem odpowiedzieć, ale przypomniały mi się słowa Siv'a. Ukryłem obrzydzenie i odpowiedziałem.

-Nie, ojcze. To mój strażnik i przyjaciel. Mahiro. - odparłem siadając.

-Przyjaciel? Nie istnieje ktoś taki i nie łudź się, że kogoś takiego spotkasz - odpowiedział wywiercając oczami mi dziurę w głowie.

Dasz radę Hisa. Wdech i wydech. Zajmij się jedzeniem - usłyszałem w głowie głos złotookiego.

Na talerz nałożyłem sobie trochę obiadu i zacząłem go jeść. Popiłem wszystko kubkiem kawy.

-Gdzie byłeś? - spytał się król.

-Z Sive'm w Cadere -mężczyzna prychnął i wziął łyk ze swojego kielicha.

-Co zrobiłeś, że cię nie zabił? Przekupiłeś go może? -zakpił z jawną wrogością w oczach.

-Ruka raczej nie poleciałby na ładne oczy królu -odpowiedział spokojnie Mahiro widząc jak zaciskam pięści. Po jego słowach mina mojego ojca zmieniła się. Spojrzał on z wyższością na złotookiego, który wyraźnie nie przejmował się jego postawą.

-Gdzie jest matka? - spytałem, próbując jakoś zmienić temat.

Sive z nią rozmawia.

-Co?! - wykrzyknąłem patrząc się na Mahiro.

Służba i ojciec spojrzeli się na mnie jak nie z pełna rozumu człowieka.

-Gdzie on jest? - spytałem już spokojnie złotookiego.

-Nie wiem. Jest z nią i raczej tu -odparł.

-O czym rozmawiają? - spytałem podejrzliwie. Chłopak wzruszył ramionami.

-Nie moje sprawy.

-Kłamca. - mruknąłem. -O czym rozmawiają? - powtórzyłem.

-Nie mogę powiedzieć. Jak chcesz to ich o to pytaj -odpowiedział z wahaniem. Przyglądałem mu się przez dłuższą chwilę. 

-Dobra - warknąłem pod nosem i wstałem od stołu.

SIVE

-...nie wiem -odpowiedziałem opierając czoło o szybę. Siedziałem na szerokim parapecie przyglądając się królowej tego państwa, która poprawiała rozmazany makijaż.

Kobieta opowiadała o swojej przyjaźni z moją matką i wciąż zachęcała do szczerej rozmowy z ojcem. Wciąż nie byłem do tego jakoś entuzjastycznie nastawiony.

-Nie oczekuję...-zaczęła, gdy drzwi się gwałtownie otworzyły i stanął w nich Alahis. Miałem ochotę walnąć głową w ścianę. Jeszcze tylko jego osoby mi tu brakowało teraz. Mahiro miał go trzymać z dala ode mnie na czas rozmowy z jego matką!
Spojrzałem na ogrody będące za oknem. Zawsze uwielbiałem naturę. Siedzenie między drzewami, w ciszy. Z dala od wszystkich.

-O czym rozmawiacie? Podzielcie się sekrecikami, które ukrywacie przede mną...

-Nie wszystko musisz wiedzieć Hisa -odparłem zeskakując ze swojego siedziska. Spojrzałem na białowłosą kobietę i westchnąłem -Dotrzymam obietnicy, ale nie oczekuj niczego więcej.

-Oczywiście - odpowiedziała już spokojnym i łagodnym tonem. -Alahisie są rzeczy, których nie musisz wiedzieć lub dowiesz się ich później.

Czerwone oczy chłopaka spoczęły na kobiecie, a następnie na mnie. Gdy nie zauważył niczego szczególnego w nas po prostu odszedł z prychnięciem.

-Przejdzie mu -mruknąłem i ruszyłem również do wyjścia.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*

Szybko otworzyłem drzwi i rozejrzałem się po korytarzu zanim je zamknąłem. Rozejrzałem się po pokoju, gdy napotkałem szkarłatne tęczówki.

-Tęskniłeś? -zapytałem lekko histerycznym tonem opierając się o drzwi.

-A ty? - spytał leżąc na fotelu i podrzucając piłeczkę. Pokiwałem głową i wyjrzałem podejrzliwie za okno.

-Tęskniłem jak za słońcem w pochmurne dni.

-Miło. Co cię tu sprowadza z zachowaniem jakby cię ścigał twój ojciec? - spytał rzucając we mnie piłką.

-Mahiro czy matka ci to powiedzieli? -zapytałem łapiąc ją i odrzucając.

-Zgadywałem. Nigdy się tak nie zachowywałeś, więc połączyłem fakty - odparł przeciągając się. -Co tam słychać u ciebie? Prócz tego, że masz jakiś cholerny sekret z moją matką.

-Nasłała na mnie ojca. Przybył jak ten król i siedzi w mym salonie! Jak mnie znalazł, się pytam?! -chodziłem niespokojnie po pokoju białowłosego. -Ktoś mnie zdradził i mu to pewnie powiedział.

-A co jeśli powiem, że to ja? - uśmiechnął się. -Był tu ostatnio. Miły człowiek, wiesz?

Zatrzymałem się w pół kroku. Spojrzałem na niego.

-I ty Brutusie przeciwko mnie?! -zrobiłem nieszczęśliwą minkę i padłem dramatycznie na jego łóżko.

-To za karę, że mi nie powiedziałeś o rozmowie z moją mamą. I nie dramatyzuj już. Przecież, cię nie zje. - powiedział. -Ne vous inquiétez pas mon chéri*.

-Ja nie dramatyzuje! Prawie zszedłem do niego, ale potem stwierdziłem, że muszę cie odwiedzić.

-Tak właśnie tłumacz to sobie - odparł ze śmiechem i położył się obok mnie. -Czego ty się tak bardzo obawiasz?

-Niczego się nie obawiam -burknąłem w poduszkę.

-Yhymm...Widzę - mruknął.

Chłopak wstał i już po chwili poczułem na sobie ciepły kocyk.

-Idę ci po czekoladę. Zaszyj się tu tak długo jak chcesz, ale wiecznie od tego nie uciekniesz.

-Ale próbować mogę -mruknąłem robiąc sobie cieplusi kokon. Gdy białowłosy wrócił było widać tylko czubek mojej głowy i oczy. Hisa parsknął na to śmiechem. -Mashall coś od ciebie chce. -powiedziałem. Gdy on położył się koło mnie.

-Przecież oddałem mu papiery - wytłumaczył. -Ja nic nie zrobiłem!

Zaśmiałem się i po przełknięciu czekolady powiedziałem.

-Chce cię w coś wkręcić -wziąłem następny kawałek słodkości.

-Jej! Wreszcie się nie będę nudził! - jego entuzjazm aż raził. -Mówił coś więcej?

-Nie. -odpowiedziałem, po czym  z uśmiechem dodałem -Ale poszperałem trochę i chyba będziesz informatorem Avie.

-To i tak lepsze od siedzenia w zamku i nauki.

-Wiedza to światłości klucz -wyrecytowałem z miną filozofa, ale czekolada psuła całą powagę.

Białowłosy roześmiał się. Jakoś cieplej zrobiło mi się na jego szczery uśmiech. Pierwszy raz się tak czułem. To było dziwne, a zarazem miłe. Ciągnęło mnie do tego. Nagle przed sobą ujrzałem te piękne czerwone tęczówki.

-Masz...czekoladę - usiadł mi na kolanach i kciukiem przejechał mi po kąciku ust. Następnie oblizał swój palec. -Słodka...

Uśmiechnąłem się lekko. Białowłosy chwilę się we mnie wpatrywał po czym schylił się i delikatnie złączył nasze usta. Języki splotły się w leniwym tańcu. Ciała pragnęły bliskości drugiego. Pogłębiliśmy pocałunek, który z sekundy, na sekundę stawał się coraz to bardziej namiętny. Ręce białowłosego zaczęły błądzić po moim ciele. Gdy przerwaliśmy na chwilę pocałunek chłopak ściągnął moją koszulę i zjechał ustami na moją szyję. Wydałem z siebie cichy jęk, gdy lekko przejechał językiem po moim sutku.

Jednak, gdy on przesuwał się dół mnie dopadały pewne wątpliwości i obawy. Bądź, co bądź nigdy nie sypiałem z osobą tej samej płci. Nie mogłem zaprzeczyć podobało mi się to lecz nie byłem chyba gotowy na coś więcej, więc gdy ręce chłopaka znalazły się przy moim rozporku zatrzymałem go.

-Nie mogę -wymamrotałem czując ciepło na policzkach.

Spojrzał się na mnie iskrzącymi oczami i delikatnie się uśmiechnął. Ręką pogładził lekko mój policzek i złączył nasze usta z powrotem w pięknym, długim i namiętnym pocałunku jak z bajki.

*

Wtuliłem się w białowłosego chowając twarz przed promieniami wpadającego do pokoju słońca. Leżałem jeszcze chwilę aż wreszcie stwierdziłem, że trzeba by było wracać. Upewniłem się, że kryształ wciąż wisi na mojej szyi, wyplątałem się z objęć jeszcze śpiącego chłopaka. Cmoknąłem go lekko w czoło, po czym zacząłem się ubierać.

ALAHIS


Obudziłem się z dotykiem metalu na moim karku. Otworzyłem oczy i zauważyłem jakiegoś człowieka. Chciałem go odrzucić mocą, ale gdy tylko lekko się poruszyłem sztylet mocniej przylgnął do mojej szyi.

Mahiro! Kurwa on chce mnie zabić! wrzeszczałem w myślach. Nagle poczułem ulgę gdy złotooki pojawił się w pokoju i obezwładnił mężczyznę. Skrzywiłem się gdy na mojej dłoni, którą dotknąłem szyi została krew.

-Nic ci nie jest? - spytał złotooki wiążąc obcego.

-Żyję - odpowiedziałem wstając i idąc do łazienki. -Wyciągnij od niego, kto chce mojej śmierci.

Zamknąłem się w łazience i spojrzałem na swoje odbicie. Na szyi widniała cienka szkarłatna linia, z której stróżką spływała krew. Wziąłem jakiś ręcznik i po zmoczeniu przycisnąłem go do rany. Na szczęście nie było głębokie i nie dosięgło tętnicy szyjnej.
Gdy wyszedłem z pomieszczenia po mężczyźnie nie było śladu, a Mahiro stał przy oknie z nietępą miną.

-I co? -zapytałem zmieniając koszulę. Blondyn skrzywił się.

-Prawie nic. Ktoś daje za twoją śmierć niezłą sumkę, więc i wielu chce cię zabić. Powiadomiłem Maro, a on miał to przekazać Sive, który wpadł rano na ojca i mają jakąś długą rozmowę -powiedział na jednym wydechu i odwrócił się w moją stronę.

Nie uciekł... pomyślałem i lekko się uśmiechnąłem.

-Muszę iść dziś do Marshall'a. Po drodze możemy iść do jakiejś kawiarni coś zjeść, bo tu mnie jeszcze otrują i tyle będzie.

-Niech będzie -odparł z uśmiechem kręcąc głową.

*

Po zjedzeniu ciasta, od czasu poznania Sive i jego zwyczajów żywieniowych sam jadłem więcej słodkich rzeczy, ruszyliśmy w stronę kamienicy. W drzwiach powitał nas Maro. W budynku było nienaturalnie cicho.
Rozejrzałem się zdziwiony, ponieważ zazwyczaj zawsze ktoś się tu krzątał czy coś.

-Sive okrzyknął nas wszystkich zdrajcami, którzy dążą do jego nieszczęścia i nie odzywa się do nikogo od rozmowy z ojcem. -wyjaśnił zielonooki.

-Ja coś na to poradzę...SIVUŚŚŚŚ!!! - wrzasnąłem kierując się do jego pokoju.

SIVE

Zostaw to i wróć ze mną...ona by tego chciała. A i ty powinieneś być z rodziną.

Prychnąłem tworząc kolejny lodowy wzór w powietrzu obok pozostałych. Siedziałem za łóżkiem nie widoczny od strony drzwi bawiąc się żywiołami i nie mając zamiaru się sąd ruszyć. Chyba, że ojciec stąd zniknie.

-Nie potrzebuję rodziny, która mnie zostawiła -wymamrotałem. Mały wilczek z wyładowań elektrycznych i lodu zaczął skakać po pokoju. Wydawał się być prawdziwy choć wcale taki nie był. Miał za to wszystkie cechy normalnego, żywego wilka, no i dodatki związane z tym, że był stworzony z mocy.
Usłyszałem swoje imię lecz zignorowałem to. Gdy drzwi się otworzyły, a wilk wskoczył na łóżko warcząc straciłem na chwile koncentracje i wszystkie wzory, które do tej pory unosiły się w powietrzu, rozprysły się na podłodze. Zakląłem.

-Którego zdrajce niesie? -zapytałem nawet nie wstając tylko uprzątając bałagan powstały.

-Votre prince. Je pense aussi un traître?**

-Mogę się nad tym zastanowić -burknąłem wstając i siadając obok wilczka, który położył łeb na moim kolanie. -Kazali ci ze mną wynegocjować pokój? 

-Nie. Dopiero przyszedłem - odparł spokojnie i oparł się o ścianę.

Spojrzałem się na niego. Nie wskazywało nic na kłamstwo. Mój wzrok zatrzymał się na szyi białowłosego.

-Co ci się stało?

-Maro ci jeszcze nie przekazał? Najwidoczniej ojciec daje dużą sumkę za moją śmierć, bo już dziś mnie ktoś chciał zabić...

-Nierozsądny krok -mruknąłem, a na jego wzrok pokręciłem głową wyciągając ręce przed siebie. Chłopak się zbliżył, a ja objąłem go, wtulając twarz w jego brzuch -Masz po swojej stronie silniejszych sojuszników. Próbując wpłynąć na nasze tereny wystawia się na zagrożenie. Spróbuję coś zrobić, ale do tego czasu trzymaj zdrajce M przy sobie.

Białowłosy parsknął na to określenie.

-Gdyby nie to, że go umiem wołać w myślach, to już bym martwy był. Plus ten rzep się nie odczepi już teraz... - mruknął. -Wszystko dobrze?

-Wszyscy chcą mojego dobra. I każdy myśli, że wie czego ja chcę. Bo po co mnie pytać o to... -westchnąłem puszczając go i przytulając się do wilka, który zawył radośnie przez to -Jestem po prostu zmęczony tym wszystkim. 

-Może weź sobie jakieś zlecenia...? Oderwiesz się trochę od tego wszystkiego. Z resztą, ja dziś nie za bardzo dotrzymam ci towarzystwa bo muszę sprawy załatwić dla Marshall'a.

-Ja mam zlecenia, ale nie chce mi się ich wykonywać -odpowiedziałem, nagle wpadłem na pewien pomysł -Wyjadę na dwa, trzy dni. Odwiedzę pewne miejsce.

-Nie zabij się i wróć, bo będę czekał - powiedział kładąc mi głowę na ramię.

-Gdzieżbym śmiał się tobie sprzeciwiać -powiedziałem ze śmiechem. -Przywieźć pamiątki może? -zapytałem z rozbawieniem obejmując chłopaka jednym ramieniem.

-Może jakiś nożyk, którym mogę ukatrupić tatusia?

-Za odpowiednią zachętą sam to zrobię -mruknąłem przejeżdżając dłonią po plecach białowłosego. -Uważaj na siebie.

ALAHIS

Uśmiechnąłem się i pocałowałem dziwnowłosego. Tylko przy nim czułem się tak dobrze. Chłodne usta chłopaka idealnie pasowały do moich ciepłych. Każdy pocałunek był jak ten ostatni. Gorący, zatrzymujący dech w piersi, namiętny. Zdecydowanie coś czułem do Siv'a. Gdy odsunęliśmy się od siebie, spojrzeliśmy sobie w oczy i delikatnie uśmiechneliśmy się.

-Ty także - odpowiedziałem dając mu buziaka w policzek i wstając. -Do zobaczenia.

Schodząc po schodach zauważyłem rozmawiających Maro i Mahiro. Gdy stanąłem obok nich spojrzeli na mnie.

-Wygnał cię? -zapytał srebrzysto włosy. 

-Nie -odpowiedziałem z uśmiechem. -Gdzie jest Marshall?

-U siebie albo gdzieś na mieście. 

-Yhymm.

*

Siedziałem naprzeciwko miodowookiego w jego biurze. Zawalone papierami biurko przyciągało wzrok i to właśnie w nim opiekun Sive grzebał w poszukiwaniu czegoś. Wreszcie najwyraźniej znalazł bo spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. 

-Pewnie zastanawiasz się po co po prosiłem byś do mnie przyszedł. Chodzi o pewnego wysoko postawionego mężczyznę. Musimy zdobyć o nim informacje, a większość ludzi jest zajęta bądź jak Sive odmówiła wzięcia kolejnej sprawy. A ty mógłbyś pomóc Avie w dostaniu się w jego kręgi i sam może byś zdobył jakieś informacje.

-Z przyjemnością zrobię to. Na zamku nudzi mi się, a wkurzanie Mahiro, też jest nudne.

Mashall uśmiechnął się. Wyciągnął w moją stronę plik dokumentów.


-Tu masz informacje, które mamy. Życzę ci powodzenia.


*

-Głupia muszka... - wkurzałem się na za mocno zawiązaną muszkę przy garniturze. 

Dziś była idealna okazja na wykonanie zadania. Bankiet w posiadłości pana Revessa był odpowiednim momentem, szczególnie gdy dostałem zaproszenie.

-Dobry wieczór książę - powitał mnie miło właściciel. -Coś do picia?

-Nie dziękuję panie Revess. -odparłem z grzecznością w głosie. -Piękna posiadłość...

-Należy do mojej rodziny do pokoleń. Kiedyś może moje dzieci ją odziedziczą po mnie -powiedział z uśmiechem.W którymś momencie przeprosił i odszedł powitać innych gości.
Bankiet trwał, a mi się coraz bardziej nudziło. Nie mogłem wyjść, bo miała mnie tu znaleźć Avie.
Wziąłem lampkę wina z tacy, którą nosili kelnerzy i rozejrzałem się po tłumie.

-Przepraszam za spóźnienie. -usłyszałem głos dziewczyny, więc odwróciłem się. Jej czarne włosy były zebrane w koka, na na sobie miała bordową suknie z czarnymi zdobieniami.

-Nic się nie stało. -powiedziałem z lekkim uśmiechem -Pięknie wyglądasz.

-Dziękuję -odpowiedziała z lekkim rumieńcem na policzkach.

-Masz jakiś plan?

-Ja go zagaduje, a ty przeszukujesz jego biuro. Musisz wejść na drugie piętro i tam czwarte drzwi na prawo. -tłumaczyła szeptem. Pokiwałem głową.

Dziewczyna ruszyła w stronę gospodarza, a ja w stronę schodów. Były zablokowane przez dwóch strażników. Nie miałem ochoty się z nimi przegadywać, więc wybrałem inną drogę. wyszedłem na dwór. Po rozejrzeniu się czy nie ma nikogo, wskoczyłem na drzewo i z niego wskoczyłem na balkon gabinetu Revessa. 

-Czuję, że to jest zbyt łatwe - założyłem kaptur z peleryny w razie czegoś niespodziewanego i uchyliłem drzwi balkonu.

Muszę się pospieszyć, wiecznie Avis go nie zatrzyma. Cicho przymknąłem drzwi i rozejrzałem się. Wysłałem w stronę pokoju cząstkę mocy. Może uda mi się te dokumenty szybciej znaleźć. Dwa miejsca delikatnie zabłysły; biurko i obraz na ścianie. Za pierwszy cel wziąłem biurko. Starałem się nie zmieniać położenia rozwalonych kartek papieru i teczek. Nagle coś znalazłem. Były to jakieś akta. Otworzyłem je i mnie zamurowało. Były tam zdjęcia dziewczynki. Mojej dziewczynki ze snu. Szybko przeszukałem całe akta, ale jedyne co znalazłem to pieczątkę "ZASTRZEŻONE" i jej imię. 

-Kiiara Farnese... - ręce zadrżały mi. -Kim jesteś Kiiaro? 

Próbując nie tracić czasu wziąłem ze sobą akta i z powrotem zacząłem szukać dokumentów. Po paru minutach znalazłem grubą teczkę. To było to. Były to listy ludzi wywiezionych na wyspę; wyspę "dziwnych". 

Chowając w torbie na ramię dwoje teczek wróciłem na bankiet. 

-Mam wszystkie dokumenty Avis - podszedłem do dziewczyny i szepnąłem jej na ucho. Dziewczyna zachichotała opierając głowę o moje ramię.

-Idziemy do wyjścia -wyszeptała wciąż udając zakochaną pannice. Objąłem ją w pasie i ruszyłem do drzwi. Usłyszałem poruszenie w tłumie, więc przyśpieszyliśmy. Będąc na zewnątrz szybko ruszyliśmy  do naszych konni.

Dopiero widząc las dzielący nas od centralnego miasta odetchnąłem z ulgą i Avie też wydawała się bardziej rozluźniona. 

-Sive wrócił. Dlatego się spóźniłam -odezwała się, w którymś momencie. 

-Nadal wrzeszczał o zdrajcach? - zachichotałem. Szatynka zaśmiała się.

-Nie tym razem zignorował wszystkich i z zawiniątkiem w ręce poszedł do kuchni. Przywiózł pamiątki jak to potem powiedział -odpowiedziała z szerokim uśmiechem.

-Jakie? - spytałem.

-Dwa, małe wilczki, których matka została zabita przez myśliwych.

-Muszę je zobaczyć! Pewnie są słodziaśne! 

-Wasza dwójka jest tak samo walnięta -stwierdziła dziewczyna -Te bestyjki warczą na każdego kto nie jest Ruką.

-Jeszcze bardziej słodko! - zaśmiałem się i wesoło rozmawiając dojechaliśmy do domu Marshalla.

SIVE

Małe robiąc sobie ze mnie posłanie zasnęły, więc leżąc czytałem dokumenty, które udał mi się znaleźć. Gdy usłyszałem pukanie westchnąłem.



-Proszę -do pokoju wszedł mój ojciec. 


-Chciałem ci coś jeszcze powiedzieć.
-Więcej wesołych nowin? Świetnie -mruknąłem i spojrzałem na niego.


-Masz siostry...


-Cooo?!


-Corin i Kiiara bardzo chcą cię poznać. Więc proszą nie oceniaj ich przez błędy rodziców. -wpatrywałem się w niego nie mając pojęcia co robić. 


-Spotkam się z nimi, ale nie oczekuj, że porzucę swoje życie tu i wyjadę z wami -powiedziałem na co on pokiwał głową. 


-Rozumiem i jeszcze raz przepraszam za to wszystko -po tych słowach wyszedł. Skuliłem się na łóżku z szczeniakami w pełni obudzonymi już i wesoło biegającymi po pokoju. 
Koniec końców leżały przy mnie jakby chcąc mnie pocieszyć. Gdy już prawie przysypiałem usłyszałem otwieranie drzwi.


-Puka się -wymamrotałem.

-Przepraszam... - usłyszałem głos księcia. -Przeszkadzam?


-Chyba nie -mruknąłem otwierając oczy i patrząc jak siada na brzegu łóżka, a wilczki wesolutkie bawią się koło niego. -Nie miałeś mieć czegoś dzisiaj? Avie coś wspominała.

-Właśnie wróciliśmy - uśmiechnął się. -Fajne wilczki.

-Jeden jest twój -odpowiedziałem z lekkim uśmiechem.

-Serio?! - spojrzał się na mnie zdziwiony. Przytaknąłem. -Dzięki! - dał mi szybkiego buziaka i zaczął się bawić z wilczkami.
Oparłem się o poduszki patrząc na nich. Ciemno szary wilczek, w którymś momencie znudził sie chyba zabawą i wskoczył na mój brzuch. Gdy zacząłem go drapać i głaskać zachowywał się jak kot spragniony pieszczot. Zachichotałem.

-Fumo*** ty kociaku jeden -mruknąłem z uśmiechem.

-Mój będzie się nazywał... Kardiá. -spojrzałem na niego. Siedział z jasnoszary wilczkiem, który w odróżnieniu od brata miał bialutkie skarpetki na łapkach, na kolanach i gładził jego miękkie futro. 

-Sive listtt -usłyszałem, a następnie zobaczyłem Ezre, który podał mi kopertę i uśmiechnął się do Hisy. 

-Witaj książę.

-Ez nie zaczepiaj gości -zganiłem go otwierając kopertę. Szybko zobaczyłem czy to list, na który czekałem i widząc zamaszysty podpis uśmiechnąłem się.

-Powiedziałeś im? -zapytał Hisa. Pokręciłem głową.

-Sami się domyślili. Przecież każdy z nich był szkolony przeze mnie -odparłem patrząc z dumą na szczerzącego się Ezre. -Prędzej czy później musieli połączyć fakty.

-Więc dobrze ich wyszkoliłeś - powiedział. -Mów mi Hisa. W ostateczności Alahis...

-Tak jest -odpowiedział salutując blondyn i śmiejąc się z miny białowłosego wyszedł. Wstałem i położyłem list na biurku. Za mną z łóżka sturlał się Fumo i z radosnym skowytem zaczął biegać jak wariat po pokoju.

Kardiá zaczłą go gonić, co skończyło się fikołkiem i wspólną bitwą.

-Sive?

-Tak?

-Możesz mi wyjaśnić kim jest Kiiara Farnese? Znalazłem jej akta u Revesse i to ona jest tą dziewczynką z mojego snu. - powiedział i położył na  biurku otwarte akta dziewczynki. Przygryzłem wargę i po dopiero po dłuższej chwili zdecydowałem się odpowiedzieć. Podszedłem do szafki w rogu pokoju i wyciągnąłem z niej dokumenty, które już miałem do tej sprawy.

-Twoją młodszą siostrą -oznajmiłem cicho podając mu plik kartek z informacjami.

Białowłosy nie odezwał się. Cicho przeglądał dokumenty.

-Wiesz gdzie ona jest? I czy w ogóle żyje? - spytał po paru minutach.

-Najprawdopodobniej żyje, ale jeszcze nie wiem co się do końca działo tamtego dnia i co się z nią stało. 

-Jak znajdziesz coś, powiedz mi. - powiedział i westchnął.

-Niech będzie, ale nie zrób jakiejś głupoty pod wpływem emocji.

-Siv. Mam prośbę.

-Jaką?

-Będziesz mnie trenował? -spojrzałem na niego zaskoczony.

-Nie robią  tego w zamku?


-Myślisz, że ojciec chce bym umiał się bronić? Mam beznadziejnych nauczycieli. 


-No ok. Czego chcesz się tak właściwie nauczyć?

-Z mocą sam sobie poradzę, ale z walką wręcz itp. nie...


-Możesz dołączyć do cotygodniowych treningów mojej grupy i wybierzemy jeszcze jeden dzień w tygodniu, w którym będziesz trenował tylko ze mną. 

-Chętnie - powiedział i przytulił się do mnie.

-Zobaczymy czy będziesz taki chętny po pierwszym treningu -odpowiedziałem przypominając sobie jak moja grupa warczała obelgi na pierwszym treningu.Uśmiechnąłem się do tych wspomnień. -Jutro o 21 bądź tu bo wypada trening grupowy. -poinformowałem białowłosego po czym złączyłem nasze usta w lekkim pocałunku. A teraz chodź na kolacje. Powspierasz mnie.

-------
* <fran.> Nie martw się mój skarbie.
**<fran.> Twój książę.  Też mnie uważasz za zdrajcę?
***<wł.> Dym

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy